Polsat News Ujawnia: Tak działa rosyjska propaganda w Polsce. "Ja nauczam. Mówię prawdę historyczną"

polsatnews.pl 1 godzina temu

Są internetowymi idolami skrajnej prawicy i zajmują się prorosyjską propagandą. Jacek Smaruj dotarł do osób z prokuratorskimi zarzutami, które na terenie Polski tworzą antyukraińską społeczność. W niepublikowanych wcześniej materiałach pokazujemy w Polsat News Ujawnia, jaki wpływ na polską opinię publiczną ma Rosja i jak w centrum Warszawy działa machina rosyjskiej propagandy.

Polsat News
Krzysztof A. i Paweł N. mają po kilka zarzutów prokuratorskich

Niektóre raporty mówią o tym, iż choćby 70 procent nieprawdziwych informacji pojawiających się w dyskusji publicznej powstało przez lub na zlecenie Rosjan.

Kto tworzy te informacje? Kto je powiela? I gdzie je umieszcza? Zacznijmy od internetowych idoli skrajnej prawicy.

Obejrzyj cały reportaż Jacka Smaruja "Echa Kremla".

Na jednym z krakowskich osiedli mieszka Krzysztof A. To człowiek związany z ekstremistyczną organizacją Rodacy Kamraci - to grupa skrajnie nacjonalistyczna, na czele której stoją Wojciech O. i Marcin O. Ciążą na nich zarzuty między innymi za szerzenie mowy nienawiści.

Wobec Krzysztofa A. toczy się kilkanaście postępowań sądowych i prokuratorskich. On sam kilka razy zatrzymywany był przez policję. Prokuratura oskarża go między innymi o rozpowszechnianie nienawistnych treści w internecie.

- Jest agresywny, wulgarny w tych swoich wypowiedziach, ale to się sprzedaje - mówi Konrad Dulkowski, prezes Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

ZOBACZ: "Obalić reżim". Prorosyjski oligarcha wzywa obywateli Mołdawii do protestów


Jak dodaje, "to jest osoba tyleż groteskowa, co moim zdaniem o dużym wpływie na odbiorców". - Ostatnio deklarował, iż chce wystąpić w białoruskiej reżimowej telewizji, iż bardzo chętnie poopowiada tam różne rzeczy. Jednocześnie jest bardzo obrotny, żeby produkować dziennie po kilka czy kilkanaście nagrań - mówi Dulkowski.


- Jeździł po Krakowie, pracował jako dostawca jedzenia i podczas jazdy robił nagrywki, które wypuszczał do internetu - dodaje.

Takie nagrania mają tysiące wyświetleń, przesyłane są w nieskończoność, a idoli skrajnej prawicy przybywa. - Co ja robię? Nauczam. Mówię prawdę historyczną - powiedział Krzysztof A. podczas spotkania z Jackiem Smarujem.


- To jest granie w orkiestrze Putina. Wiedzą, w jaki instrument zadąć, żeby jadąc na polskim patriotyzmie wspierać rosyjską propagandę. Gra idzie o to, żeby wywołać w Polsce nastrój społeczny, by Polacy nie chcieli wspierać Ukrainy w walce z Rosją - podkreśla Dulkowski.

Podpalenia i kalendarz z Putinem. "Nienawidzę kłamstwa"

Kolejny patostreamer to Paweł N. - mieszkaniec Trójmiasta. Podczas jednej z internetowych relacji na żywo został zatrzymany przez policję. Ciąży na nim w sumie sześć zarzutów m.in. za kierowanie gróźb karalnych wobec czterech osób, publiczne propagowanie ideologii nawołującej do użycia przemocy, naruszenie zakazu propagowania symboli wspierających agresję Rosji na Ukrainę czy publiczne nawoływanie do nienawiści.

44-latek organizował też akcje zrywania ukraińskich flag z budynków trójmiejskiej administracji. - Zyskał popularność. To go bardzo nakręciło, a jednocześnie zaczęły od różnych osób płynąć pieniądze, zakładał zbiórki, zrzutki i dostawał pieniądze za antyukraińskie patostreamy - mówi Konrad Dulkowski.

Osoby z jego otoczenia w październiku zostały zatrzymane w związku z podpaleniami samochodów z ukraińskimi tablica rejestracyjnymi.

ZOBACZ: "Zełenski ucieknie do Polski". Rosyjscy propagandyści ogłaszają powojenny scenariusz


Skontaktowaliśmy się z Pawłem N. - Ale jakie mam zarzuty, no na przykład? Chociaż jeden? No proszę, słucham? No, jakie ja mam zarzuty? - pytał w telefonicznej rozmowie z Jackiem Smarujem. Kiedy reporter wymienił mu kilka z ciążących na nim zarzutów, odpowiedział: "ale, ale zaraz. Spokojnie, spokojnie, spokojnie. Ja nienawidzę, jak ktoś kłamie, próbuje mi coś wmówić jakąś tam narrację swoją".


- On poczuł się na tyle bezkarny, iż wszedł do ukraińskiej restauracji i groził właścicielowi, iż jeżeli ten nie zdejmie ukraińskiej flagi, to tutaj wpadną i rozwalą mu lokal. Kopnął na ulicy Ukrainkę. Groził ludziom - opowiada Dulkowski.

Paweł N. wysłał do nas filmik, na którym prezentuje kalendarz z Putinem. Napisał też wiadomość o treści "proszę się zapoznać z tą satyrą". - Jak się złapie któregoś z nich za rękę, to mówią, iż to nie jego ręka - odpowiada Dulkowski.

Śledczy zabezpieczyli telefon Pawła N. Jego zawartość analizowana jest przez biegłych.

Rosyjski Dom w centrum Warszawy

Metody, które sprzyjają rosyjskiej propagandzie są często bardzo proste, tak jak w tych przypadkach. Ale są też takie metody, które są bardziej wyszukane i powstają według konkretnego planu.

W centrum Warszawy przy ulicy Belewderskiej znajduje się wydział konsularny ambasady Rosji w Polsce. Przylega do niego budynek, w którym znajduje się Rosyjski Ośrodek Nauki i Kultury w Warszawie nazywany też Rosyjskim Domem.

Anna Mierzyńska z OKO.press analizuje zagrożenia rosyjskiej dezinformacji - napisała artykuł o tym, jak Rosja szerzy kremlowską propagandę w samym środku Polski. Przeanalizowała działalność wspomnianego Rosyjskiego Ośrodka Nauki i Kultury w Warszawie.

- To jest nowe otwarcie. Po wybuchu wojny w Ukrainie ten Dom Rosyjski praktycznie nie działał. Pani dyrektor pojawiła się późnią wiosną, latem - to jest młoda kobieta, która już wcześniej angażowała się w inicjatywy związane z dialogiem polsko-rosyjskim, a teraz dostała funkcję kierowania Domem Rosyjskim, nawiązuje szeroką współpracę, widać wyraźnie, iż to jest budowanie środowiska prorosyjskiego w Polsce - tłumaczy Anna Mierzyńska.

Ośrodek działa na podstawie umowy między rządem polskim i rosyjskim, umowa zawarta została w 1993 roku. Oficjalnie ośrodek zajmuje się kulturą i edukacją.

Coraz nowsze techniki. "Jesteśmy zawsze z tyłu"

Na początku września ośrodek zorganizował w centrum stolicy pokaz filmu "Rusofobia. Historia nienawiści". To film wyprodukowany przez rosyjską propagandową stację telewizyjną Russia Today. Telewizja objęta jest sankcjami w Unii Europejskiej. Ośrodek obchodzi te sankcje i dociera z seansem do Polaków.

12 czerwca, w rosyjskie święto państwowe, ośrodek zorganizował wykład. W roli historycznego eksperta wystąpił między innymi Polak ze stowarzyszenia, które zajmuje się opieką nad cmentarzami wojennymi. Twierdził on m.in., iż za rusofobią w Polsce stoi działalność Armii Krajowej i jej spadkobierców. Transmisja ze spotkania została udostępniona w sieci, gwałtownie jednak zniknęła. Zachowało się nagranie z dyskusji po wykładzie.

ZOBACZ: Ogromne pieniądze i kontrowersyjna rozrywka. Dziennikarska prowokacja w Polsat News Ujawnia


Zapytaliśmy Ministerstwo Spraw Zagranicznych o to, jak odnosi się do działalności ośrodka. "MSZ widzi rosnącą aktywność w przestrzeni dezinformacji i innych wrogich działań wymierzonych w Polskę. Działania te obserwujemy w kraju, jak i w przestrzeni zagranicznej, która jest domeną działania Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Monitorowanie rosyjskiej aktywności na terenie Polski leży przede wszystkim w kompetencjach służb. Aby chronić interesy RP poza granicami kraju, w resorcie została powołana specjalna komórka - Departament Komunikacji Strategicznej i Przeciwdziałania Dezinformacji" - przekazało ministerstwo.

Rosyjska propaganda i dezinformacja od kilku lat stosuje coraz to nowsze techniki. To, co widzimy, nie musi być wcale prawdą.

- My jesteśmy zawsze z tyłu, bo jesteśmy w tej pozycji broniących się i wykrywających nowe metody działania czy nowego rodzaju broń, bo to jest broń informacyjna, która jest wykorzystywana przez Rosję - podkreśla Anna Mierzyńska.

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: Sprawa Zbigniewa Ziobry. Patryk Jaki wskazuje na USA
Idź do oryginalnego materiału