
O eksplozji poinformował premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej z kanclerzem Austrii Christianem Stockerem.
Około czterech kilometrów od granicy z Polską doszło w czwartek do potężnej eksplozji podczas kolejnego rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę. Polska poderwała myśliwce, a mieszkańcy części Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymali alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
O zdarzeniu poinformował premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej z kanclerzem Austrii Christianem Stockerem w Warszawie.
– Przed chwilą zakończył się masywny, bardzo brutalny atak Rosji na zachodnią część Ukrainy, bardzo blisko polskiej granicy – powiedział Tusk.
Według premiera w rejonie ukraińskiego Jagodzina, położonego niedaleko Dorohuska, zaatakowana została prawdopodobnie stacja benzynowa. Doszło tam do bardzo silnej eksplozji.
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych ppłk Jacek Goryszewski przekazał, iż jeden z obiektów uczestniczących w rosyjskim ataku znajdował się około czterech kilometrów od granicy Polski. Nie było wówczas jasne, czy dron został zestrzelony przez stronę ukraińską, czy uderzył w wyznaczony cel. Zarejestrowano jednak eksplozję.
W związku z rosyjskim atakiem poderwano polskie i sojusznicze samoloty. RCB wysłało również ostrzeżenie do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego, a w Rzeszowie i Lublinie uruchomiono syreny alarmowe.
Ze względów bezpieczeństwa czasowo wstrzymano operacje lotnicze na lotniskach w Rzeszowie i Lublinie.
Po zakończeniu rosyjskiego ataku polskie Dowództwo Operacyjne poinformowało o zakończeniu działań w przestrzeni powietrznej kraju. Podkreślono, iż nie doszło do naruszenia granicy Polski. Około godz. 12:50 odwołany został także alert RCB.
Tusk zwrócił uwagę, iż do zdarzenia doszło 17 września, w 87. rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. Podkreślił, iż państwa Unii Europejskiej muszą przygotowywać się na możliwość rosyjskich prowokacji i ataków.













