Mamy gigantyczne lotnictwo, ale z jednym dronem walczymy dwa dni

patrzymy.pl 9 godzin temu

Wczoraj, około południa, Bałtyk wyrzucił na plaży w Rusinowie uszkodzony dron. Jak zawsze w takich przypadkach pierwsi do akcji ruszyli politycy i dziennikarze, ale jedni i drudzy nie mogą się pochwalić bystrością i wiarygodnością. W przekazach medialnych pojawiły się fałszywe zdjęcia „obiektu latającego” z polskim oznakowaniem. Największy blamaż zaliczyły media publiczne, które miały być „czystą wodą”, ale mogą się blamażem podzielić z politykami koalicji rządzącej, bo ci postanowili otrzymać kroku swoim medialnym opiekunom.

W pierwszej reakcji na portalu X szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wysmarował komunikat wskazujący na pełen profesjonalizm podległych mu służb:

W rejonie plaży w miejscowości Rusinowo koło Jarosławca wojsko zlokalizowało i podjęło z morza Bałtyckiego DRONA. Wstępne oględziny wskazują, iż to bezzałogowiec wojskowy pochodzący z Rosji.
Na miejscu służby realizują czynności związane z zabezpieczeniem miejsca zdarzenia i…

— Władysław Kosiniak-Kamysz (@KosiniakKamysz) September 14, 2026

Dziś stacja TVN24, którą trudno podejrzewać o antyrządowe inklinacje, pokazała najnowsze nagranie, wcześniej zamieszczone w Internecie. Widać na tym nagraniu, iż prezes PSL mógłby z powodzeniem zostać redaktorem naczelnym lub co najmniej reporterem Radia Erewań. Nie wojsko zlokalizowało, tylko przypadkowi świadkowie i nie podjęło z morza Bałtyckiego, tylko morze Bałtyckie wyrzuciło drona na plażę. Nie koniec na tym kompromitacji „sprawnego państwa”, ponieważ rosyjski dron drugi dzień leży na plaży, dokładnie w tym miejscu, gdzie został przez morze wyrzucony. Dlaczego leży? Oficjalne komunikaty mówią o tym, iż służby przeprowadzają szereg badań, od radiologicznych, po pirotechniczne, z tym, iż te ostanie będą przeprowadzone dopiero dziś, co choćby laików wprawiło w osłupienie, bo wydaje się, iż akurat takie badanie powinno być przeprowadzone w pierwszej kolejności, aby nie nikogo nie narażać na niebezpieczeństwo.

Dwudniowe analizowanie potencjału militarnego i radiologicznego drona, który według ekspertów i pasjonatów niemal na 100 proc. jest tak zwanym „wabikiem”, w nieco poprawionej wersji, rozgrywa się w tle głośnej wypowiedzi Radosława Sikorskiego. W ubiegły weekend Minister Obrony Narodowej wziął udział w kongresie Yalta European Strategy w Kijowie. Podczas dyskusji na temat wojny Rosji z Ukrainą pozwolił sobie na brawurową uwagę dotyczącą gigantycznej przewagi militarnej Polski i NATO nad Rosją:

Jeśli Rosja zdecydowałaby się zaatakować nas, to pokonalibyśmy ją bardzo szybko. Mamy gigantyczną przewagę, jeżeli chodzi o lotnictwo, choćby jeżeli do tego potencjału nie wliczymy sił amerykańskich.

Nie pierwszy raz słowa Radosława Sikorskiego brzmią kabotyńsko i dalece nie odpowiadają rzeczywistości, za to skutecznie wywołują skandale dyplomatyczne. Oczywiście proste zsumowanie całego lotnictwa w ramach europejskiego NATO, pewnie na papierze pokonałoby lotnictwo rosyjskie, jednak w praktyce Polska dysponuje niespełna 50-cioma F-16, kilkunastoma F50A i kilkoma F-35. Wiele z nich ma niepełne uzbrojenie albo nie ma uzbrojenie w ogóle. Z kolei łączna liczba samolotów bojowych po stronie rosyjskiej to blisko 2000 sztuk, a do tego jeszcze dochodzą drony i tych Rosja posyłała na Ukrainę choćby 3500 dziennie. Bojowe wizje Radosława Sikorskiego brutalnie zweryfikowała smutna rzeczywistość, w której Polska „z gigantyczną przewagą, jeżeli chodzi o lotnictwo”, walczy dwa dni z jednym rosyjskim dronem wabikiem, w dodatku uszkodzonym.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału