
Podczas prawosławnego Bożego Narodzenia Władimir Putin wygłosił przemówienie, które odbiło się szerokim echem poza granicami Rosji. W moskiewskiej cerkwi św. Jerzego prezydent Federacji Rosyjskiej nie tylko ponownie usprawiedliwiał wojnę przeciwko Ukrainie, ale nadał jej także wymiar religijny, porównując rosyjskich żołnierzy do Jezusa Chrystusa i określając ich działania jako „misję powierzoną przez Boga”.
– Często nazywamy Pana Zbawicielem, bo przyszedł na Ziemię, aby zbawić wszystkich ludzi. W ten sam sposób rosyjscy żołnierze zawsze wypełniali tę misję – mówił Putin, sugerując, iż agresja militarna jest aktem wyższego, boskiego przeznaczenia. Podkreślał również, iż na przestrzeni dziejów armia rosyjska realizowała „świętą misję” w imieniu Boga, jakby powierzoną jej przez samego Stwórcę.
Eksperci ostrzegają, iż nadawanie wojnie religijnego charakteru może służyć dalszej mobilizacji społeczeństwa i usprawiedliwianiu kolejnych ofiar, mimo ogromnych strat na froncie. Według analiz przedstawionych przez BBC, od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę zginęło od 243 do choćby 352 tysięcy rosyjskich żołnierzy. Po stronie ukraińskiej, jak informuje prezydent Wołodymyr Zełenski, liczba poległych wynosi co najmniej 46 tysięcy, choć niezależne szacunki wskazują na znacznie wyższe dane.
Na tle bożonarodzeniowej retoryki Kremla coraz wyraźniej słychać jednak głosy sprzeciwu wobec wojny. Emerytowany generał Leonid Iwaszow w opublikowanym niedawno nagraniu wideo ostro skrytykował narrację Putina, obarczając go pełną odpowiedzialnością za konflikt, międzynarodową izolację Rosji oraz głęboki kryzys państwa. Zdaniem Iwaszowa tzw. „operacja specjalna” przeciwko Ukrainie jest „niezwykle głupim wydarzeniem”, a wręcz zbrodnią, która doprowadziła do upadku pozycji Rosji na arenie międzynarodowej.
– Cały system jest zbudowany wokół niego, dlatego wszystko, co się dzieje, jest jego odpowiedzialnością – podkreślił były generał. Ostrzegł również, iż prezydent Rosji funkcjonuje w świecie propagandy i pochlebstw, wierząc w iluzję własnych sukcesów.
– To niebezpieczna iluzja, która prowadzi do katastrofy. Historia pokazuje, iż ignorowanie nadchodzącego upadku zawsze kończy się jeszcze gorzej – zaznaczył.







