„Nie przyjechałam za pieniędzmi”. Białorusinka o swoim życiu w Krakowie

krknews.pl 1 godzina temu

Ponad 100 tysięcy cudzoziemców mieszka dziś w Krakowie. Każdy z nich przyjechał tu z własną historią, powodami i nadziejami związanymi z życiem w nowym miejscu. Dla Tatiany, pochodzącej z białoruskiego Grodna, decyzja o przeprowadzce nie była spełnieniem marzeń o emigracji. Dlaczego trafiła do Krakowa, jak się tu czuje i czego jej brakuje? O tym opowiedziała w rozmowie z KRKNews.pl.

Małgorzata Armada, KRKNews: Skąd Pani pochodzi?

Tatiana, Białorusinka i mieszkanka Krakowa: Pochodzę z pięknego miasta – z Grodna nad Niemnem. Miasta króla Stefana Batorego, który mieszkał u nas na zamku wiele lat. W Grodnie też zmarł i po jego śmierci właśnie tam odbyła się pierwsza udokumentowana w Polsce autopsja. Później został natomiast pochowany tutaj – w katedrze wawelskiej w Krakowie. Poza tym to w moim rodzinnym mieście po III rozbiorze król Stanisław Poniatowski został zmuszony do złożenia aktu abdykacji i Polska zniknęła na 123 lata z mapy Europy.

Grodno to miasto, którego historia jest ściśle związana z historią Polski. Czy ma Pani polskie korzenie?

Jak najbardziej. U mnie w domu mówiło się po polsku i po rosyjsku. Ja też regularnie przyjeżdżałam do Polski na wycieczki, do granicy jest tylko 20 kilometrów.

Co sprawiło, iż trafiła Pani do Krakowa? Dlaczego Pani emigrowała z Białorusi?

Szczerze mówiąc, to nie była emigracja z potrzeby serca. Ja bardzo kocham swoje miasto, natomiast moja córka, która studiuje w Krakowie, zachorowała. Przez pięć lat jeździłam co kilka tygodni do niej, w tę i z powrotem. Stałam po 12–18 godzin na granicy w jedną stronę. W końcu zdecydowałam się zostać, żeby stale wspierać ją na miejscu. Nie przyjechałam za pieniędzmi, nie przyjechałam, bo było mi źle w moim kraju. Po prostu musiałam. To była bardzo trudna decyzja. Na szczęście mam Kartę Polaka, więc wyjazd nie był problemem.

Czy pamięta Pani swój pierwszy przyjazd do Krakowa? Co zrobiło na Pani największe wrażenie?

Tak, pamiętam. Poszłam na Wawel i do tej pory to moje ulubione miejsce tutaj. Byłam co najmniej 10 razy na zamku, zwiedzając komnaty i różne inne pomieszczenia. Pojechałam wtedy też do Wieliczki, przepiękna kopalnia. Ogólnie mogę powiedzieć, iż Kraków mi się spodobał od pierwszego wejrzenia. Natomiast widzę podobieństwa do mojego rodzinnego Grodna. Po pierwsze: oba to miasta królewskie. Po drugie: choćby nazwy ulic mamy takie same – Mickiewicza, Reymonta, Batorego. I wszędzie kościoły. Naprawdę Kraków i Grodno mają podobny klimat.

A czy było coś takiego, co w Krakowie, czy ogólniej w Polsce, Panią zaskoczyło?

Szczerze mówiąc, nie było niczego takiego.

Jak wyglądał proces Pani aklimatyzacji w Krakowie? Czy początki były trudne?

Tu też moja odpowiedź może być dla niektórych rozczarowująca, ale nie mogę narzekać. Od razu dostałam pracę – po prostu poszłam do sklepu i zapytałam, czy kogoś nie szukają. Tak samo udało mi się gwałtownie załatwić formalności związane ze stałym pobytem. Zamieszkałam z córką, więc poszukiwania mieszkania mnie ominęły. Ja też przyznam, iż mam psychikę z żelaza, nie mam tendencji do narzekania.

Wspomniała Pani, iż w domu mówiło się po polsku, ale wiadomo, iż ma Pani wschodni akcent. Czy często biorą Panią za Ukrainkę?

Za każdym razem, a ja rzadko to prostuję. Nie mam takiej potrzeby. Czasem w trakcie rozmowy wychodzi, iż jestem z Białorusi, natomiast nie czuję, iż muszę to ogłaszać całemu światu.

Czy zdarzyły się Pani jakieś wpadki dotyczące języka?

Niespecjalnie, natomiast chciałam powiedzieć, iż polski i rosyjski wcale nie są do siebie tak podobne, jak ludzie sądzą. W polskim, kiedy mówi się o kimś, iż jest urodziwy, to oznacza, iż jest piękny. W rosyjskim odwrotnie. Wy macie dywan, w rosyjskim też to słowo występuje, ale oznacza kanapę. „Sklep” to w rosyjskim piwnica, a na sklep mówi się magazyn. Tych różnic jest naprawdę wiele.

Skoro o sklepie mowa – pracuje Pani w sklepie całodobowym na nocnych zmianach. Jak wygląda ta praca? Czy to sposób na poznanie „prawdziwego” Krakowa?

Połowa klientów przychodzi ze mną porozmawiać. Można powiedzieć, iż jestem takim darmowym terapeutą. Większość osób jest na szczęście zdecydowanie życzliwych. Oczywiście zdarzają się sytuacje nieprzyjemne i niebezpieczne. Jeden mężczyzna wyważył drzwi, bo akurat miałam przerwę techniczną, a on chciał kupić alkohol. Zdarzają się też kradzieże i to – szczerze mówiąc – nagminnie. Zauważyłam, iż często kradną starsi ludzie. Ostatnio jeden z klientów ukradł cebulę. Cebula przecież kosztuje grosze, ciężko powiedzieć, dlaczego to zrobił. Myślę, iż dla niektórych osób to już rodzaj uzależnienia.

Czy Polacy mają jakieś stereotypy dotyczące Białorusi?

Nie dostrzegłam stereotypów, natomiast brak wiedzy owszem. Osoby starsze znają historię, natomiast młodsze czasem nie mają pojęcia, gdzie leży Białoruś, a tym bardziej jak istotną rolę odegrało moje rodzinne Grodno w historii Polski.

Czy jest coś, za czym Pani tęskni, czego Pani w Krakowie brakuje?

Za kuchnią, za smakami. W Polsce nie ma kultury jedzenia ryb. Są małe, są drogie. Nie je się też kawioru. Macie dużo wędlin i mięsa, ale w porównaniu do Białorusi z dostępnością ryb jest słabo.

Mieszka Pani w Krakowie dwa lata. Czy po tym czasie może Pani powiedzieć, iż tu jest Pani dom?

Ja nie będę ukrywała, iż tęsknię za swoim krajem i swoim miastem. Kiedy będę mogła wrócić, wrócę. Niestety w najbliższym czasie nie będzie takiej możliwości.

Foto: Roman_Polyanyk, pixabay.com/Mike1979 Russia, wikimedia commons

Idź do oryginalnego materiału