Słyszę płacz Ukraińców. Rozmowa z PIOTREM ŁUKASIEWICZEM

angora24.pl 5 godzin temu

– Panie ambasadorze, gdyby zwykły Polak chciał dziś odwiedzić Kijów albo pojechać do Lwowa, to z jakim ryzykiem musi się liczyć?

– jeżeli ktoś jest biznesmenem albo wolontariuszem – osobą zainteresowaną pomocą innym ludziom, to Ukraina jest rzeczywiście miejscem, w którym należy dziś być. Są tu tysiące możliwości, żeby wyciągnąć rękę do ludzi w potrzebie, ale ostatnią kategorią osób, które bym zachęcał do przyjazdu, są turyści.

– Jaka jest ta wojna? Pytam pana jako dyplomatę, ale też żołnierza w stopniu pułkownika rezerwy.

– Fascynująca i przerażająca zarazem. Żyjemy w epoce cyfrowej. Pewnej nocy został ogłoszony alarm i siedziałem w piwnicy. Obserwowałem na swoim telefonie start rosyjskich samolotów Tu-160 z lotniska w Engelsie. W aplikacji Telegram publikowane są informacje na podstawie danych wojskowych publikowanych przez ukraiński MON. Po chwili przyszła informacja o wystrzeleniu dwóch rakiet manewrujących Kindżał. Mieszkam blisko elektrowni i po 10 – 15 minutach słyszę, jak te dwie rakiety przelatują mi nad głową. Sekundę później słyszę dwa wybuchy i w tej samej chwili gaśnie światło.

Idź do oryginalnego materiału