Ostatni lot nad województwo kieleckie

radiokielce.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Ostatni lot nad województwo kieleckie


Źródło: Radio Kielce

Samolot po raz czwarty próbował odnaleźć w ciemności wskazane miejsce. Po wielomiesięcznych rozmowach agenci mieli wreszcie wylądować na kieleckiej ziemi. Gra pozorów i wywiadów wkraczała w ostateczną fazę. W kolejnej odsłonie magazynu śledczego Radia Kielce przedstawiamy historię ostatniego zrzutu lotniczego jaki odbył się na naszym terenie.

Zrzuty lotnicze przeprowadzane na terenie Okręgu Kielce Armii Krajowej w dalszym ciągu budzą zainteresowanie wielu osób. Nie jest to dziwne bowiem wokół nich narosło wiele legend czy wręcz kłamstw. Dotyczy to szczególnie ostatniego zrzutu, który miał miejsce nocą z 26 na 27 grudnia 1944 roku. Dlaczego? Tym razem do okupowanej przez Niemców Polski zostali zrzuceni angielscy agenci, którzy mieli zrealizować brytyjski plan.


Prognoza, która stała się faktem

Naszą opowieść paradoksalnie zaczniemy na przełomie 1939/40 roku, kiedy to tworzące się struktury Polskiego Państwa Podziemnego podjęły decyzję, iż kraj odzyska niepodległość na drodze zbrojnego powstania. Oczywiście w kolejnych miesiącach plan ulegał modyfikacji, i ostatecznie jako Raport Operacyjny nr 54 wysłano go drogą kurierską 5 lutego 1941 roku do Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie.

Plan przygotowany był w sytuacji okupacji ziem polskich przez Niemcy i Sowietów. Zawierał on także wnioski tak dalekosiężne, jak: wojna sowiecko-niemiecka. Co więcej, rozważano możliwe działania w przypadku, kiedy Sowieci zdołają wyprzeć Niemców z Polski. Takie zapisy wywoływały wtedy szok i niedowierzanie, a jednak w kolejnych miesiącach prognoza stała się faktem!

W wyniku niemieckiego ataku na Sowiety oraz innych wydarzeń plan został zmodyfikowany i do historii wszedł pod nazwą: „Raport operacyjny 154”.

Biorąc pod uwagę coraz gorsze stosunki z Rosją, od początku 1943 roku pracowano nad aktualizacją koncepcji, która ostatecznie przyjęła kształt powstania strefowego. Powodzenie akcji zależało od pomocy w uzbrojeniu stąd czynniki polskie rozpoczęły starania o przysłanie do okupowanego kraju odpowiedniej misji wojskowej.

Raport operacyjny 154. / Źródło: akokregkielce.pl

Aliancka zdrada i gra pozorów

Już w październiku 1943 r. rząd polski w Londynie rozpoczął starania o przysłanie do okupowanej Polski brytyjskiej misji wojskowej. Miała ona koordynować pomoc militarną aliantów dla Armii Krajowej oraz uczestniczyć w ujawnianiu przed Sowietami ośrodków Polskiego Państwa Podziemnego.

Starania prowadzono na kilku płaszczyznach, ale na polskie propozycje rządy Wielkiej Brytanii i USA udzieliły odmownej odpowiedzi. Alianci postawili już bowiem na Polsce „krzyżyk” o czym zresztą rząd polski wiedział bowiem 24 stycznia 1944 roku pułkownik dyplomowany kawalerii Leon Mitkiewicz-Żółtek, koordynujący polskie rozmowy dyplomatyczne na forum amerykańskim, został poinformowany, iż Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nie biorą na siebie „żadnej odpowiedzialności za przygotowanie do zbrojnego powstania Armii Krajowej ani za jej przyszłe działania, gdyż terytorium Polski nie znajduje się w ich zasięgu i kompetencji”.

Dopiero jesienią 1944 roku, gdy wojska sowieckie stały na Wiśle Brytyjczycy powrócili do pomysłu wysłania misji, której nadano kryptonim „Freston”. Skąd nagła zmiana stanowiska? Czy Brytyjczycy chcieli pomóc Armii Krajowej? Absolutnie.

Zdobyte informacje miały być podstawą brytyjskiego raportu na temat polskiego podziemia przygotowanego na konferencję Wielkiej Trójki w Jałcie. Nie dziwi więc, iż członkami misji zostają agenci brytyjskiego SOE – Kierownictwa Operacji Specjalnych. Wszyscy wcześniej brali udział w podobnych misjach w innych okupowanych krajach.

Jednym z nich był kpt. Anthony Currie – tłumacz. W rzeczywistości był to Antoni Nikodem Pospieszalski polski oficer, który miał nie ujawniać swojego pochodzenia i dlatego występował pod angielskim nazwiskiem.

I na zakończenie tego wątku jeszcze jedna informacja. Tajemnicą pozostaje, dlaczego częścią zdobytych przez misję „Freston” informacji dysponowali później Sowieci.

Na zdjęciu kapitan Antoni Pospieszalski vel Anthony Currie. / Źródło: akokregkielce.pl

Nieznany plan misji „Most IV”

Członkowie misji „Freston” już od 14 października 1944 r. oczekiwali we włoskim Brindisi na rozkaz odlotu. Początkowo zamierzano ich przerzucić do kraju w ramach operacji „Most IV”. Przylot miał się odbyć samolotem transportowym „Dakota” z załogą polską. Po wyładowaniu misji samolot miał zabrać w drodze powrotnej pięcioosobową ekipę przygotowaną przez Komendę Główną AK.

Początkowo brano pod uwagę dwa lądowiska na terenie Obwodu Włoszczowa. Choć odbiega to od głównego tematu naszego śledźtwa podajemy jednak te lokalizacje bowiem nie są one szerzej znane.

Pierwsze lądowisko nosiło kryptonim „Komar” i znajdowało się kilometr od Secemina w kierunku na Bichnów. Lokalizację odrzucono ze względu na zbyt małą odległość od ruchliwej drogi.

Drugie lądowisko wytypowano 11 kilometrów od Secemina, na polach na południowy-wschód od miejscowości Dzierzgów. Nosiło ono kryptonim „Giez”. Ze względu na ustronne położenie spełniało ono wszelkie wymogi bezpieczeństwa.

Później wybrano lądowisko o kryptonimie „Świetlik” – 12,5 km na południowy-wschód od mostu na Pilicy w Sulejowie.

Jednak ze względu na zbyt wczesną zimę i trudne warunki pogodowe oraz i to, iż nastąpiło znaczne zagęszczenie terenu odwodowymi oddziałami niemieckimi w pobliżu terenu lądowiska, zdecydowano, iż misja dostanie się do kraju poprzez zrzut spadochronowy.

Lądowisko „Giez” koło Dzierzgowa. / Źródło: akokregkielce.pl

Gościnny „Ogórek”

Zdecydowano, iż zrzut nastąpi na placówkę zrzutową „Ogórek” (9 km na zachód od Janowa) na terenie Obwodu Częstochowa. W przedwojennym podziale administracyjnym to teren województwa kieleckiego.

Bezpośrednio w terenie odbiorem zrzutu kierował por. Franciszek Makuch „Roman”, oficer zrzutowy Inspektoratu Częstochowskiego, któremu pomagał ppor. Aleksander Szczepański Kier, w 1944 r. Kierownik Referatu Przerzutów Powietrznych Obwodu Częstochowa.

Zakwaterowaniem misji i jej bezpośrednią ochroną zajął się Komendant Podobwodu, por. Jan Dzitkowski „Drużba”. Miał on do dyspozycji dwa oddziały partyzanckie. Oddział por. Stanisława Wencla „Twardy”, który w tym czasie stanowił 3 kompanię II batalionu 27 pułku piechoty. Kompania ,,Twardego liczyła w tym czasie około 40 osób, w tym kilku, Anglików – jeńców zbiegłych z niemieckiej niewoli.
Drugim odziałem był Oddział Bojowy II batalionu 27 pp dowodzony w tym czasie przez ppor. Stanisława Bączyńskiego ,,Bas liczący około 20 żołnierzy. W obsłudze zrzutowiska znajdowali się także żołnierze miejscowej konspiracji.

Oddział por. Stanisława Wencla „Twardy”

Do czterech razy sztuka

Dopiero czwarty lot zakończony zrzutem. Nastąpił on na polach na wschód od dworu Bystrzanowice. Kapitan Antoni Pospieszalski błędnie podaje, iż miał on miejsce na tzw. Kaczych Błotach (dziś kolonia Huciska wsi Bystrzanowice) – w tym miejscu grupa znalazła się kilka godzin po zrzucie.

Żołnierze misji zostali doprowadzeni do dworu w Bystrzanowicach, którego ówczesnym dzierżawcą był członek AK Zygmunt Grabkowski, który podjął wszystkich późną kolacją. Pospieszalski wspomina: „…Przeklinałem sandwicze, którymi opchałem się na zapas w samolocie, gdyż w pobliskim folwarku czekało na nas prawdziwe polskie przyjęcie, befsztyki i monopolowa wódka. Przekonaliśmy się wówczas, iż noc pod okupacją była polska. Nasi gospodarze zupełnie nie przejmowali się tym, iż w o 5 km odległym Złotym Potoku stało 50 żandarmów, a w Żarkach jakieś 80 SS-manów…”

Jeszcze w nocy z 26 na 27 grudnia 1944r. członkowie misji pod ochroną partyzantów przeszli na nocleg do odległej o 5 km wsi Kacze Błoto. Po południu następnego dnia udano się do pobliskiej leśniczówki, gdzie w leśnej ziemiance wskazanej przez por. Franciszka Makucha „Roman” złożono na przechowanie ciężki sprzęt (aparat radiowy A-5). Wtedy też nawiązano pierwszy kontakt radiowy z Londynem.

Kolejnej nocy, z 28 na 29 grudnia 1944 r., misja opuściła teren Obwodu Częstochowa i przeniosła się na teren Obwodu Radomsko, gdzie znajdowało się stosunkowo mniej niemieckich oddziałów. Przemarsz odbywał się pod osłoną oddziału partyzanckiego. Wszystko wskazuje, iż był to oddział ppor. Stanisław Bączyńskiego „Bas”. Trasa wiodła przez lasy koło Przyrowa, Dąbrowy Zielonej, Cielętniki do Sekurska gdzie zatrzymano się na nocleg w domu Wojtasińskich.

W nocy z 29 na 30 grudnia 1944 r. ruszono w dalszą drogę przez Żytno, Gidle, Kobiele Wielkie do Włynic gdzie o świcie wszyscy zostali zakwaterowani w majątku Zofii Rubachowej. Na nowym miejscu kwaterowania ochronę nad misją przejął liczący około 40 żołnierzy oddział pod dowództwem por. Józefa Koteckiego „Warty”, dotychczasowy oddział powrócił na swój teren.

Bystrzanowice, dwór. / Źródło: akokregkielce.pl

Pierwszy toast za Stalina

Prawdopodobnie 31 grudnia rano misja pod ochroną oddziału przemaszerowała do nowego miejsca postoju, na który wybrano mały dworek we wsi Katarzynów. Właścicielka majątku – pani Dębowska – okazała wszystkim wspaniałą polską gościnność. To waśnie tu miało miejsce wiele spotkań z oficerami Okręgu Kielce AK.

Sylwester 1944 r. obchodzono właśnie w tym majątku, gdzie znakami Polski Walczącej udekorowano choinkę. Całość ochraniał oddział partyzancki, ale mimo to zakazano picia alkoholu poza symbolicznymi toastami. Żołnierze śpiewali kolędy i partyzanckie pieśni. Zapanował bardzo podniosły nastrój. Następowały toasty. Anglicy podczas jednego z nich mówili o Józefie Stalinie, Roosevelcie i Churchillu – w sensie pozytywnym. Toast przyjęto milczeniem. Owacyjnie natomiast Polacy przyjęli toast „za króla Jerzego”.

Anglicy nie mogli zrozumieć tych reakcji. Polacy zaś tłumaczyli: „Wiemy, co zrobili Sowieci z naszymi kolegami z AK w Wilnie, we Lwowie i z 27. Wołyńską Dywizją Piechoty AK. Jak przełamią front na Wiśle, nas czeka to samo.” Anglicy w odpowiedzi perswadowali: „Jak możecie tak mówić, przecież to nasi sprzymierzeńcy”. Sylwestrowy wieczór skończył się tuż po północy. Wypito ostatni toast: „Za przyjaźń polsko-angielską!”. No i „szczęśliwego nowego roku w wolnej i niepodległej Polsce!”.

Dowódcy zarządzili rozejście się na noclegi i zmianę warty osłonowej. Wyżsi oficerowie AK odjechali saniami do swoich kwater w sąsiednich wioskach i leśnych bunkrach.

Pułkownik Duane Hudson, zanim stanął na czele „Freston”, był oficerem łącznikowym SOE przy sztabie czetników w okupowanej Jugosławii.

Śmierć w obronie spanikowanych anglików

1 stycznia 1945r. ok. godz. 7 rano patrol oddziału ochrony zauważył zbliżającą się do wsi niemiecką kolumnę – trzy czołgi, kilka transporterów na gąsienicach i motocyklistów. Goniec natychmiast udał się do dowódcy oddziału. Nie wiadomo, czy kolumna niemiecka przypadkowo znalazła się na tym terenie, czy też zmierzała tu w celu rozbicia wykrytego wcześniej zgrupowania partyzanckiego. Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza wersja.

Oddział ochrony postawiono w stan pogotowia bojowego. Ok. 30 żołnierzy zajęło stanowiska na skraju lasu. Pułkownik Hudson kiedy usłyszał o czołgach i samochodach opancerzonych, zarządził niszczenie radiostacji i szyfrów, spalenie dokumentów i poddanie się. Decyzję zmienił dopiero kiedy por. Józef Kotecki „Warta” oznajmił, iż oddział zatrzyma nacierających Niemców. Do misji przydzielono dwóch żołnierzy, którzy mieli ich przeprowadzić do odległego o ok. 400 metrów lasu. Anglicy zebrali się tak szybko, iż na miejscu pozostawili jeden ze swoich odbiorników radiowych oraz zapasowe ubrania. Sam „Warta” z żołnierzami zajął stanowiska tak, iż bezpośrednio ochraniał wycofującą się misję.

Od początku walki długie i celne serie rkm, gdzie celowniczym był kapral Janusz NN „Newada”, utrudniały wyładunek z samochodów Niemców. prawdopodobnie z tego powodu jeden z samochodów pancernych zmienił pozycję i jadąc na wprost zaczął ostrzeliwać jego stanowisko. Jedna z serii okazała się trafna i „Newada” zginął na miejscu. Misja angielskich agentów została jednak ocalona.

„Niewada” został pochowany nad ranem 2 stycznia na cmentarzu wsi Dutki w obecności członków misji oraz oddziału partyzanckiego. Poległego pożegnano salwą honorową.

Katarzynów, pomnik walki z Niemcami. /Zdjęcie ze strony: http://leopoldokulickilegungenkomendant.blogspot.com/

Spotkanie z generałem „Niedźwiadkiem”

3 stycznia 1945 r. w Jackowie członkowie misji otrzymaliśmy wiadomość, iż jeszcze tego samego dnia w leśniczówce Zacisze dojdzie do spotkania z Komendantem Głównym AK gen. Leopoldem Okulickim „Niedźwiadek”.
W spotkaniu wzięli także udział: płk Janusz Bokszczanin „Sęk” Szef Sztabu KG AK, płk Roman Rudkowski ,,Rudy” Szef Wydziału Lotnictwa Oddziału III sztabu KG AK oraz płk Jan Zientarski „Mieczysław” Komendant Okręgu Kielce AK. Rozmawiano na temat aktualnej sytuacji w kraju.
W przerwie rozmów z misją gen. „Niedźwiadek” wyszedł do lasu na krótki spacer. Towarzyszył mu por. „Warta”, który wspomina: „Szliśmy w milczeniu. Generał bardzo zmieniony na twarzy, widać było smutek i zdenerwowanie. W pewnym momencie zatrzymuje się i bierze mnie za ramię, mówiąc: ‘’Wiecie, poruczniku, zawiodłem się, nie mamy na kogo liczyć’’ i pokiwał głową”.

Po tym spotkaniu, 6 stycznia, generał wizytował leśny oddział bojowy z I batalion 74 pp AK, który kwaterował w bunkrach na Pękowcu. Późnym popołudniem generał wraz z oficerami odjechał na inspekcję szpitali polowych koło Oleszna. Noc spędzono w dworze Konrada Niemojewskiego w Olesznie, a na drugi dzień generał odjechał do dworu w Radoszewicy koło Koniecpola. Dwór należał do por. Michała Ostrowskiego „Korab” oficera 7 Dywizji Piechoty, a wcześniej Kwatermistrza Obwodu Włoszczowa.


Drugi toast za Stalina

9 stycznia 1945r. członkowie misji zostali zaproszeni na wieczór do sąsiedniego majątku w Odrowążu. W czasie tego wieczoru płk Hudson wzniósł toast na cześć czterech przywódców państw sprzymierzonych: Churchilla, Roosevelta, Mikołajczyka i Stalina.

Gwałtowna reakcja zebranych na to ostatnie nazwisko zaskoczyła członków misji. Peter R. C. Solly-Flood widział w tej reakcji objaw nierozsądnego nacjonalizmu i wyraził obawę, iż właśnie ta postawa Polaków tłumaczy w pewnym stopniu wszystkie represje Sowietów.

Peter Solly-Flood, weteran misji SOE na Bałkanach

W sowieckich rękach

Sytuacja zmieniła się, gdy w styczniu ruszyła sowiecka ofensywa. 15 stycznia na prośbę członków misji oddział osłony został odprawiony. Jakie były dalsze losy angielskich agentów?

Sowieci ich aresztowali i oskarżyli o szpiegostwo. Wozili z miejsce na miejsce, aż wreszcie przewieźli do Moskwy gdzie 17 lutego przekazano ich oficerom brytyjskiej misji wojskowej.

Misja „Freston” poniosła całkowitą klęskę. Jej raport nie wpłynął też w żaden sposób na brytyjską politykę względem Sowietów. Pojawił się w Londynie zbyt późno, by stać się tematem rozmów podczas konferencji jałtańskiej, która zakończyła się 11 lutego 1945 r.

Aby zakończyć ten tekst optymistycznie zaznaczmy, iż był jeden plus… Solly Flood już w częstochowskim więzieniu z uśmiechem politowania mówił o swych wcześniejszych poglądach na istotę stosunków polsko-sowieckich.

Idź do oryginalnego materiału