Mniej niż podczas zimnej wojny (wtedy było ich ponad 60 tysięcy), jednak wystarczająco dużo, by kilka razy „zresetować” cywilizację. Najwięcej atomówek posiadają dwaj giganci: Rosja – 5459 głowic i Stany Zjednoczone – 5177. Te dwa kraje trzymają w rękach niemal 90 proc. światowego arsenału. Reszta to przy nich drobni ciułacze, choć i tu robi się tłoczno. Chiny mają już ok. 600 głowic (rok wcześniej – 500) i wyraźnie przyspieszają. Francja i Wielka Brytania – odpowiednio 290 i 225 sztuk. Za nimi plasują się Indie, Pakistan, Izrael oraz Korea Północna. Każdy z nich z własnymi lękami i ambicjami, każdy przekonany, iż bez atomowej pałki byłby bardziej narażony na atak. Bo broń jądrowa działa jak osobliwa polisa ubezpieczeniowa: im straszniejsza, tym rzadziej wyciąga się ją z szuflady. ale polis jest coraz więcej. A do tego świat rozmontowuje system alarmowy.
Traktaty o kontroli zbrojeń trafiają do kosza na śmieci. Dlatego w imię bezpieczeństwa produkujemy coraz więcej ryzyka. Najlepszym dowodem na siłę atomowej „polisy” jest Ukraina. Kiedyś miała trzeci co do wielkości arsenał nuklearny na świecie, ale oddała go w zamian za gwarancje bezpieczeństwa. Papier przyjął wszystko, rzeczywistość – jaka jest, każdy widzi. Od tej pory patrzymy na atom jak na coś dużo skuteczniejszego niż podpis. Teraz do beczki prochu dokładamy zapałki: sztuczną inteligencję i komputery kwantowe, liczące szybciej niż ludzie, podejmujące decyzje w ułamkach sekund, bez wahania. Gdy pewnego dnia algorytm uzna, iż atak jest prawdopodobny, nie zostawi miejsca na ludzką intuicję. A czasem to właśnie ona nas ratuje. 26 września 1983 r. podpułkownik Stanisław Pietrow siedział na dyżurze w radzieckim centrum wczesnego ostrzegania. System pokazał start amerykańskich rakiet. Procedura była jasna: alarm, raport, odpowiedź nuklearna.
Jednak Pietrow pomyślał, iż coś tu nie gra. Pięć rakiet? Z jednej bazy? Bez sensu – uznał i nie zgłosił ataku. Miał rację: to był błąd maszyn. Gdyby wtedy decydował algorytm, dziś moglibyśmy tej historii już nie opowiadać. jeżeli kiedyś zabraknie miejsca dla człowieka, który powie: „Spokojnie, to się nie zgadza”, choćby najlepsza polisa nam nie pomoże.




