Napisanie wspomnienia o Tadeuszu Rolkem to onieśmielające zadanie. Przecież znałam tylko pewne aspekty jego osobowości; towarzyszyłam mu w pracy dopiero w ostatnich kilkunastu latach jego 96-letniego życia. Trudno powiedzieć, iż zna się kogoś na wylot, na szczęście wspomnienia zebrane z różnych stron pomagają w zachowaniu trójwymiarowej pamięci o osobie, do czego chciałabym dołożyć swoją cegiełkę.
Tadeusz Rolke był z pewnością postacią złożoną. Życiowym doświadczeniem mógłby obdarzyć kilka osób, i to nie tylko ze względu na sędziwy wiek, którego przyszło mu dożyć. Powstanie warszawskie, wywóz na roboty przymusowe, trudny powrót do zrujnowanej Warszawy, przerwane więzieniem studia na wydziale historii sztuki, początek fotoreporterskiej kariery, fotografia mody, przyjaźnie z artystkami i artystami, emigracja do Niemiec, a to dopiero lata 70. XX wieku.
Poznałam go na początku drugiej dekady XXI wieku, już jako artystę Galerii Le Guern. Jaki był, dowiadywałam się podczas pracy przy archiwum, przygotowywaniu wystaw oraz wspólnych z galerią podróży. Do Polski wrócił na początku lat 80., obierając wówczas kierunek odwrotny do tego, który wybierało wielu. Pierwszą indywidualną wystawę miał jeszcze w 1970 roku w Wolfsburgu, kilka kolejnych w latach 80., jednak adekwatnego tempa stricte artystyczna strona jego kariery nabrała w drugiej połowie lat 90. Pierwsza dekada XXI wieku upłynęła już pod znakiem licznych wystaw w galeriach i instytucjach w Polsce i za granicą.
Postrzeganie dorobku Tadeusza Rolkego w kontekście historii sztuki wyraźnie nabrało tempa wraz z wystawą Fotografowałem lata sześćdziesiąte i nie tylko w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski (1997 rok), pokazaną później tego samego roku w Wilnie. Kuratorem tej wystawy, jak i wielu kolejnych, był Marek Grygiel. W dużej mierze w duecie realizowali, uznawany dziś za jeden z najcenniejszych w dorobku Rolkego, cykl fotograficzny Tu byliśmy. Przez ponad dwie dekady podróżowali po Polsce i krajach sąsiednich, odnajdując miejsca dawniej zamieszkane przez chasydów, dziś zachowujące jedynie okruchy tych wspomnień, o ile w ogóle.
Tu byliśmy to czarno-białe fotografie miejsc; pustką Rolke podkreślał niegdysiejszą obecność. Do końca życia starał się również o zachowanie pamięci o Żydówce, która poniosła śmierć na torach, wyskoczywszy z transportu do Treblinki. Stało się to nieopodal domu wujostwa Tadeusza Rolkego, w którym spędzał wakacje. Ten obraz pozostał z nim na zawsze, owa kobieta stała się mu bliska. Odwiedzał to miejsce regularnie; jeszcze w 2025 roku był tam ze swoją przyjaciółką. W pewnym momencie kariery odtworzył tę scenę na torach w fotograficznym kadrze. Oba fotograficzne projekty: Tu byliśmy i Żydówka na torach pokazały mi, jak ważnymi aspektami życia Tadeusza były pamięć i prawda. Dbał o to, by w swojej praktyce fotograficznej zawrzeć obie.
Tadeusz Rolke, portret wykonał Arkadiusz HapkaRóżni ludzie różnie zapamiętali Tadeusza. Jedni znali go od dekad i przyjaźnili się z nim, inni współpracowali przy kolejnych projektach fotograficznych, spotykali go od czasu do czasu, na różnych etapach życia. Nazywa się go prekursorem polskiej fotografii reportażowej, czego nie lubił. Mówi się o nim, iż kochał kobiety; to prawda, ale niejedyna. Lubił budzić zainteresowanie, ale nie w sposób chełpliwy. Był bezpretensjonalny, interesujący świata i ludzi, miał zdecydowane opinie na wiele tematów.

Ja także, jak wiele osób obcujących z jego twórczością, lubię podkreślać, iż jego fotografię wyróżnia żywe i autentyczne zainteresowanie człowiekiem. Niespełna rok temu Tadeusz powiedział: „Jestem humanistą, bo czekam na człowieka, który mi ustawi zdjęcie”.
W ostatnich miesiącach, po śmierci Tadeusza, wiele osób odwiedzających Galerię Le Guern pyta o niego. Zauważyłam, iż w rozmowach najczęściej powraca pamięć o tym, jak szczerze interesowała go odpowiedź na zadane przez siebie pytanie, choćby jeżeli było to proste: „Co słychać?”. Nie bawił się w puste formy grzecznościowe. Niezależnie od tego, czy znał kogoś od lat, czy była to osoba nowo napotkana, dopytywał i słuchał. Co więcej, po czasie pamiętał rozmowy i wracał do poruszanych wątków.
Tyle dziś mówimy o nadmiarze bodźców i kryzysie relacji, a jego postawa pozostaje przykładem uważnego życia. Jego zainteresowanie drugim człowiekiem daleko wykraczało poza „ustawianie” fotograficznego kadru. Podobnie jestem przekonana, iż i o nim będziemy pamiętać nie tylko z perspektywy fotograficznego dorobku. Wiele osób zachowało konkretne wspomnienia, anegdoty ze spotkań autorskich czy wernisaży. Nasłuchujemy, zapamiętujemy. To dla nas okazja, by dalej budować trójwymiarową pamięć o jego osobie. Zbieramy prawdy o nim.










