Ze Zbigniewem Gelzokiem rozmawiamy o wyroku sądowym, który wiąże używanie telefonu z rakiem, o badaniach dotyczących elektrosmogu i o naukowcach powiązanych z korporacjami telekomunikacyjnymi.
(Wywiad jest zaktualizowaną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Elektrosmog – wyrok sądu, rak mózgu i telefon komórkowy, który został opublikowany 21 lutego 2023 roku.)

Zbigniew Gelzok
Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przeciwdziałania Elektroskażeniom „Prawo do życia”. Elektromonter, który kilkanaście lat pracował przy budowie stacji bazowych telefonii komórkowych. Uczestnik postępowań przed sądami administracyjnymi dotyczących lokalizacji masztów korporacji telekomunikacyjnych.
Rafał Górski: „Bywało, iż odbierałem telefon ze 150 razy dziennie! Słyszałem, iż coraz częściej glejak występuje u osób przed czterdziestką” – mówił przed śmiercią w wywiadzie dla dziennika „Fakt” Tomasz Kalita. Poseł na Sejm i rzecznik SLD zmarł na raka mózgu 16 stycznia 2017 roku. To polski kontekst naszej rozmowy.
Jest też kontekst włoski: Roberto Romeo, pracownik firmy telekomunikacyjnej, pozwał o odszkodowanie Państwowy Zakład Ubezpieczeń od Wypadków przy Pracy i Chorób Zawodowych we Włoszech (INAIL), który jest odpowiednikiem polskiego ZUS-u. Pozew dotyczył zachorowania na raka mózgu w wyniku użytkowania telefonu komórkowego w trakcie pracy. INAIL odwołał się do Sądu Apelacyjnego, który oddalił apelację. W wyroku sądu czytamy: „(…) w świetle wyników najnowszych badań na zwierzętach, przeprowadzonych przez NTP (amerykański Narodowy Program Toksykologiczny) i Instytut Ramazziniego (…) można przyjąć, iż w konkretnym rozpatrywaniu przypadku, przy kryterium wysokiego prawdopodobieństwa logicznego, można przyjąć związek etiologiczny między długotrwałą i rzucającą się w oczy ekspozycją zawodową na częstotliwości radiowe, emitowane przez telefony komórkowe, a chorobą zgłoszoną przez badanego przez biegłych sądowych do INAIL (nerwiak ósmego prawego nerwu czaszkowego)”.
Dlaczego sprawa wygranej Roberto Romeo przed sądem powinna zainteresować Polki i Polaków? Kim był poszkodowany?
Zbigniew Gelzok: Był użytkownikiem telefonu komórkowego, korzystał z niego dłużej niż przez 10 lat. Nabawił się choroby nowotworowej w okolicach głowy. Dlaczego powinno to zainteresować Polaków? Dlatego, iż o ile ktoś używa telefonu długotrwale i doszło do powstania glejaka czy innej choroby nowotworowej głowy, to ma prawo starać się również w polskim sądzie, czy też przed prokuraturą o odszkodowanie. Warto to nagłaśniać, bo firmy telekomunikacyjne nie informują, iż takie zagrożenie istnieje. Włoski wyrok jest ciekawy, bo odpowiada na wiele pytań. To, co jest w wyroku, jest zgodne z tym, co potwierdza pani profesor Alicja Bortkiewicz z Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi na podstawie metaanaliz.
Rozumiem, iż ta sprawa ciągnęła się długo?
To jest drugi wyrok, jaki zapadł we Włoszech. Trwa to tak długo, ponieważ wiadomo, iż istnieje problem z biegłymi. Znaleziono tam neurologa i onkologa, którzy opierając się o badania i swoją wiedzę stwierdzili, iż prawdopodobieństwo rozwoju choroby istnieje.
Jeżeli nie można wykluczyć innych czynników jednoznacznie, to powinno się przyjąć taki czynnik szkodliwy, jakim jest ekspozycja, również zawodowa, na częstotliwości radiowe. Dotyczy to dziś praktycznie wszystkich.
Czy biegli to osoby, które są powoływane przez sąd jako eksperci?
Tak, dokładnie. Są na liście biegłych, czyli są specjalistami w danej dziedzinie medycyny, w tym wypadku chodziło o neurologię i onkologię. Jest to zgodne z wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie, iż tylko biegli określonej dziedziny mogą wypowiadać się na temat związku przyczynowo-skutkowego w takim kontekście.
Czyli odpowiednik polskiego ZUS-u we Włoszech nie chciał przyznać, iż pozywający nabawił się raka mózgu korzystając z telefonu?
Zgadza się. W sprawie postępowania choroby zawodowej powołuje się konkretnych biegłych, znających się na danej specjalizacji. Nie dany organ czy konkretna opinia, którą ma poszkodowany jest pierwszorzędna.
Przede wszystkim to biegli muszą przesądzić tak, żeby dało się to odczytać w sposób zrozumiały dla wszystkich. To tak jak sprawa, która toczy się w tym momencie u mnie.
O jaką Pana sprawę chodzi?
Przez pięć lat pracowałem jako monter przy budowie stacji bazowych telefonii komórkowej, później przy działających stacjach, a następnie przy odbiornikach radiowo-telewizyjnych. W 2002 roku poczułem się bardzo źle. Cztery z moich kręgów szyjnych uległy zrośnięciu. Okazało się, iż mam potwornie zniszczony kręgosłup. Stwierdzono też zmiany w układzie nerwowym – zaburzenia pamięci, świadomości. Cierpiałem na bezsenność, ostre bóle głowy. Wykryto również, iż w moim organizmie 90% plemników jest martwych, co kwalifikowane jest jako bezpłodność.
Miałem 33 lata, a czułem się jak wrak człowieka.
Musiałem zażywać środki uspokajające.
Co się teraz dzieje?
Obecnie jestem na rencie i walczę przed sądem o uznanie choroby zawodowej. Mam korzystne wyroki. Sąd kazał zbadać, czy do pogorszenia zdrowia doszło w trakcie pracy i o ile tak, to kiedy to nastąpiło oraz czy można wykluczyć inne czynniki. Pytał biegłych wprost: czy do pogorszenia stanu zdrowia doszło podczas pracy? Niestety w Polsce nie ma takich biegłych jak we Włoszech, którzy pokazaliby sądowi związek mojej choroby z promieniowaniem elektromagnetycznym.
Działamy bez cenzury. Nie puszczamy reklam, nie pobieramy opłat za teksty. Potrzebujemy Twojego wsparcia. Dorzuć się do mediów obywatelskich.
Wzmocnij kampanie obywatelskie Instytutu Spraw Obywatelskich
Przekaż swój 1,5% podatku:
Wpisz nr KRS 0000191928
lub skorzystaj z naszego darmowego programu do rozliczeń PIT.
Jakie są trzy najważniejsze fakty wynikające z wyroku włoskiego sądu?
Pierwszy jest taki, iż w polskich sądach czy prokuraturze, powinni wypowiadać się biegli sądowi określonej specjalizacji, czyli w tym przypadku neurolog i onkolog.
Druga rzecz: istnieje wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia nowotworu głowy, np. nerwiaka nerwu słuchowego spowodowanego używaniem telefonu komórkowego, przy wykluczeniu innych czynników.
Trzecim faktem jest możliwość dochodzenia roszczeń, również w Polsce.
Jeżeli ktoś doznał uszczerbku na zdrowiu, to może zwrócić się zarówno do prokuratury, jak i wystąpić z powództwem cywilnym przeciwko korporacji telekomunikacyjnej, która powinna powiadomić obywatela, iż taki związek przyczynowo-skutkowy istnieje. Z tego wyroku dowiadujemy się także, iż szansa wygrania takiej sprawy jest duża.
Ludzie w to nie wierzą, bo – tak jak wspomnieliśmy – praktycznie nie ma u nas biegłych. W Polsce wykluczono związek chorób nowotworowych z używaniem telefonu. Przyjmowana jest wersja, iż to osoba, która jest chora ma udowodnić przyczynę choroby, a nie ten, który wprowadza technologię, w tym przypadku telefonię bezprzewodową.
„W kwietniu 2019 roku grupa doradcza Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC) złożona z 29 naukowców z 19 państw wymieniła częstotliwości radiowe jako jeden z czynników, dla których ponowna ocena rakotwórczości przez IARC w okresie 2020-2024 jest uważana za priorytet” – to fragment wyroku włoskiego sądu. W trakcie jego lektury natknąłem się też na kilka innych badań naukowych, na które powoływali się biegli.
Wymieniony jest Narodowy Program Toksykologii (NTP) finansowany przez rząd amerykański, potwierdzający możliwe działanie rakotwórcze telefonów komórkowych. Ponadto sąd opierał się na badaniach Instytutu Ramazziniego.
Wyniki badań naukowców wskazują na wzrost występowania raka oraz chorób serca i tarczycy u zwierząt, które są narażone na codzienne emisje promieniowania elektromagnetycznego.
Chodzi o poziomy takie same jak te, które ludzie otrzymują dzisiaj z telefonów komórkowych i innych bezprzewodowych urządzeń nadawczych trzymanych blisko ciała.
Polskie Ministerstwo Zdrowia i Kancelaria Prezesa Rady Ministrów ciągle tych badań nie zauważają. W ogóle się do nich nie odnoszą i udają, iż nie istnieją. To, co jest niekorzystne dla firm telekomunikacyjnych, jest po prostu pomijane.
Był czas, kiedy prof. Marek Zmyślony z Instytutu Medycyny Pracy miał wątpliwości co do tego, czy PEM (pole elektromagnetyczne) może wywołać chorobę nowotworową. Stwierdził natomiast, iż może wspomagać jej rozwój. Musiał mieć na myśli skutki nietermiczne, które są ciągle pomijane. [W polskich przepisach środowiska pracy są one opisane, konkretnie w decyzji Ministra Obrony Narodowej z 2017 roku, jednak tylko w odniesieniu do wojskowych, mających stały kontakt z wysokim oddziaływaniem PEM. Natomiast w rozporządzeniu Ministra Zdrowia z 19 grudnia 2019 roku, które dotyczy dopuszczalnych poziomów tego promieniowania w obszarach zamieszkania, z niewiadomych przyczyn skutków nietermicznych się już nie wymienia – przyp. red.].
O jakie „skutki nietermiczne” chodzi?
Są to długotrwałe skutki biologiczne, które uwidaczniają się, jeżeli przez długi czas będziemy poddawani wpływowi danego czynnika.
Przykładowo, pięciominutowa ekspozycja na działanie promieni słonecznych nie powoduje natychmiastowych konsekwencji. jeżeli natomiast będziemy wystawieni na słońce przez bardzo długi czas, to następstwa będą jednoznaczne, np. udar słoneczny czy rak skóry. Podobnie z papierosami i alkoholem, kiedy to ryzyko wystąpienia negatywnych skutków się zwiększa z każdym rokiem. Tak samo jest w sytuacji, gdy całe życie spędzamy w otoczeniu urządzeń generujących promieniowanie elektromagnetyczne, takich jak właśnie telefon komórkowy lub router. Mówiła o tym prof. Alicja Bortkiewicz. Nie można potwierdzić związku pomiędzy krótkotrwałym używaniem telefonu a pojawieniem się negatywnych skutków zdrowotnych, ale o ile już ten okres jest dłuższy, to metaanalizy potwierdzają tę korelację.
Ja także nie odczuwałem wpływu PEM w pracy natychmiastowo, efekty pojawiły się dopiero po czasie. Możemy przełożyć to dziś na zjawisko pandemii – nikt nie zastanawia się, dlaczego dorośli ludzie i dzieci mają osłabiony układ odpornościowy. Nie jest brane pod uwagę to, iż istnieje czynnik grypopodobny czy inny – także ten, którym jest właśnie PEM. Jak mówił prof. Lennart Hardell – chodzi o skutki nieprzebadane. Próbowano wykluczać, iż PEM nie działa na układ odpornościowy. Uniwersytet Jagielloński mówi, iż nie jest to główny czynnik negatywnie wpływający na odporność, ale również go nie odrzuca.
„(…) w literaturze naukowej stale pojawia się coraz więcej prac potwierdzających nietermiczne oddziaływanie PEM na organizm człowieka i inne organizmy żywe” – możemy przeczytać w opinii Polskiego Towarzystwa Badań Radiacyjnych im. Marii Skłodowskiej-Curie z 17 grudnia 2019 roku.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!„W rzeczywistości ICNIRP (International Comission od Non-Ionizing Radiation – Międzynarodowa Komisja ds. Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym) jest organizacją prywatną, której wytyczne dotyczące częstotliwości radiowych mają ogromne znaczenie ekonomiczne i strategiczne dla przemysłu telekomunikacyjnego, z którym ponadto kilku członków ICNIRP ma powiązania poprzez relacje konsultacyjne” – czytamy w wyroku sądowym. Co Pan na to?
Dla włoskiego sądu ta niemiecka komisja (działająca w formie stowarzyszenia) nie jest wiarygodna, ponieważ jest powiązana z biznesem. Co prawda naukowcy mówią, iż w Komisji pracują za darmo, ale poza nim są powiązani z biznesem, więc to oznacza, iż nie są niezależni. Po drugie, coś, czego włoski sąd nie zauważył, organizacja nie prowadzi żadnych własnych badań.
Jeżeli weźmiemy pod lupę ich budżet, to zobaczymy, iż nie robią oni nic.
Jedyne, co robią, to ocena badań, które im pasują, na zasadzie efektu termicznego i niczego więcej.
Już kiedyś wiceprezes tej organizacji mówił, iż na świecie nie ma znaczącego wzrostu zachorowań na choroby nowotworowe. Choć WHO przecież alarmuje, iż do 2025 roku te wskaźniki będą przerażające. Polskie statystyki również potwierdzają, iż liczba chorób nowotworowych z każdym rokiem rośnie.
Absurdem jest fakt, iż ICNIRP jest wyznacznikiem dla naszego Ministerstwa Zdrowia. Wiceminister Zdrowia Waldemar Kraska pisał do senatorów, iż ta organizacja potwierdza, iż PEM jest zdrowe dla osób starszych i dzieci, więc zadałem pytanie na podstawie tego pisma, aby udostępnili mi rzeczone badania. Ministerstwo Zdrowia odpisało, iż ich nie zna. Nie zna ich dlatego, iż one nie istnieją. Nie można powiedzieć, iż ktoś jest specjalistą, skoro nim nie jest. To jest samozwańcza międzynarodowa komisja, a w rzeczywistości – zwyczajne niemieckie stowarzyszenie.
Jak się okazuje, w Polsce dla Ministra Zdrowia nie musi być żadnych badań, byleby się wypowiadali „naukowcy” i „lekarze”. Wyraźnie widać, iż oni sami choćby nie wiedzą, o czym piszą. Nie chcą choćby stawać do debaty z innymi naukowcami, którzy z kolei nie są do tego chętni, bo widzą nierzetelność badań ocenianych przez ICNIRP. Wskazywali na to np. dr Dariusz Leszczyński czy prof. Hardell.
Co wyrok włoskiego sądu oznacza dla Polek i Polaków? I dla naszych sądów?
Dla polskich sądów oznacza to, co adekwatnie już wiemy. W takich sprawach mogą się wypowiadać tylko biegli specjaliści określonych dziedzin, czyli tak jak tutaj– neurolog oraz onkolog. Pokazuje to, iż wszystkie twierdzenia Ministerstwa Zdrowia dotyczące omawianego związku narażenia na promieniowanie elektromagnetyczne z wystąpieniem nowotworów są nieprawdziwe, bo taki związek już potwierdzono. Uznaje to również prof. Alicja Bortkiewicz oraz metaanalizy. Wszyscy jednak w Warszawie udają, włącznie z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, iż problem nie istnieje. Wyobraźmy sobie, co będzie, o ile wydarzą się tragedie, a swoistych zabezpieczeń nie będzie. Co wtedy?
Stale sprzedaje się telefony, reklamuje się dostęp do rozmów bez ograniczeń, nie ostrzega się ludzi przed zagrożeniami.
A dzieci przecież bardzo dużo rozmawiają przez telefon. Ludzie są przekonani, iż jest to bezpieczne dla nich samych i dla ich rodzin, niezależnie od tego, czy mają go w ręce, czy przy głowie. Można powiedzieć, iż ten włoski wyrok budzi spory, bo mamy aktualnie różne konflikty. Wyrok włoskiego sądu jest jednak prawomocny i niezależny. Uważam, iż w jakiś sposób wpłynie on również na stanowisko polskich sądów.
Chcę zwrócić się do Ministra Zdrowia z pytaniem, na podstawie jakich czynników wyklucza wprowadzenie ostrzeżeń dotyczących korzystania z telefonu komórkowego i skierować uwagę na jeszcze jedną rzecz, czyli wpływ telefonów komórkowych na trzy części ciała: oczy, tarczycę oraz kręgosłup szyjny, nie mówiąc już o czwartej, czyli o gonadach. Zobaczymy, jaka będzie odpowiedź Ministerstwa, bo już teraz powinna być zachowana zasada prewencji. Powinno się nagłaśniać rzeczy, o których dziś rozmawiamy.
Istnieją badania niemieckich profesorów, którzy przebadali istoty szare mózgu dzieci i młodzieży uzależnionych od telefonu. Okazuje się, iż zmiany fizyczne zachodzące w ich mózgach są tożsame z tymi, które można zaobserwować u nałogowych narkomanów czy alkoholików. Tu jest cały problem – myślę, iż ten wyrok zostanie zrozumiany przez osoby, które są gotowe na pełne przyjęcie do świadomości jego treści, wraz z konsekwencjami. o ile ktoś nie będzie chciał go rozumieć, to będzie miał problem wtedy, kiedy ten problem go dotknie. Należy przekazywać informacje. Każdy je przeczyta, o ile ma na to ochotę. Zawsze jednak trzeba pamiętać, iż musi to być wypowiedź lekarza określonej dziedziny medycyny.
Czego my, jako obywatele, powinniśmy żądać dziś od polityków, domagać się od dziennikarzy i wymagać od siebie w temacie, o którym rozmawiamy?
Przede wszystkim powinniśmy zacząć od siebie. Do telefonu używajmy słuchawek, starajmy się używać światłowodów. o ile musimy używać wi-fi, to wyłączajmy je zawsze na noc. Starajmy się także jednak nie używać telefonu komórkowego podczas jazdy autem. Obojętnie, czy mamy zestawy głośnomówiące, czy słuchawki przewodowe.
Okazuje się, iż ¼ wypadków, również w Polsce, jest spowodowana przez rozmowę telefoniczną.
Potwierdzono to już w Stanach Zjednoczonych parę lat temu. Podczas takiej rozmowy zachowujemy się jak osoba pod wpływem alkoholu. Musimy więc przede wszystkim zrobić coś z samym sobą.
Dziennikarze uciekają od tematu, a my, obywatele, mamy duży problem ze zrozumieniem niektórych rzeczy. Ludzie z jednej strony walczą ze stacjami bazowymi, żeby nie mieć ich w pobliżu miejsca zamieszkania, a z drugiej strony, routery znajdujące się w ich mieszkaniach są aktywne chodzą im przez cały czas. Po tym, co dotknęło mnie w pracy, nie mógłbym tak funkcjonować.
Teraz jest mnóstwo ludzi, którzy dostrzegli, iż coś się dzieje. Są całe rodziny bez skutecznych układów odpornościowych. Czemu Ministerstwo Zdrowia milczy na ten temat? Czemu nikt nie mówi, iż wirus grypy, czy czegokolwiek (bo są różne teorie), przejmuje kontrolę nad system odpornościowym i go niszczy?
Od polityków i od dziennikarzy musimy domagać się rzetelnych informacji. Kiedy Ministerstwo Zdrowia zwiększyło stukrotnie normy promieniowania PEM z 7V/m do 61V/m, domagajmy się tego, żeby podali opinie lekarzy konkretnych specjalizacji. Pytajmy, kto dokonywał tej oceny. Na przykładzie tej sprawy włoskiej pytajmy: kto może wykluczyć, iż PEM nie wpływa na zachorowania na raka, czy na gonady?
Czy można dziś liczyć na polityków? Ten temat niedługo wypłynie na szersze wody. Tego się nie da utrzymać w ciszy, bo czasy będą coraz gorsze. W końcu ktoś się będzie zastanawiał, co się dzieje, dlaczego dzieci bez przerwy chorują. Kiedyś w ogóle nie było tego, co się dzieje dzisiaj.
Znam przypadki, kiedy rodzice się skarżą, iż całe rodziny mają słabą odporność, a przykładowo ojciec, który pracuje poza domem, nie odczuwa żadnych dolegliwości.
Dzisiaj większym zagrożeniem od telefonu i od stacji bazowych są routery wi-fi.
Zwracałem się do Ministerstwa z zapytaniem o ich bezpieczeństwo, niestety nie byli w stanie udzielić mi odpowiedzi, ponieważ nie mają dostępnych badań na ten temat.
Dziękuję za rozmowę.