W akcji gaszenia pożaru lasu pod Warszawą uczestniczy jeden policyjny śmigłowiec S-70i Black Hawk. Pozostałe cztery maszyny tego typu pozostają w hangarze. Jak ustalili reporterzy TVN24, powodem jest brak wystarczającej liczby pilotów z uprawnieniami do prowadzenia tych śmigłowców, pisze geopolityka.org, powołując się na TVN24.
Policja dysponuje pięcioma nowoczesnymi Black Hawkami. Każdy z nich może być wykorzystywany w sytuacjach kryzysowych, w tym podczas dużych pożarów, akcji ratowniczych i operacji prowadzonych w trudnych warunkach pogodowych. Maszyny są wyposażone w systemy umożliwiające loty w wymagającym środowisku operacyjnym.
Problem polega na tym, iż liczba śmigłowców przewyższa liczbę osób, które mogą nimi latać.
Czterech pilotów na pięć maszyn
Według ustaleń dziennikarzy TVN24 w policyjnym lotnictwie jest w tej chwili czterech pilotów uprawnionych do prowadzenia Black Hawków. Do lotu jednej maszyny potrzebnych jest dwóch pilotów.
Oznacza to, iż choćby przy pełnej dostępności całej kadry — bez urlopów, zwolnień lekarskich i innych ograniczeń — jednocześnie w powietrzu mogą znaleźć się maksymalnie dwa śmigłowce. Trzy pozostałe muszą pozostać uziemione.
W czasie trwającej akcji gaśniczej wykorzystywana jest tylko jedna maszyna. Według informacji reporterów taka sytuacja wywołuje niezadowolenie wśród strażaków, ponieważ dwa najnowsze Black Hawki zakupiono przy wsparciu finansowym Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Maszyny za setki milionów złotych
Na pięć policyjnych śmigłowców Black Hawk podatnicy wydali około pół miliarda złotych. Najnowsza maszyna pochodzi z 2024 roku i była określana jako śmigłowiec „policyjno-strażacki”.
Umowa dotycząca zakupu dwóch najnowszych maszyn została podpisana w 2022 roku, za rządów poprzedniej większości parlamentarnej. Z relacji źródeł TVN24 wynika, iż pierwotne założenia przewidywały dostępność tych śmigłowców przez całą dobę na potrzeby działań służb.
W praktyce ich wykorzystanie ogranicza brak wyszkolonych załóg.
Wcześniejsze sygnały o problemach w Lotnictwie Policji
Nieprawidłowości w Wydziale Lotnictwa Policji były opisywane już w 2023 roku w reportażu „Niebieskie Ptaki” magazynu „Czarno na Białym”. Reporterzy Piotr Świerczek i Robert Zieliński wskazywali wtedy na problemy organizacyjne, kadrowe i szkoleniowe.
Według Świerczka poprzednia władza kupiła nowoczesny sprzęt, ale nie zapewniła systemu, który pozwalałby w pełni go wykorzystywać. Po wyborach parlamentarnych w październiku 2023 roku zapowiadano reformę policyjnego lotnictwa, jednak — jak ocenia reporter — działania naprawcze nie przyniosły dotąd przełomu.
Jednym z głównych problemów pozostaje szkolenie nowych pilotów.
Jeden instruktor od Black Hawków
Z ustaleń TVN24 wynika, iż w Polsce pozostał w tej chwili jeden instruktor szkolący pilotów na Black Hawkach w strukturach policyjnych. Jest nim naczelnik Zarządu Lotnictwa Policji Robert Sitek, który jednocześnie pełni funkcję kierowniczą i pozostaje czynnym pilotem.
Drugim instruktorem był wcześniej młodszy inspektor Marcin Gwizdowski, który odszedł z policji. Jego nazwisko pojawiło się publicznie po zdarzeniu z sierpnia 2023 roku, gdy pilotowany przez niego Black Hawk podczas pikniku zahaczył o linię wysokiego napięcia.
Ograniczona liczba instruktorów spowalnia proces szkolenia kolejnych załóg.
Black Hawki konkurują z Bellami o tych samych pilotów
Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, iż piloci Black Hawków obsługują również mniejsze śmigłowce Bell. Policja ma siedem maszyn Bell-407GXi oraz dwa Bell-206.
W praktyce decyzja o skierowaniu pilota do lotu Black Hawkiem może oznaczać brak obsady dla przynajmniej jednego śmigłowca Bell. System opiera się więc na tej samej wąskiej grupie specjalistów, którzy są potrzebni do różnych typów maszyn.
Sejm pracuje nad zmianą przepisów
Jednym z rozwiązań ma być zmiana ustawy, nad którą realizowane są prace w Sejmie. Nowe przepisy mają umożliwić pilotowanie policyjnych śmigłowców osobom, które nie są funkcjonariuszami policji.
Obecnie piloci Black Hawków muszą być policjantami. Ten wymóg wydłuża proces rekrutacji i szkolenia. Po zmianie przepisów do systemu miałby zostać dopuszczony kolejny, piąty pilot.
Według Roberta Zielińskiego zmiana prawa ma być jednym z elementów doraźnego wzmacniania kadry, ale nie rozwiązuje natychmiast całego problemu.
NIK wskazywała na trudności z pozyskiwaniem pilotów
W kwietniu ubiegłego roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport dotyczący wykonywania zadań przez Lotnictwo Policji. Kontrolerzy zwrócili uwagę, iż formacja ma poważne trudności z pozyskiwaniem nowych pilotów.
Jednym z powodów są wyższe zarobki dostępne na rynku cywilnym. NIK wskazywała, iż samo podnoszenie dodatków w lotnictwie policyjnym może być niewystarczające, aby skutecznie konkurować o specjalistów.
Barierą pozostają także wymagania wobec kandydatów. Osoby zainteresowane pilotowaniem policyjnych maszyn muszą mieć co najmniej 200 godzin nalotu oraz uprawnienia do wykonywania lotów w dzień i w nocy.
Ekspert: potrzebne są koncepcja, pieniądze i ludzie
O sytuacji w Lotnictwie Policji mówił także prof. Robert Gałązkowski, współtwórca polskiego systemu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i były wieloletni szef LPR.
Według niego sprawny system wymaga trzech elementów: koncepcji działania, finansowania oraz ludzi zdolnych do zmiany procedur. Ekspert wskazał, iż otwarcie policyjnego lotnictwa na pilotów spoza służby może być krokiem w dobrą stronę.
Prof. Gałązkowski zaznaczył jednocześnie, iż usunięcie najważniejszych wąskich gardeł w systemie może potrwać co najmniej dwa–trzy lata.
Wcześniej informowano: Prognoza pogody w Polsce na 30 maja 2026. Deszcz, chmury i umiarkowane temperatury.











