Promocja tomu reportaży „Robaków rozgryzać nie wolno” pokazujących wojnę w Ukrainie przede wszystkim przez pryzmat doznań i doświadczeń cywilów odbyła się kilka dni po czwartej rocznicy wybuchu pełnoskalowej wojny Rosji przeciw Ukrainie.
– Emocje, które, mam takie wrażenie, przygasły, należy przywrócić. Nie zapominać o tym, iż za naszą wschodnią granicą cały czas trwa wojna – mówiła Monika Ostrowska witając uczestników.
– Nasza kooperacja zaczęła się w 2021 roku, w grudniu – opowiadał Maciej Stanik o początkach pracy reporterskiego duetu. – Dostałem wtedy zlecenie na materiał o covidzie. Już wtedy w pociągu rozmawialiśmy o tym, iż powinniśmy zrobić coś na wschodzie Ukrainy.
– Chcieliśmy pokazać to napięcie, które rośnie – dodała Tetiana Kolesnychenko. – To, co muszą czuć żołnierze tkwiący w okopach. Maciek pojechał od razu do Ukrainy. Ja pracuję dla Wirtualnej Polski. Początek inwazji to był trudny test dla polskich mediów. Wynegocjowałam wyjazd, kiedy Ukraina wyzwoliła obwód kijowski. Pojechaliśmy razem relacjonować Buczę. Tam zrozumieliśmy, czego szukamy i jak pracować.
„Robaków rozgryzać nie wolno” – fotografie czułe na osoby
W czasie spotkania na ekranie pokazywano zdjęcia Macieja Stanika. Prowadząca spotkanie nazwała jego fotografie czułymi na osoby, które na tych zdjęciach są.
– To było zawsze moje założenie i ideał, żeby nie być natrętem, nie wchodzić w twarz obiektywem. To jest wyznacznik tego, jak chciałbym pracować – przyznał Maciej Stanik.
– Kiedy przeprowadza się z człowiekiem trudny wywiad – dodaje Tetiana Kolesnychenko. – Kiedy człowiek opowiada o głębokiej traumie, np. kobiety, które doznały ekstremalnej przemocy seksualnej, każda obecność innej osoby potrafi skomplikować tę rozmowę. To jest bardzo kruchy proces. Obecność Macieja nigdy go nie zakłócała. On nie jest absolutnie inwazyjny, a jest bardzo empatyczny.
Leszek Malec, aktor Teatru im. Jana Kochanowskiego, czytał fragmenty prezentowanej na spotkaniu książki „Robaków rozgryzać nie wolno”.
– Kursk. Areszt tymczasowy – tak zaczynał się fragment tytułowego reportażu. – Głód z fazy majaczenia i bezsilności przechodzi we wściekłość. Nie ma moralności ani obrzydzenia. A jest zwierzęcy instynkt. A on nakazuje: Zdobądź jedzenie! Wodzisz głodnym wzrokiem po celi. Na pierwszy rzut idzie papier toaletowy. Chłopaki połykają go w kawałkach. Wypełnia żołądek, ale zatyka jelita. Skręcają się z bólu. Mają zaparcia i hemoroidy, ale dalej jedzą papier. Ja sięgam po pastę do zębów. Smaruję nią chleb. Smakuje wybornie. Słodka i owocowa jak deser. W żołądku piecze, ale nie mogę się powstrzymać. Patrzę łakomie na kawałek szarego mydła na umywalce…
Chcę opowiedzieć. Ze szczegółami
– Jest z nami Wład Zadorin. Jeden z obrońców Wyspy Węży i spędził w rosyjskiej niewoli prawie trzy lata. Z jego słów powstał ten rozdział w książce. Dziękuję, iż przyszedłeś – mówiła pani Tetiana. – Moja rodzina przeżyła wielki głód. Dziadkowie opowiadali, jak wygląda głodzenie i jak chleb staje się wszystkim. Jak przybiera się wobec chleba różne strategie. Można zjeść od razu. A potem być cały dzień głodnym. Można wysuszyć i przez cały dzień po kawałku gryźć tę jedną kromkę chleba.
Reportaż Jolanty Jasińskiej-Mrukot o Władysławie Zadorinie ukazał się w Tygodniku „O!Polska” w styczniu 2026.
Monika Ostrowska pytała Włada Zadorina, dlaczego zgodził się być bohaterem książki i opowiedzieć o tak intymnych doświadczeniach.
– Już przeżyłem tę traumę i tę historię – mówił były jeniec. – Dlatego staram się ją opowiedzieć innym ludziom, w jakiej sytuacji byliśmy. Występowałem jako świadek i opowiadałem swoją historię już w 17 krajach. To są świadectwa tego, jak Rosja traktuje jeńców. Czuję się zobowiązany do mówienia o tym nie w sposób ogólnikowy, ale ze wszystkimi szczegółami.
Nadzieja, siła i podziw
Jedno z dwóch zaledwie kolorowych zdjęć w książce „Robaków rozgryzać nie wolno” ilustruje rozdział „Niebieski chłopiec”. Jego bohaterem jest jedenastoletni Romczyk, chłopiec, który ma poparzone 45 procent ciała i 35 proc. organów wewnętrznych. Kolor w tytule pochodzi od maski, która zasłania jego poparzoną twarz. Jego matka zginęła. Zdążył tylko pogłaskać ją po włosach.
– Cały czas myślałam o swoich bohaterach – przyznaje Tetiana Kolesnychenko. – Ciężar i smutek zawsze zostaje. Ale niektóre z tych historii dały mi niesamowitą nadzieję, i siłę, i podziw.
– Do Romczyka wracałam wiele razy. Trochę się zaprzyjaźniliśmy. Jego ojciec, który był muzykiem, pracował na uczelni ze studentami, zrezygnował z kariery, żeby zająć się synem. W bardzo mądry sposób. Zależy mu, by Roma nie miał kompleksów związanych z tym, jak wygląda, gdy nie nosi maski – opowiadała dziennikarka. – Zrobił wszystko, by Roma zaczął zwiedzać świat. Trzykrotnie był u papieża. Ma zdjęcia z najsłynniejszymi aktorami. Byli w Stanach Zjednoczonych. Spotykali się z konserwatystami. Roma siedział przy wielkim sole i opowiadał o Ukrainie. Ale jednocześnie – gdy wracała do domu, dba o to, by Romczyk był po prostu dzieckiem.
Współorganizatorami spotkania o książce „Robaków rozgryzać nie wolno” były Stowarzyszenie Współpracy Polska Wschód Oddział Wojewódzki Opole i Fundacja Dwa Osiem Opole.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania







![Zamość: Konferencja poświęcona Róży Luksemburg w 155. rocznicę jej urodzin [ZDJĘCIA]](https://static2.kronikatygodnia.pl/data/articles/xga-4x3-zamosc-konferencja-poswiecona-rozy-luksemburg-w-155-rocznice-jej-urodzin-zdjecia-1772710604.jpg)




