Legieć: Temat wciąż żywy: sprawa odszkodowań w niemieckiej prasie – tak bardzo „pro”, iż w końcu… „contra”

goniec.net 1 godzina temu

Jan Puhl, „Zweiter Weltkrieg und Reparationen: Deutschlands Versäumnisse gegenüber polnischen NS-Opfern”, SPIEGEL.de, 30 czerwca 2026; tekst z „DER SPIEGEL” nr 27/2026.

Tłumaczenie tytułu: „II wojna światowa i reparacje: niemieckie zaniechania wobec polskich ofiar nazizmu”.

Autor – Jan Puhl, reporter i kome ntator „Der Spiegel” – należy do grona niemieckich dziennikarzy regularnie opisujących Polskę, jej polityczne spory oraz relacje polsko-niemieckie.

„Niemcy przez cały czas nie rozliczyły się z Polską za skalę wojennych zbrodni” – tak Jan Puhl rozpoczyna swoje rozważania nad tymi „zaniechaniami”. Zdanie pochodzi z pierwszej części artykułu i byłoby godne pochwały, ponieważ zawiera rzadko padającą z niemieckich ust myśl, zgodną z polskim punktem widzenia. Autor zaczyna od bardzo ostrej oceny moralnej istniejącej sytuacji. Podkreśla, iż fakt, iż do Polski „niemal nie popłynęły” odszkodowania za niemieckie zbrodnie, jest „kompromitujący dla państwa”, które szczyci się własną kulturą pamięci.

W przytaczanych relacjach pada stwierdzenie, iż „Niemcy są Polsce coś winni za zbrodnie w II wojnie światowej” oraz iż brak realnych wypłat jest dla Niemiec powodem do wstydu. Nawiązując do relacji niemieckich mediów, m.in. „Süddeutsche Zeitung”, Puhl przypomina czytelnikom, iż rząd Tuska dał do zrozumienia Berlinowi, iż coroczne świadczenie w wysokości 10 000 zł dla każdej żyjącej polskiej ofiary nazizmu byłoby do przyjęcia.

Puhl komentuje to w następujący sposób: „to kwota symboliczna, wręcz «śmieszna» w zestawieniu z ogromem niemieckich zbrodni sprzed 80 lat”. Innymi słowy – choćby jeżeli Berlin zaakceptowałby taki mechanizm, nie byłoby to prawdziwym „spłaceniem długu wobec Polski”, ale jedynie minimalnym, spóźnionym gestem wobec ostatnich żyjących ofiar – podkreśla Puhl. Przypomina skalę niemieckiej przemocy wobec Polski: 6 milionów zabitych obywateli Polski, czyli około jednej szóstej przedwojennej ludności kraju, i podkreśla, iż krzywd wyrządzonych Polsce nie da się wyrównać pieniędzmi.

Puhl zestawia dwie rzeczywistości: z jednej strony Berlin odrzuca formalne reparacje, z drugiej – od lat obiecuje „humanitarny gest” wobec żyjących ofiar.

„Obiecuje, ale nic nie robi” – to jest najostrzejszy zarzut niemieckiego dziennikarza wobec Berlina. I właśnie to rozdwojenie staje się osią jego krytyki. W jego ocenie rząd federalny zachowuje się „moralnie błędnie”, ponieważ publicznie przyznaje odpowiedzialność historyczną, ale nie przekuwa jej w konkretne świadczenia dla ludzi, którym czas dosłownie się kończy.

Dalej w artykule Puhl stwierdza: „z perspektywy Berlina zwlekanie to jest nie tylko niemoralne, ale również «politycznie głupie»”. W tekście tym zaskakuje ogromna liczba ocen, myśli i komentarzy zgodnych z polskim punktem widzenia, jak choćby to: „większość Niemców nie ma pojęcia, co ich przodkowie zrobili Polakom”. Autor zestawia powszechną wśród Niemców świadomość Zagłady Żydów z niemal całkowitą nieznajomością niemieckiej polityki eksterminacyjnej wobec narodu polskiego.

Niemiecki komentator próbuje zrozumieć polski punkt widzenia, zamiast go wyśmiewać. W tekście wybrzmiewa teza, iż Polacy mają powody, by uważać sprawę odszkodowań za niezamkniętą. Wskazuje m.in. na kontrast między powojennym cudem gospodarczym RFN a losem Polski zniszczonej przez wojnę i wepchniętej następnie do bloku komunistycznego. W tym sensie polskie poczucie krzywdy nie wynika – według Puhla – z „politycznej histerii”, ale z realnego doświadczenia: sprawcy i ich państwo gwałtownie stanęli na nogi, podczas gdy ofiary żyły później w biedzie i w państwie niesuwerennym.

Ale na koniec artykułu pojawia się zdanie wątpliwe i niemal zaprzeczające powyższym treściom – to właśnie wspomniana w tytule „contra”: „W niemieckim interesie jest wygrana Tuska, a nie (…) prawicy”.

Zdanie to brzmi paternalistycznie, a choćby protekcjonalnie. Nie dlatego, iż Berlin nie ma prawa mieć własnych interesów – każde państwo je ma – ale dlatego, iż padło w kontekście niemieckich zobowiązań wobec Polski za II wojnę światową. Niweluje to sens i cel całego wcześniejszego wywodu Puhla, w którym mówił o winie Niemców („Postępowanie niemieckiego rządu jest moralnie błędne, a w dodatku politycznie głupie”). Nagle pojawia się sugestia, iż gest odszkodowań dla żyjących jeszcze ofiar warto wykonać po to, by pomóc „odpowiedniemu” polskiemu obozowi politycznemu, wspieranemu przez Berlin.

Dla wielu Polaków brzmi to jak klasyczny odruch centrum wobec peryferii: Niemcy wiedzą lepiej, kto powinien rządzić w Polsce, i chętnie użyłyby do tego własnych narzędzi wpływu – choćby jeżeli byłyby nimi pieniądze wypłacane ofiarom niemieckich zbrodni.

Zestawienie tych dwóch porządków – moralnego i polityczno-taktycznego – tworzy wrażenie niejednoznaczności: z jednej strony apel o sprawiedliwość historyczną, z drugiej sugestia, iż jej realizacja może mieć również wymiar politycznej kalkulacji.

I właśnie w tym napięciu ujawnia się zasadniczy problem całego wywodu niemieckiego dziennikarza (i problem rządu w Berlinie w ogóle).

Maria Legieć

Idź do oryginalnego materiału