Putin na celowniku. Tomahawki mogą wrócić do gry. I to właśnie one mają złamać opór Kremla. "Duże prawdopodobieństwo, iż prezydent Trump to zatwierdzi"
Zdjęcie: Prezydent Rosji Władimir Putin w Moskwie, Rosja, 22 stycznia 2026 r. W tle krążownik rakietowy USS Monterey (CG 61) wystrzeliwuje pocisk Tomahawk (zdj. poglądowe)
Dyplomacja utknęła w martwym punkcie, a wojna w Ukrainie wciąż trwa. W Waszyngtonie coraz głośniej słychać głos Dana Rice’a — człowieka, który wcześniej "przepychał" rakiety HIMARS i ATACMS-y, a dziś stawia na jeszcze cięższy kaliber. Jego teza jest brutalnie prosta: bez realnej presji militarnej Putin nie usiądzie do stołu. Dlatego wraca pomysł, który jeszcze niedawno wydawał się politycznym tabu — przekazanie Ukrainie pocisków Tomahawk. Zdaniem Rice’a to nie eskalacja, ale dźwignia, która ma przełamać impas i zmienić kalkulację Kremla. Bo — jak pada wprost — "niepewność jest bronią", a Putin rozumie tylko jeden język.


![35. dzień wojny z Iranem. Kolejne groźby Trumpa wobec Iranu. Chodzi o elektrownie i mosty [RELACJA]](https://zachod.pl/wp-content/uploads/2026/04/705bfc6d6d48cccfbc6f41208723a2b6_xl.jpg)







