Polski pilot poleci na drzwiach od stodoły i nie odda ani guzika

patrzymy.pl 6 godzin temu

W Polsce wygłoszono wiele bojowych haseł, na przestrzeni wieków: „Polska od morza do morza”, „nie oddamy ani guzika”, „polski pilot poleci na drzwiach od stodoły”. Najbliżej byliśmy Polski od morza do morza, ale to się działo w okresie jagiellońskim, gdy Polska prowadziła najrozsądniejszą politykę w dziejach naszego pięknego kraju. Za to całkowicie skompromitował się naczelny wódz Edward Rydz-Śmigły, który w 1935 odgrażał się Niemocom: „nie oddamy ani guzika”, by w 1939 roku uciec do Rumunii. Po wybuchu II Wojny Światowej Niemcy pokazały swoją potęgę, szczególnie w powietrzu i nikt nie widział polskiego pilota strącającego Messerschmitty na drzwiach od stodoły.

Z historii i szczególnie z własnych historycznych błędów powinniśmy czerpać naukę, żeby się znów nie ośmieszać i co więcej nie doprowadzić do tragedii, ale z tym do zawsze mamy problem. W wrześniu 2025 roku przez Polskę przeleciało około 20 dronów i nie było to pierwsze naruszenie naszej przestrzeni powietrznej, ale pierwszy raz doszło do wyjątkowo ostrej reakcji. Nasze siły powietrze, w porozumieniu z europejskimi sojusznikami, do walki z dronami poderwały myśliwce F-16 i F-35. gwałtownie się okazało, iż wszystkie drony były tak zwanymi „wabikami” i jak sama nazwa wskazuje, te prymitywne „urządzenie latające” służą zmyleniu oraz zmuszeniu przeciwnika do nieadekwatnych działań. Tak też się stało, bo to najwyższej klasy myśliwce i kosztowne rakiety zostały użyte do zestrzeliwania styropianowych konstrukcji typu Gerbera.

Paradoks całej tej operacji polegał także na tym, iż wiele dronów po prostu spadło na ziemię, po wyczerpaniu paliwa, a największe straty wyrządził holenderski F-35, który trafił rakietą w dach budynku mieszkalnego. Incydent ten był ukrywany przez rząd, jednak z czasem prawda wyszła na jaw. Ponadto prezydent USA przekazał informację, iż przekroczenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, to prawdopodobnie nie był celowy atak, ale utrata kontroli nad częścią dronów użytych do gigantycznej operacji na terenie Ukrainy. Wszystkie te fakty budowały fatalną ocenę działań nie tylko polskich sił zbrojnych, ale i europejskich sojuszników NATO. Podkreślić trzeba, iż stacjonujące w Polsce myśliwce US Army nie zostały poderwane, co w dużym stopniu potwierdza słowa Donalda Trumpa i tym samym brak adekwatnego rozpoznania zagrożenia. W związku z zaistniałą sytuacją pojawiły się głosy krytyczne odnoszące się do ekonomiki działań militarnych i wówczas zareagował generał SZ RP Wiesław Kukuła.

Naszą misją jest obrona polskich obywateli. To jest dobro nadrzędne i tym się kierujemy w tej sytuacji. Podkreślam, choćby ta rakieta kosztowała 100 milionów dolarów, to jeżeli uznamy, iż (obiekt do zestrzelenia – red.) zagraża życiu, zagraża miastu, zagraża miejscowości, to palec pilotowi nie drgnie w momencie, kiedy ją odpali.

Wyjątkowo populistyczna i całkowicie niedorzeczna wypowiedź szefa Sił Zbrojnych RP, jako żywo przypomina „drzwi od stodoły” i „nie oddamy guzika”, niestety wielu się to spodobało. Na szczęście znaleźli się również tacy, którzy głośno protestowali przeciw tak absurdalnemu podejściu do poważnego tematu, jakim jest obronność kraju. Jednym z krytyków był Sławomir Mentzen, zwykle mało poważny polityk, ale w tej kwestii zaraz po incydencie z dronami i na wczorajszym wiecu powiedział brutalną prawdę:

Ten człowiek (gen. Wiesław Kukuła, dop. red.) wprost mówi, iż on by strzelał rakietami za 100 mln za sztukę do tych dronów ze sklejki, wysyłanych tutaj ze wschodniej granicy, gdyby tylko to miało tam jakąś jedną rzecz uratować. To jest niepoważne, ten człowiek nie ma zielonego pojęcia o ekonomii wojny, o ograniczeniach zasobów.

Naprawdę nie trzeba być wojskowym, czy innym strategiem, wystarczy odrobina logiki połączonej ze zdrowym rozsądkiem, żeby się pod generalnymi wnioskami tej wypowiedzi podpisać. Kto jak kto, ale szef Sił Zbrojnych RP po pierwsze ważyć słowa powinien, a po drugie przedstawić poważną strategię obronną, zamiast tandetnego populizmu. Do walki z dronami-atrapami, służącymi do zmylenia przeciwnika, nie używa się samolotów i rakiet za grube miliony dolarów, o tym wie każdy młodociany miłośnik militariów. Zamiast się obrażać i produkować kolejne „wzniosłe” hasła, odpowiedzialni za bezpieczeństwo powinni przekazać racjonalny plan obronny, którego nie ma do dziś.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału