– Panie ambasadorze, gdyby zwykły Polak chciał dziś odwiedzić Kijów albo pojechać do Lwowa, to z jakim ryzykiem musi się liczyć?
– jeżeli ktoś jest biznesmenem albo wolontariuszem – osobą zainteresowaną pomocą innym ludziom, to Ukraina jest rzeczywiście miejscem, w którym należy dziś być. Są tu tysiące możliwości, żeby wyciągnąć rękę do ludzi w potrzebie, ale ostatnią kategorią osób, które bym zachęcał do przyjazdu, są turyści.
– Jaka jest ta wojna? Pytam pana jako dyplomatę, ale też żołnierza w stopniu pułkownika rezerwy.
– Fascynująca i przerażająca zarazem. Żyjemy w epoce cyfrowej. Pewnej nocy został ogłoszony alarm i siedziałem w piwnicy. Obserwowałem na swoim telefonie start rosyjskich samolotów Tu-160 z lotniska w Engelsie. W aplikacji Telegram publikowane są informacje na podstawie danych wojskowych publikowanych przez ukraiński MON. Po chwili przyszła informacja o wystrzeleniu dwóch rakiet manewrujących Kindżał. Mieszkam blisko elektrowni i po 10 – 15 minutach słyszę, jak te dwie rakiety przelatują mi nad głową. Sekundę później słyszę dwa wybuchy i w tej samej chwili gaśnie światło.







![Ciągła eskalacja. Śmierć Laridżaniego i atak na największe złoża gazu na świecie [WOJNA Z IRANEM]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=407;0;434;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/03/AFP__20260315__A3C278X__v4__HighRes__IranUsIsraelWar.jpg)


