Dzień Zaduszny to czas, w którym wspominamy także tych, którzy odeszli na wieczną wartę – to także polscy żołnierze, którzy oddali życie będąc na misjach w różnych częściach świata. Współcześnie kojarzymy głównie misje w Iraku czy Afganistanie. Do tej pory przez różnego rodzaju misje zagraniczne przewinęło się ponad 120 tysięcy polskich żołnierzy. Niestety ponad 120 z nich nie powróciło do kraju wśród żywych, w tym żołnierze z Lubelszczyzny.
O dbałości o pamięć o nich Ryszard Majewski rozmawiał z Kazimierzem Jóźwiakiem, weteranem i prezesem Koła nr 50 Stowarzyszenie Weteranów Poza Granicami Państwa w Lublinie.
Pamiętamy o żołnierzach poległych na misjach, pamiętamy o tych, którzy generalnie zginęli na misjach, bo to nie są tylko osoby, które poległy w walce, ale to są też osoby, które zginęły w wypadkach. Nie tylko w Iraku i Afganistanie. Polscy żołnierze służyli w sumie w 14 państwach. To także Bośnia i Hercegowina, Kambodża, Kosowo, Namibia, Syria.
– Czas Zaduszków to dobry moment na wspominanie tych kolegów. Może zacząłbym tak ogólnie, iż my jako Polska w misjach jesteśmy od ponad 70 lat, bo pierwsza misja to misja w Korei. W tej misji zginęło trzech naszych obserwatorów. Mówimy generalnie o Iraku, Afganistanie, dlatego iż tam były największe kontyngenty i najwięcej ludzi, żołnierzy, funkcjonariuszy tam poległo. Na przykład w Afganistanie 44 żołnierzy i funkcjonariuszy oddało swoje życie, głównie ginąc od min-pułapek. Do chwili obecnej ponad 123 tysiące żołnierzy pełniło służbę poza granicami państwa. Z wyliczeń Centrum Weterana byliśmy w 99 miejscach. Niektóre misje są – przepraszam za użycie słowa – symboliczne, bo jest tam jeden czy dwóch obserwatorów. Taką misją na przykład jest w tej chwili Gruzja – w tej misji rozjemczej mamy dwóch obserwatorów – czy Czad, gdzie jest tylko jeden obserwator. W Afganistanie było ponad 20 tysięcy żołnierzy przez te prawie 20 lat. Od takiej małej misji logistycznej, która została wysłana w 2002 roku, do misji bojowej, która w apogeum działania liczyła około 3 tysięcy żołnierzy.
Tak mówimy o polskiej strefie w Ghazni.
– Tak jest. Polska przejęła odpowiedzialność za prowincję Ghazni.
To jedna z ważniejszych prowincji na drodze z Kabulu do Kandaharu. To jest ten bardzo istotny fragment. Pamiętamy o tych osobach, które odeszły. To są osoby, które spoczęły między innymi na lubelskich cmentarzach. Cmentarz przy Drodze Męczenników Majdanka, także cmentarz przy ulicy Lipowej.
– Jako stowarzyszenie, którego członkowie, może nie wywodzą się, ale mieszkają w Lublinie i okolicy, opiekujemy się kolegami, którzy odeszli i spoczywają na Majdanku. Jest ich sześciu i jeden na Lipowej. Bardzo sentymentalnie podchodzę do kaprala, pośmiertnie mianowanego do stopnia sierżanta, Legenckiego, który wraz z kolegą zginął od miny przeciwpancernej w Macedonii. Było to 4 marca 2002 roku. Jako oficer odpowiedzialny za rejon Bałkanów w Sztabie Generalnym prowadziłem ewakuację zwłok tych dwóch młodych chłopców. Jeden chyba miał 21, a drugi 22 lata. Jeden z nich, sierżant Legencki, spoczywa u nas na cmentarzu i jego grób jest naznaczony repliką Krzyża Wojskowego, bo pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Wojskowym. Jest to najwyższe odznaczenie żołnierskie w czasie pokoju. To jest taki ekwiwalent Virtuti Militari w czasie pokoju.
To jest rzeczą chyba naturalną, iż o tych miejscach, w których spoczywają polscy żołnierze, pamiętają nie tylko rodziny tych żołnierzy, bardzo często żony, matki, ojcowie, ale także lokalne społeczności, też osoby, które przychodzą na cmentarz i widzą, iż tutaj spoczywa żołnierz i zapalają symboliczny znicz.
– Chciałbym dodać, iż nie tylko my opiekujemy się tymi grobami, opiekuje się również 19 Brygada, bo sierżant Filipek był jej żołnierzem. Sierżant Knap i Czyżowski, co prawda byli z innych struktur, ale razem z 3 Brygadą, naszą lubelską, służyli w Iraku. jeżeli chodzi o jednego z weteranów z Lublińca, jest bardzo miły akcent, bo żołnierze z Lublińca przyjeżdżają przed Świętem Zmarłych, wystawiają wartę honorową, zapalają znicze, jak również 21 grudnia, kiedy obchodzimy Dzień Pamięci o Poległych i Zmarłych w Misjach i Operacjach Poza Granicami Państwa. Dlaczego 21 grudnia? Dlatego, iż 21 grudnia w 2011 roku pięciu żołnierzy z Bartoszyckiej Brygady najechało na minę-pułapkę i zginęli w Afganistanie.
Chciałbym jeszcze zapytać o stowarzyszenie, które pan reprezentuje. Zadaniem tego stowarzyszenia jest między innymi to, żeby docierać do młodych ludzi. Mówił pan o prezentacji, którą mają państwo przygotowaną, żeby uświadamiać młodym ludziom, iż polski żołnierz walczył, pilnował porządku w różnych miejscach na świecie.
– Mamy dobrą współpracę z kilkoma szkołami, m.in. z XXVII Liceum im. Zesłańców Sybiru. Cyklicznie z okazji 11 listopada czy 3 maja prezentujemy nasz dorobek i ofiary, które zostały poniesione. Część kolegów zginęła, ale też wielu wróciło, z różnymi ranami, nie tylko fizycznymi, ale też psychicznymi. Do nich też staramy się dotrzeć. Spotykamy się nie tylko z okazji Dnia Weterana, 29 maja, ale przy różnych okazjach. jeżeli organizujemy jakieś wyjazdy, jak ostatnio do Centrum Weterana w Warszawie, zabieraliśmy kolegów, m.in. jednego kolegę z Zamościa, który porusza się na wózku.
Na ile takie stowarzyszenia i spotkania w tych stowarzyszeniach są ważne dla osób, które walczyły, pracowały poza granicami kraju? Wymiana doświadczeń, wspomnienia?
– Z mojej perspektywy najważniejsze są dla tych najstarszych, którym – załóżmy – odeszła żona czy dzieci już wyfrunęły z gniazda. Traktują może jako takie antidotum na samotność. Tu możemy spotkać się, pogadać, powspominać, jak to się mówi kolokwialnie, o starych Polakach. Przez chwilę ci ludzie mogą zapomnieć o swojej samotności, o bolączkach i rozterkach życiowych.
Pan służył na Bałkanach i nie tylko?
– Też. Byłem w Kosowie 9 miesięcy, na Bliskim Wschodzie, w Libanie i Syrii. Misje w Iraku i Afganistanie widziałem z perspektywy naczelnego dowództwa NATO w Europie. Jako Polak czasami, kiedy w raportach czytałem, iż kolejny żołnierz zginął czy kolejni nasi żołnierze zginęli, czułem taki smutek, iż młody człowiek pojechał i złożył ofiarę gdzieś daleko od Polski w imię utrzymania pokoju, żeby tam dla tamtych ludzi było bezpieczniej. Może nie lepiej, ale bezpieczniej, bo chcieliśmy przede wszystkim zapewnić tym miejscowym bezpieczeństwo w takiej prozaicznej formie.
Pamiętajmy o tych, którzy zginęli, którzy oddali życie w czasie misji pokojowych, ale również w czasie misji bojowych.
– My zawsze o tym pamiętamy. W czasie tych dni zadumy jedziemy na Majdanek czy idziemy na Lipową, palimy światła dla naszych kolegów, odmawiamy krótką modlitwę. Tak samo czynimy 21 grudnia, kiedy to jest dzień pamięci o ofiarach misji i operacji zagranicznych i to samo 29 maja, kiedy to jest Dzień Weterana. Nie ograniczamy się tylko do tych trzech dat, ale te trzy daty są dla nas z potrzeby serca.
Co pan czuje, kiedy staje pan nad grobem choćby plutonowego Filipka?
– Czuję ogromny smutek, iż młody człowiek opuścił rodzinę, idąc za głosem powołania wojskowego. Z drugiej strony jest rozkaz i trzeba iść. Przecież jak to ktoś powiedział, nie zapisywaliśmy się do wojska tylko na ładną pogodę, na chmury i burze też.
Polscy żołnierze służą lub służyli w sumie w 14 państwach, m.in. Bośni i Hercegowinie, Kambodży, Kosowie, Namibii, Syrii, Libanie czy Korei.
RMaj / opr. WM
Fot. PrzeG












