Gdy obejmował Pan funkcję prezesa Stadniny Koni w Janowie Podlaskim, w jakim miejscu znajdowała się wówczas polska hodowla koni arabskich na tle światowej konkurencji?Moja droga zawodowa w Janowie Podlaskim rozpoczęła się znacznie wcześniej niż objęcie funkcji prezesa. Pracowałem tutaj już od siedemnastu lat, jako lekarz weterynarii. Po latach współpracy otrzymałem od dyrektora Andrzeja Krzyształowicza, legendarnego szefa janowskiej stadniny, wybitnego hodowcy, propozycję przejęcia jego obowiązków po jego przejściu na emeryturę. Stało się to na początku 1995 roku.W tamtym czasie prezesem zarządu był Michał Maciejewski. Początkowo był moim przełożonym, a później również przyjacielem, z którym wspólnie kierowaliśmy stadniną – on jako prezes zarządu, a ja jako wiceprezes odpowiedzialny za hodowlę.Jakie były największe wyzwania po objęciu kierownictwa stadniny?W hodowli koni nic nie dzieje się szybko. Bardzo ceniłem sobie współpracę z Michałem Maciejewskim, ponieważ wspólnie podejmowaliśmy wiele trudnych decyzji. Był to okres głębokiej transformacji ustrojowej i przechodzenia z gospodarki komunistycznej do kapitalistycznej. Restrukturyzacja wymagała odwagi, podejmowania ryzyka i często bardzo trudnych decyzji. We dwóch łatwiej było przejść przez ten wymagający
czas.Największym wyzwaniem było unowocześnienie poszczególnych działów gospodarstwa. W rolnictwie dysponowaliśmy przestarzałym sprzętem, dlatego konieczna była wymiana maszyn. Wiązało się to także z bolesną redukcją zatrudnienia, ponieważ nowoczesne technologie wymagały mniejszej liczby pracowników. Był to trudny okres zarówno dla kierownictwa, jak i dla całej załogi.Równocześnie podjęliśmy decyzję o rozwoju hodowli bydła. Wybudowaliśmy nowoczesną oborę dla 300 krów, która miała zapewnić stadninie stabilność finansową dzięki regularnym wpływom ze sprzedaży mleka. Wcześniej utrzymywaliśmy około 80 krów, co nie dawało możliwości finansowania przedsiębiorstwa o takiej skali. Nowa inwestycja znacząco zwiększyła przychody i poprawiła sytuację finansową
stadniny.Największym wyzwaniem w hodowli koni było odmłodzenie stada klaczy. Znajdowały się w nim bardzo utytułowane, ale już wiekowe klacze. Proces budowy młodego, silnego stada był długotrwały i wymagał wielu lat pracy. Równocześnie zależało nam na częstszym udziale w pokazach, ponieważ sukcesy wystawowe budują renomę hodowli i pozwalają osiągać lepsze ceny podczas sprzedaży koni. Ostateczny efekt tych działań udało się osiągnąć dopiero w 2015 roku, który był jednocześnie ostatnim rokiem mojej pracy w Janowie
Podlaskim.Hodowla koni to proces wymagający cierpliwości, wielu decyzji i umiejętnego doboru ogierów. Wszystko musi być prowadzone z uwzględnieniem sprzedaży, ponieważ stadnina musi się utrzymać. Często trzeba podejmować trudne decyzje i sprzedawać konie, z którymi człowiek jest bardzo związany, aby zapewnić środki na dalsze funkcjonowanie i rozwój
hodowli.Jak wyglądało budowanie międzynarodowej pozycji Stadniny Koni w Janowie Podlaskim jako jednej z najważniejszych hodowli koni arabskich na świecie?Nie można mówić, iż ten proces rozpoczął się dopiero za moich czasów. Budowanie międzynarodowej pozycji Janowa rozpoczęło się znacznie wcześniej. Już w okresie międzywojennym dyrektor Stanisław Pohoski stworzył znakomite stado klaczy i ogierów, które zdobyło światową renomę. Większość tego dorobku została utracona podczas wojny, jednak konie, które wróciły do Polski, stały się podstawą odbudowy hodowli.Później dyrektor Andrzej Krzyształowicz odbudował jakość hodowli do poziomu sprzed wojny. To właśnie wtedy konie z Janowa zaczęły odnosić największe sukcesy na świecie. Ogier El Paso został czempionem Stanów Zjednoczonych, Pilarka i Etruria zdobywały tytuły czempionki świata, a Janów Podlaski zyskał światową renomę jako jedna z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych stadnin koni arabskich w Europie.O pozycji Janowa najlepiej świadczy fakt, iż choćby podczas wojny okupacji niemieccy wydali pocztówkę z podpisem – Słynna Stajnia Zegarowa w Stadninie Janów Podlaski. Już wtedy była to marka rozpoznawalna na ś
wiecie.Kolejne sukcesy przyniosły konie takie jak Bandos, Pepton, Ecaho czy Batyskaf, który został sprzedany za bardzo wysoką cenę już w czasie naszego kierowania stadniną, choć został wyhodowany wcześniej. Dyrektor Krzyształowicz zostawił nam bardzo wysoko postawioną poprzeczkę i naszym zadaniem było utrzymanie tego poziomu, zachowanie starych prądów krwi jednocześnie odmładzając stado mateczne. Musieliśmy także rywalizować z bardzo silną konkurencją ze strony stadniny w Michałowie, która odnosiła wówczas wielkie sukcesy dzięki potomstwu ogiera
Monogram.Krok po kroku udało się osiągnąć kolejne sukcesy. Urodziła się Pianissima, uznawana do dziś za wzorzec klaczy arabskiej i niepokonana na pokazach. Pojawił się również ogier Pogrom, trzykrotny zwycięzca najważniejszych pokazów w Stanach Zjednoczonych. Pianissima i Pinga zdobyły tytuły platynowych czempionek świata. Liczne czempionaty Europy i świata potwierdziły, iż Janów Podlaski utrzymał swoją pozycję w światowej hodowli koni
arabskich.Jaką rolę w budowaniu sukcesu stadniny odegrała aukcja Pride of Poland? Co sprawiło, iż osiągnęła światową renomę?Aukcja w Janowie Podlaskim jest najstarszą aukcją, która nieprzerwanie utrzymuje się na rynku, nie tylko polskim, ale również światowym. Swoją renomę zawdzięcza przede wszystkim wysokiej jakości oferowanych koni oraz wieloletniej współpracy z zagranicznymi
kupcami.Była zawsze wzorem uczciwości. Kupcy przyjeżdżali do Janowa z przekonaniem, iż w otwartej licytacji zapłacą za konia dokładnie tyle, ile jest on wart. Jednocześnie aukcja wyznaczała poziom rynku. Hodowcy mogli porównać wartość swoich koni z końmi prezentowanymi w Janowie. Aukcja nie tylko dostarczała hodowcom doskonałego materiału hodowlanego i pokazowego, ale również wyznaczała standardy światowego rynku koni arabskich. Niestety, później ten system uległ poważnym
zaburzeniom.Jak udawało się pogodzić sprzedaż najcenniejszych koni z koniecznością zachowania potencjału hodowlanego stadniny?Przede wszystkim nie sprzedawaliśmy koni najcenniejszych z punktu widzenia hodowli. Aby koń osiągnął wysoką cenę, trzeba go najpierw odpowiednio wypromować. Sama jakość nie zawsze decyduje o wartości rynkowej – ogromne znaczenie ma adekwatna
promocja.Doskonale wiedzieliśmy, które konie są niezbędne dla dalszego rozwoju hodowli i takich zwierząt nie sprzedawaliśmy. Promowaliśmy natomiast konie, które mogły opuścić stadninę, osiągając bardzo wysokie ceny. Dobrym przykładem jest Pepita, sprzedana za 1,4 miliona euro. Takie sukcesy buduje się przez dziesięciolecia. Trzeba mieć jasno określoną wizję rozwoju stada klaczy i promować również te konie, które nie są najważniejsze dla programu hodowlanego. Czasami wiąże się to z trudnymi decyzjami, ponieważ trzeba pogodzić interes hodowli, przedsiębiorstwa i samej stadniny. W ten sposób powstawała oferta
aukcyjna.Jak wyglądało zarządzanie stadniną, która była jednocześnie przedsiębiorstwem, ośrodkiem hodowlanym i ambasadorem Polski na świecie?Stadnina jest nie tylko przedsiębiorstwem i ośrodkiem hodowlanym, ale również zabytkiem o ogromnej wartości kulturowej. Autorami najważniejszych budynków byli Henryk Marconi i Paweł Suzor – wybitni architekci swoich czasów. Powstał wyjątkowy zespół zabytkowy, który od blisko 210 lat nieprzerwanie pełni swoją pierwotną funkcję.Najważniejszym zadaniem jest utrzymanie tej historycznej substancji oraz zachowanie hodowli koni na najwyższym
poziomie.Dlaczego Stadnina Koni w Janowie Podlaskim jest tak ważnym elementem dziedzictwa kulturowego regionu i Polski?Na przestrzeni swojej historii stadnina pełniła różne funkcje. Od 1817 roku funkcjonowały tutaj dwa ośrodki – stadnina oraz stado ogierów. Stado ogierów zaopatrywało początkowo całe Królestwo Polskie, a później, w okresie międzywojennym, bardzo rozległy wschodni obszar kraju. w okresie rozrodczym ogiery trafiały do punktów kopulacyjnych, gdzie służyły hodowcom i rolnikom, przyczyniając się do poprawy jakości miejscowego pogłowia
koni.Było to niezwykle ważne zarówno z punktu widzenia wojska, które szeroko wykorzystywało konie, jak i rolnictwa oraz transportu. Po II wojnie światowej znaczenie janowskiego stada ogierów zmniejszyło się, ponieważ wschodnia część jego obszaru znalazła się poza granicami Polski, a część zadań przejęło stado ogierów w Białce. Po wojnie odtworzono już tylko stadninę odpowiedzialną za hodowlę koni arabskich i półkrwi
angloarabskiej.Nie można oddzielać tradycji hodowlanej od zabytkowej architektury. Jedno bez drugiego nie ma racji bytu. Ogromną wartość stanowią historyczne budynki i cały zespół stadniny, świadczące o tym, jak wielką wagę przykładano kiedyś do hodowli koni. Jednocześnie same budynki nie mogą być puste – stadnina powinna żyć swoimi koń
mi.Od wielu lat realizowany jest program hodowlany zapoczątkowany przez Andrzeja Krzyształowicza, później kontynuowany przeze mnie, a w tej chwili przez Weronikę Sosnowską. Jego celem jest zachowanie wszystkich najważniejszych linii krwi oraz stałe podnoszenie jakości hodowli. Najważniejsze zawsze było hodowanie koni jak najlepszej jakoś
ci.Jaką rolę w sukcesach stadniny odegrali pracownicy i wielopokoleniowa wiedza hodowlana?Na przestrzeni lat bardzo wiele się zmieniło. Kiedy rozpoczynałem pracę, a choćby gdy ją kończyłem, w stadninie pracowało jeszcze wielu przedwojennych masztalerzy. Inni dołączyli po wojnie i byli związani z zakładem treningowym. Byli to ludzie o ogromnym doświadczeniu i wiedzy, a przy nich wychowywały się kolejne pokolenia pracownikó
w.Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Starsi fachowcy odeszli, a młodzi nie garną się już do tej pracy w takim stopniu jak kiedyś. Mimo to przez cały czas pracuje tu wiele osób bardzo zaangażowanych, które starają się podtrzymywać tradycję oraz wysokie standardy pracy z końmi i kontynuować wymagania stawiane kolejnym pokoleniom masztalerzy i hodowcó
w.Czy uważa Pan, iż tradycja hodowli koni arabskich w Janowie Podlaskim powinna zostać wpisana na listę UNESCO? Jakie argumenty przemawiają za takim rozwiązaniem?Wiem, iż prezes stadniny, Weronika Sosnowska, prowadzi starania w tej sprawie i pozostaje w kontakcie z organizacją UNESCO. Uważam, iż Stadnina Koni w Janowie Podlaskim zdecydowanie na taki wpis zasługuje. Takich ośrodków, które nie tylko mają tak bogatą historię, ale do dziś pozostają żywymi i aktywnymi świadkami tej historii, jest w Europie bardzo niewiele. Wiele stadnin zostało zlikwidowanych, sprywatyzowanych albo przestało odgrywać znaczącą rolę pod względem jakości hodowli. Chcemy, aby Janów przez cały czas utrzymywał najwyższy poziom i wierzę, iż starania obecnego kierownictwa stadniny zakończą się
powodzeniem.Patrząc z perspektywy 16 lat kierowania stadniną, które osiągnięcie uważa Pan za najważniejsze? Z czego jest Pan najbardziej dumny?Największą satysfakcję daje mi to, iż mogłem zakończyć swoją pracę w Janowie z podniesionym czołem i poczuciem dobrze wykonanych obowiązków. Udało się osiągnąć bardzo wiele. Wyhodowaliśmy konie, które zapisały się w historii i są pamiętane przez całe pokolenia. Udało się również zapewnić stadninie stabilną sytuację ekonomiczną, co na terenach południowego Podlasia nigdy nie było łatwe. Stadnina nie przynosiła strat, ale osiągnięcie dodatniego wyniku finansowego zawsze wymagało dużego wysiłku. Udało się uporządkować zarówno sprawy hodowlane, jak i finansowe, dzięki czemu mogłem spokojnie przekazać obowiązki nastę
pcom.Gdyby miał Pan wskazać jedno wydarzenie lub jedną decyzję, która najlepiej pokazuje znaczenie Stadniny Koni w Janowie Podlaskim dla polskiej i światowej hodowli koni arabskich, co by to było?Najlepiej świadczą o tym sukcesy naszych koni. Szczególnym osiągnięciem było zdobycie przez Pianissimę tytułu pierwszej w historii platynowej czempionki świata. Później ten sam tytuł zdobyła również Pinga. Takie sukcesy najlepiej pokazują poziom hodowli koni arabskich w Janowie Podlaskim oraz miejsce, jakie stadnina zajmuje w światowej
hodowli.CZYTAJ TEŻ:Zakończenie wakacji w Zamku Janów Podlaski30-latek zniknął pod wodą. Kolejny dzień poszukiwań w zbiorniku wodnym w BereziePowiat łosicki: W lesie znalazła granat moździerzowyMilionowe wsparcie dla powiatu łosickiego. Powstaną obiekty sportowe i strefy rekreacji