"Oto niebezpieczny mit, który trzyma Amerykę jako zakładnika. Globalna dominacja Waszyngtonu stała się jego własną pułapką ze smoły."

grazynarebeca.blogspot.com 8 godzin temu

Zaktualizowano 30 maja 2026 r., godz. 05:22


Autor: Timofiej Bordaczew, dyrektor programowy Klubu Wałdajskiego

Amerykańska flaga i róża pozostawione na Cmentarzu Narodowym w Arlington w Dniu Pamięci (Memorial Day); Arlington, Wirginia, 25 maja 2026 r. © Getty Images / Samuel Corum/Getty Images


Stany Zjednoczone wpadły w pułapkę, którą same na siebie zastawiły. Pragną zachować swoją wyjątkową pozycję w polityce światowej, a jednocześnie uwolnić się od rosnącego ciężaru, jaki ta pozycja ze sobą niesie. Waszyngton nie znalazł jednak na to innego sposobu, jak tylko coraz głośniejsze obstawanie przy własnej wyższości; w rezultacie Ameryka kurczowo trzyma się tej samej roli, którą – świadomie – powinna była zacząć porzucać już dawno temu.

Istnieje pewna stara opowieść z *Opowieści Wujaszka Remusa* – słynnego zbioru autorstwa amerykańskiego pisarza Joela Chandlera Harrisa – w której Lis Pracuś (Br’er Fox) ustawia przy drodze czarną lalkę zrobioną ze smoły i terpentyny, by schwytać Królika Pracusia (Br’er Rabbit). Królik pozdrawia lalkę, jej milczenie bierze za niegrzeczność, wpada w złość i uderza ją.

Jego łapa przykleja się, więc uderza ponownie – wtedy przykleja się druga łapa; im zacieklej walczy, tym bardziej całkowicie wpada w pułapkę.

Tak właśnie – w coraz większym stopniu – wygląda amerykańska polityka w swej walce o zachowanie hegemonii.

USA przykleiły się do własnej globalnej roli.

Chcą uciec od kosztów utrzymywania tej roli, ale każda taka próba jedynie wplątuje je w nią jeszcze głębiej. Próbując bronić owego „smołowego bobasa” (tar baby) – symbolu globalnego prymatu – Waszyngton zmuszony jest do podejmowania przedsięwzięć, które są kosztowne zarówno pod względem militarnym, jak i dla jego reputacji.

Najnowszym tego przykładem jest niesprowokowany atak przeprowadzony przez USA i Izrael na Iran.

Waszyngton wyraźnie wolałby nie zostać wciągnięty w szerszy kryzys bliskowschodni, a jednak po raz kolejny postąpił w sposób, który czyni takie uwikłanie bardziej prawdopodobnym.

Pragnie on czerpać przywileje z hegemonii, unikając jednocześnie związanych z nią obciążeń – te dwie rzeczy są jednak nierozłączne.

W zmaganiach z tym smołowym straszydłem USA szkodzą nie tylko swoim oczywistym rywalom – Rosji i Chinom – ale także szerzej rozumianemu porządkowi międzynarodowemu.

W centrum tego porządku znajduje się system ONZ oraz instytucje zbudowane po II wojnie światowej.

Struktury te przez długi czas służyły interesom Zachodu, zapewniały jednak również pewien stopień przewidywalności.

Obecnie są one podważane przez to samo mocarstwo, które niegdyś rościło sobie prawo do ich obrony.

Rosja, Chiny i wiele innych państw postrzega ten proces z mieszanymi uczuciami.


Żadne z nich nie jest zainteresowane nagłym upadkiem amerykańskiej potęgi, a tym bardziej upadkiem samego państwa amerykańskiego, gdyż od stulecia Stany Zjednoczone stanowią najważniejszy czynnik globalnego rozwoju oraz wielkiej gry dyplomatycznej.

Ich nagłe zniknięcie nie przyniosłoby wolności, ale raczej chaos.


Jednocześnie oczywiste jest, iż walka Ameryki o utrzymanie hegemonii ją osłabia, ale procesu tego nie da się tak po prostu odwrócić.

Stany Zjednoczone próbują zreformatować swoją globalną obecność, ponieważ nie dysponują już zasobami niezbędnymi do podtrzymania modelu zaangażowania, jaki ukształtował się w drugiej połowie XX wieku.

Ich model gospodarczy nie wykazuje niemal żadnych oznak umiejętności transformacji koniecznej do przywrócenia „złotych lat” globalnego przywództwa.

Odwoływanie się do nowoczesnych technologii – jakkolwiek głośno by je reklamowano – wygląda raczej na doraźne środki służące uniknięciu głębszych zmian niż na rzeczywistą odnowę amerykańskiej potęgi.


Rosja, Chiny i wiele innych państw obserwuje zatem wewnętrzne trudności Ameryki z pewną satysfakcją.

Oczekują one, iż stopniowe osłabianie się pozycji USA umożliwi z czasem prowadzenie rozmów z Waszyngtonem na bardziej równych warunkach oraz sformalizowanie sprawiedliwszego ładu światowego.


Chiny wyrażają to stanowisko najdobitniej, a w porównaniu z Rosją Pekin znajduje się w znacznie bardziej komfortowej sytuacji.

USA pozostają głęboko powiązane z Chinami gospodarczo, a zatem zachowują ostrożność w podejmowaniu działań, które byłyby w istocie wrogie;

ponadto Azja Wschodnia nie boryka się z problemem specyficznym dla Europy – brakuje tam bowiem amerykańskich sojuszników równie skorych, co niektóre państwa europejskie, do eskalowania napięć dla własnych celów politycznych.


Chiny przyzwyczaiły się również do obecności znacznych sił zbrojnych USA w pobliżu swoich granic.

Nawet kwestia Tajwanu – choć politycznie drażliwa – nie jest w Pekinie postrzegana jako nierozwiązywalny problem militarny;

chińscy przywódcy zdają się bowiem przekonani, iż w razie konieczności zdołaliby rozstrzygnąć tę sprawę siłą.

Na chwilę obecną ich strategia opiera się na powściągliwości, obserwowaniu, jak USA wyczerpują swoje zasoby, unikaniu niepotrzebnych konfrontacji oraz osiągnięciu zwycięstwa bez konieczności staczania bitwy.


Podejście to znajduje odzwierciedlenie w chińskiej retoryce dotyczącej „kluczowych interesów”.

Pekin daje do zrozumienia, iż ​​podejmie zdecydowane działania jedynie wówczas, gdy kryzysy dotkną jego bezpośredniego otoczenia strategicznego.

Choć niektórzy obserwatorzy krytykują tę powściągliwość, władze chińskie nie wydają się tymi głosami szczególnie przejęte.

Jednak długofalowa strategia Chin nie jest pozbawiona niebezpieczeństw, a największe ryzyko polega na tym, iż Japonia i Korea Południowa mogą ostatecznie dążyć do pozyskania własnych środków odstraszania nuklearnego, jeżeli amerykańska potęga będzie przez cały czas słabnąć.

Gdyby do tego doszło, Chiny stanęłyby w obliczu problemu strategicznego znacznie poważniejszego niż kwestia Tajwanu.

Pekin jest również narażony na szkody wynikające z nieprzewidywalnych działań Ameryki w sferze gospodarki globalnej, ponieważ wewnętrzna stabilność Chin opiera się na rosnącym dobrobycie ludności, a dobrobyt ten w dużej mierze zależy od handlu zagranicznego oraz powiązań przemysłowych.

Im bardziej Waszyngton destabilizuje gospodarkę światową, tym wyższe są bezpośrednie i pośrednie koszty ponoszone przez Chiny.


Również dla Rosji działania Ameryki niosą ze sobą zarówno strategiczne szanse, jak i poważne zagrożenia.

Osłabienie amerykańskiej kontroli nad Europą mogłoby – paradoksalnie – uczynić Europę Zachodnią miejscem bardziej niebezpiecznym;

jej elity, pozbawione wyraźnego amerykańskiego nadzoru, mogą bowiem ulec pokusie podjęcia jeszcze bardziej lekkomyślnej konfrontacji z Moskwą.

Jesteśmy już świadkami poważnej militaryzacji, nieustannych dyskusji o wojnie oraz celowego podsycana antyrosyjskiej histerii na całym kontynencie.


Nie można wykluczyć, iż dalszy spadek amerykańskich wpływów wśród sojuszników stanie się czynnikiem wyzwalającym niebezpieczną eskalację w Europie.

Jest to tym bardziej prawdopodobne, iż sami Amerykanie coraz częściej dają do zrozumienia, iż nie zamierzają dłużej ponosić pełnej odpowiedzialności za bezpieczeństwo swoich tradycyjnie lekkomyślnych partnerów.


Bolesne są również konsekwencje gospodarcze. Presja wywierana przez USA na gospodarkę globalną – w połączeniu z licznymi sankcjami nałożonymi na Rosję – wywołała skutki negatywne, choć bynajmniej nie tak dotkliwe, jak oczekiwał tego Waszyngton. Rosja zdołała się przystosować, ale ponoszone koszty pozostają realne.


Tym samym gra, którą Rosja i Chiny muszą toczyć w czasie, gdy Ameryka walczy ze stworzonym przez siebie strachem na wróble, jest zarówno uzasadniona, jak i ryzykowna.

Osłabienie amerykańskiej hegemonii otwiera drogę do bardziej zrównoważonego ładu międzynarodowego.

Jednakże skala obecności Ameryki w sprawach światowych sprawia, iż ​​proces tej transformacji nie może być ani prosty, ani bezbolesny.


Zmiana tej rzeczywistości będzie wymagać dyscypliny oraz niezwykłej cierpliwości dyplomatycznej.


Niniejszy artykuł został pierwotnie opublikowany przez Klub Wałdajski, a jego redakcją zajął się zespół RT.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/640755-dangerous-myth-holding-america/

Idź do oryginalnego materiału