Mamy sukces. Tak, naprawdę. Nie, nie pomyliliśmy dokumentów. W przyjętej przez rząd Strategii Cyfryzacji Państwa znalazł się zapis, o który walczyliśmy ponad 30 miesięcy: „Cyfryzacja obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej oraz rozwój cyfrowych narzędzi partycypacji obywatelskiej”. Jedno zdanie. Walczyliśmy o nie dwa i pół roku. A jeżeli liczyć kampanię „Obywatele decydują” – czternaście lat.
Nie wydarzył się cud. Nikt w ministerstwie cyfryzacji nie obudził się pewnego ranka z myślą: „A może ułatwimy obywatelom korzystanie z ich konstytucyjnych praw?”.
Od 1 stycznia 2012 roku przekonujemy klasę polityczną – posłów, senatorów, ministrów i kolejne rządy – iż
demokracja, którą politycy tak chętnie odmieniają przez wszystkie przypadki, też wymaga aktualizacji oprogramowania.
Rozmawialiśmy z nimi od lewa do prawa. Gdy byli w opozycji, zwykle się zgadzali. Gdy trafiali do rządu, nagle odkrywali, iż sprawa jest „skomplikowana”. Zmieniały się nazwiska na drzwiach gabinetów. Nasz postulat się nie zmieniał.
Dlaczego nie masz prawa do podpisu przez Internet? Spytaj Tuska i Porowską Rafał Górski
Od 22 grudnia 2023 roku walczyliśmy o jeden konkretny zapis w Strategii Cyfryzacji Państwa. Jedno zdanie w dokumencie liczącym setki stron. W państwie, które produkuje tysiące stron strategii, programów i planów, czasem właśnie o jedno zdanie trzeba walczyć najdłużej. Zwłaszcza wtedy, gdy to zdanie ma wzmocnić siłę obywateli. Dziś ono tam jest. Nie oznacza to jednak końca drogi. To nie koniec marszu. To dowód, iż konsekwencja ma sens, a szczęście sprzyja odważnym. I iż choćby grube rządowe strategie potrafią czasem ustąpić przed uporem obywateli.
Zapis w Strategii to dopiero pierwszy krok
Przez 14 lat przekonywaliśmy kolejne rządy, iż obywatele powinni móc popierać projekty ustaw również przez Internet. Dziś ten postulat znalazł się w oficjalnej Strategii Cyfryzacji Państwa. Teraz musimy dopilnować, aby za deklaracją poszły projekt ustawy, konkretne terminy i działające rozwiązanie.
Pomóż nam zamienić zapis w Strategii w prawo.
Demokracja też potrzebuje aktualizacji
Nie jestem miłośnikiem cyfryzacji naszego świata. Mam świadomość, jakie są konsekwencje wojny Google z obywatelami. jeżeli jednak już technologia złapała nas jak mysz w pułapkę postępu to uważam, iż państwo nie powinno cyfryzować wyłącznie urzędów. Powinno również tworzyć cyfrowe narzędzia, które wzmacniają obywateli wobec państwa. To zasadnicza różnica. Cyfryzacja demokracji nie może oznaczać cyfryzacji obywatela – zamiany człowieka w rekord w bazie danych, profil w systemie albo kolejną pozycję w administracyjnej tabeli. Polki i Polacy nie są klientami aplikacji ani numerami sprawy. My, ty i ja, jesteśmy współgospodarzami naszego państwa.
Przez lata słyszeliśmy, iż cyfryzacja jest przyszłością. I rzeczywiście jest – głównie wtedy, gdy chodziło o chciwość i zyski korporacji sprzedających swoje produkty i o ułatwienia w działaniach biurokratycznej administracji: podatki, recepty, dowody osobiste albo kolejne aplikacje. To wszystko może być dla wielu z nas wygodne. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy cyfryzacja jest rozumiana wyłącznie jako sposób na usprawnienie działania aparatu państwa, a nie jako narzędzie zwiększające podmiotowość obywatela.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Kiedy obywatele chcieli skorzystać ze swojego konstytucyjnego prawa do zgłoszenia projektu ustawy, nagle okazywało się, iż XXI wiek kończy się przy wejściu do Sejmu. Dalej były już kartki papieru, długopisy, segregatory, kartony i wolontariusze marznący zimą albo smażący się latem na rynku.
I tu warto przypomnieć coś, co od początku było dla nas fundamentalne. Nigdy nie walczyliśmy o zastąpienie papieru cyfrowym przymusem. Nie chodziło o odebranie obywatelom tradycyjnej formy składania podpisów. Chodziło o wybór. Kto chce – podpisuje papierowo. Kto chce – podpisuje elektronicznie. Państwo powinno dawać obywatelom więcej możliwości działania, a nie zmuszać ich do korzystania z jednej, biurokratycznie wygodnej ścieżki.
Wszyscy równi, ale niektórzy równiejsi
Najbardziej urocze było jednak to, co wydarzyło się w tym roku. Partie polityczne przyznały sobie prawo do elektronicznego zbierania podpisów poparcia. Obywatele przez cały czas mają papier. Trudno o lepszą definicję równości.
George Orwell w „Folwarku zwierzęcym” pokazał mechanizm, w którym ci, którzy mieli walczyć z przywilejami, z czasem zaczynają znajdować dla nich uzasadnienie. Świnie nie zabierały mleka i jabłek dla siebie – robiły to przecież wyłącznie „w trosce o zdrowie” wszystkich zwierząt. Problem zaczyna się wtedy, gdy każda nierówność potrafi zostać przedstawiona jako konieczność, a każdy przywilej jako coś, co służy wspólnemu dobru.
„Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim”.
Nie chodzi oczywiście o porównywanie konkretnych osób do bohaterów powieści. Chodzi o mechanizm, w którym ci, którzy mieli zmieniać zasady, zaczynają korzystać z wyjątków, które wcześniej sami krytykowali.
Dlatego zdanie, iż „wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi”, pozostaje tak mocne. Zwłaszcza wtedy, gdy jedna grupa obywateli może korzystać z cyfrowych narzędzi demokracji, a druga przez cały czas musi organizować papierowy obieg podpisów. Nie chodzi o specjalny przywilej dla obywateli. Chodzi o zwykłą równość dostępu do naszego państwa.
Czternaście lat argumentów i jedna odpowiedź
Od miesięcy powtarzaliśmy, iż skoro państwo potrafi zbudować system elektronicznych podpisów dla komitetów wyborczych, to naprawdę poradzi sobie również z podpisami pod obywatelskimi projektami ustaw. Nie prosiliśmy o teleportację, zamieszkanie na Marsie ani odwrócenie kijem biegu Wisły. Chodziło o rozwiązanie, które od dawna funkcjonuje w Europie i które powinno być naturalnym narzędziem współczesnej demokracji.
Ale od początku podkreślaliśmy również coś równie ważnego: cyfrowe rozwiązanie nie może oznaczać likwidacji tradycyjnego wyboru. Obywatel ma mieć możliwość zdecydowania, czy chce podpisać się na papierze, czy skorzystać z narzędzia elektronicznego.
Nie ograniczaliśmy się zresztą do narzekania. Przygotowaliśmy gotowy projekt ustawy, współpracowaliśmy z konstytucjonalistami, legislatorami i ekspertami. Rozmawialiśmy z kolejnymi rządami, ministrami, marszałkami Sejmu, prezydentami i rzecznikami praw obywatelskich. Zbieraliśmy argumenty, badania i społeczne poparcie. Przez te wszystkie lata nie brakowało ludzi, którzy przyznawali nam rację. Problem polegał na tym, iż zbyt często racja obywateli kończyła się tam, gdzie zaczynała się partyjna kalkulacja.
Efekt bywał zaskakująco przewidywalny.
Kiedy politycy byli w opozycji, słyszeliśmy: „świetny pomysł”. Kiedy zostawali rządzącymi, nagle pojawiało się: „sprawa jest skomplikowana”. Najwyraźniej nie zmieniały się argumenty. Zmieniały się fotele.
I właśnie dlatego dzisiejszy zapis w Strategii ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. Nie dlatego, iż jeden punkt w rządowym dokumencie automatycznie zmienia rzeczywistość. Nie zmienia. Ale dlatego, iż po raz pierwszy państwo przyznało w oficjalnym dokumencie, iż obywatelska inicjatywa ustawodawcza i cyfrowe narzędzia partycypacji są obszarem, który wymaga rozwoju.
To ważna zmiana języka. A w państwie język często poprzedza zmianę prawa.
Obywatele zmusili państwo
Warto przy tym jasno powiedzieć: ten zapis nie pojawił się dlatego, iż ktoś nagle w ministerstwie cyfryzacji odkrył, iż obywatele również mają prawa. Pojawił się dlatego, iż obywatele przez lata przypominali państwu o jego własnych deklaracjach. Kampania „Obywatele decydują” nie była jednorazową akcją marketingową ani postem, który po kilku dniach znika w czeluściach internetu. To był konsekwentny, długi marsz.
Jeszcze niedawno w projekcie Strategii Cyfryzacji Państwa nie było tego postulatu. Dopiero reakcja obywateli, organizacji społecznych i osób, które przyłączyły się do apelu o umożliwienie elektronicznego podpisywania obywatelskich projektów ustaw, sprawiła, iż temat wrócił do debaty publicznej. W konsultacjach społecznych Polki i Polacy zgłaszali potrzebę cyfryzacji obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, a ich głos stał się jednym z argumentów za uwzględnieniem tego kierunku działań.
To ważna lekcja. Demokracja nie działa wyłącznie w dniu wyborów. Czasem działa wtedy, gdy kilkaset osób pisze uwagi do dokumentu, którego większość społeczeństwa nigdy nie przeczyta. Czasem działa wtedy, gdy ktoś przez lata powtarza ten sam argument mimo kolejnych zmian rządów i kolejnych odpowiedzi typu „to skomplikowane”. A czasem działa wtedy, gdy państwo w końcu zapisuje w oficjalnym dokumencie coś, czego obywatele żądali od dawna.
Czy obywatele decydują? Odpowiadają: RPO Wiącek i wicepremier Gawkowski Rafał Górski
Strategia to nie koniec wojny. To wygrana bitwa
Jeszcze rok temu ministerstwo cyfryzacji ignorowało nasz postulat. Dzisiaj ten sam dokument mówi, iż cyfryzacja obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej oraz rozwój cyfrowych narzędzi partycypacji obywatelskiej są potrzebne.
To nie jest przypadek. To efekt konsekwentnego nacisku obywateli, ekspertów i organizacji społecznych, które uparły się, iż demokracja nie powinna działać gorzej niż bankowość internetowa, administracja podatkowa czy systemy obsługi klientów.
Ale trzeba też powiedzieć jasno: sama technologia nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów. Historia zna wiele przykładów narzędzi, które miały służyć wygodzie, a z czasem zaczynały służyć kontroli i ludobójstwu.
Państwo cyfrowe może stać się państwem, w którym obywatel jest coraz bardziej widoczny dla administracji, a administracja coraz mniej widoczna dla obywatela.
Dlatego cyfryzacja demokracji musi iść w parze z ochroną praw obywatelskich, przejrzystością działania instytucji i zasadą kontroli społecznej. Technologia powinna pomagać obywatelom patrzeć władzy na ręce, a nie ułatwiać jej obserwowanie obywateli.
Nie chodzi przecież o rząd, który dzięki technologii wie coraz więcej o obywatelu. Chodzi o państwo, w którym obywatel dzięki technologii może wiedzieć więcej o władzy, skuteczniej kontrolować jego działania i łatwiej korzystać ze swoich praw. To zasadnicza różnica, o której w dyskusji o cyfryzacji zbyt często się zapomina.
IBM i Holocaust. Kiedy zautomatyzowane ludobójstwo przy użyciu AI? Praktyka spisku (odcinek 4) Rafał Górski
Czy świętujemy? Oczywiście. Po tylu latach trudno udawać, iż nic się nie wydarzyło. Ale czy otwieramy szampana? Jeszcze nie. Strategia nie zmienia prawa. Strategia mówi jedynie, iż prawo trzeba zmienić. A między słowem „trzeba” a słowem „zrobione” polska administracja potrafi czasem zbudować całkiem pokaźny labirynt. Dlatego pijemy po lampce szampana i zakasujemy rękawy do dalszej pracy. Będziemy patrzeć na ręce władzy, przypominać i pytać. Nie dlatego, iż zakładamy złą wolę, ale dlatego, iż wiemy, jak działają politycy. Najważniejsze decyzje często nie przegrywają przecież w wielkich debatach publicznych. Przegrywają w ciszy korytarzy urzędów, w odkładanych dokumentach i w przekonaniu, iż skoro coś zostało zapisane, to samo się wydarzy.
A samo się nie wydarzy.
Dlatego zapis w Strategii Cyfryzacji Państwa nie jest dla nas kolejnym zdaniem w dokumencie, który po przyjęciu trafi na półkę. Jest dla nas zobowiązaniem polityków, z którego będziemy ich rozliczać. Jest krokiem, który powinien doprowadzić do tego, iż obywatel będzie mógł korzystać ze swojego prawa do inicjatywy ustawodawczej w sposób odpowiadający XXI wiekowi. Ale bez utraty prawa do wyboru, bez cyfrowego przymusu i bez naiwnego przekonania, iż każda technologia sama w sobie jest dobra.
Nie składamy broni
To jest nasz sukces. Twój, mój, nasz. Wszystkich, którzy przez ostatnie 14 lat pomagali myślą, mową i uczynkiem. Nie dlatego, iż ktoś zrobił nam prezent, ale dlatego, iż przez te wszystkie lata ciężkiej harówki nie odpuściliśmy.
Pisaliśmy, przekonywaliśmy, składaliśmy uwagi, przygotowywaliśmy projekty, organizowaliśmy debaty i dziesiątki razy słyszeliśmy, iż „to nie jest dobry moment”. Najwyraźniej dobry moment właśnie nadszedł.
Ale to tylko i aż wygrana bitwa. Strategia jest mapą intencji, a nie ustawą. Demokracja nie aktualizuje się sama. Potrzebuje ludzi, którzy przypominają, iż państwo nie jest wyłącznie administracją świadczącą usługi, ale wspólną przestrzenią, którą obywatele mają prawo współtworzyć. Dlatego następny krok jest równie istotny jak sam zapis w Strategii. Trzeba doprowadzić do tego, żeby za słowami poszły konkretne przepisy, a za przepisami – działające rozwiązania.
Mamy sukces i nie składamy broni.
Ciąg dalszy nastąpi.
Demokracja nie aktualizuje się sama
Za jednym zdaniem w rządowej Strategii stoją lata analiz, spotkań, pism, konsultacji, rozmów z politykami i mobilizowania obywateli.
Teraz będziemy domagać się harmonogramu prac, monitorować działania rządu i zabiegać o przyjęcie odpowiednich przepisów.
Regularna darowizna pozwala nam prowadzić tę pracę także wtedy, gdy temat znika z pierwszych stron mediów.













