Według NIK, nasz region, jeżeli chodzi o usługi opiekuńcze dla osób starszych w ich domach, znajduje się na szarym końcu kraju, Za nami są tylko województwa podlaskie i zachodniopomorskie. O rodzinach wielopokoleniowych adekwatnie już zapomnieliśmy, a opiekunki osób starszych są trudne do znalezienia, szczególnie na wsiach. Ceny za godzinę opieki rosną i będą rosły dalej, bo opiekunek nie przybywa.
– Ominęłam instytucje i prywatnie dogadałam się z kobietą z Ukrainy, iż będzie codziennie przychodzić na dwie godziny – opowiada pani Ilona z Opola. – Mogła jednak tylko wieczorami, bo rano pracowała. Dlatego rano przychodziła inna opiekunka, żeby zrobić toaletę leżącej teściowej.
– W instytucji za godzinę opieki w niedzielę płaciłabym 61 zł, w dni powszednie ponad 50 zł, a moje panie brały 40 zł – kontynuuje. – Rzadko były pełną godzinę, miały wprawę we wszystkim, więc bach, bach i już zmieniały pampersa. Nie patrzyłam na zegarek — ważne, iż ja nie musiałam tego robić.
Dramat zaczął się, gdy jedna opiekunka złamała rękę, a druga musiała wrócić na Ukrainę.
– Był ogromny problem ze znalezieniem zastępstwa. Gdy w końcu znalazłam, pani liczyła sobie 75 zł za godzinę, a w niedzielę 95 zł – opowiada pani Ilona. – Przed świętami wysłała mi SMS, iż w Wigilię bierze 120 zł za godzinę, a w pierwszy dzień świąt 150 zł. Tłumaczyła, iż to doraźna pomoc, więc stawka jest wyższa. Wtedy się wściekłam, bo ze wszystkim uwijała w 20 minut, a nie w godzinę, za którą płaciłam.
Pani Ilona podziękowała jej, życząc dobrych świąt. I sama zaczęła zmieniać teściowej pampersy.
– Robiłam to pierwszy raz – przyznaje. – Ani teściowa nie chciała, żebym to ja robiła, ani ja nie chciałam, ale jakoś poszło. Robiłam to aż do powrotu stałych opiekunek.
Kiedy następnym razem stałe opiekunki wypadły z obowiązków, pani Ilona nie szukała już prywatnie — poszła do instytucji.
– Teraz kosztuje nas to nie tylko całą emeryturę teściowej, ale ciągle dokładamy, bo ceny rosną – mówi. – Ale przynajmniej mam pewność, iż jeżeli któraś zachoruje, przyjdzie opiekunka na zastępstwo.
Opieka nad seniorami na Opolszczyźnie: Popyt duży, podaż słaba
Rynek działa bezlitośnie: zapotrzebowanie na usługi opiekuńcze rośnie, bo społeczeństwo się starzeje, a opiekunek jest stanowczo za mało.
Z danych NIK wynika, iż udział osób starszych w populacji wzrósł z 17 proc. w 2005 r. do ponad 26 proc. w 2024 r. Według prognoz, w 2060 r. seniorzy będą stanowić ponad 38 proc. mieszkańców kraju.
– Wraz z wiekiem rośnie zapotrzebowanie na pomoc – mówi Ada Zaorska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej (PSOD).
– Po 80. roku życia zależność od wsparcia innych znacząco wzrasta, a wśród osób powyżej 90 lat ogromna większość z nich potrzebuje pomocy. Opiekunek dramatycznie brakuje, a z każdym rokiem będą coraz bardziej potrzebne. Gminy mogą płacić sąsiadce, jeżeli będzie opiekować się seniorem. Tylko musi być sąsiadka, która chce i która jest na chodzie. A mentalność wsi jest trudna: jeżeli sąsiadka bierze pieniądze z „opieki”, to już nikt nie narąbie jej drewna za darmo – tłumaczy.
Ponadto zawód opiekunki jest niestabilny. Gdy podopieczny trafia do szpitala, opiekunka traci dochód. Gdy umiera — również. Przerwy między zleceniami są nieopłacane.
– Człowiek musi wiedzieć, ile dostanie na koniec miesiąca, a opiekunka tego nie wie – podkreśla Zaorska. – W Polsce nie płaci się też za przejazd od jednego podopiecznego do drugiego, choć czasem to dwie, trzy wsie. Wiele kobiet kończy kolejne kursy i szkolenia, ale nie idzie za tym żaden ekwiwalent finansowy. Mówię to z własnego doświadczenia, bo w zawodzie jestem od 30 lat. Nic się nie zmieniło, choć czasy się zmieniły. Trzy dekady temu były rodziny wielopokoleniowe, które opiekowały się starszymi. W ciągu jednego pokolenia sytuacja odwróciła się całkowicie. Kiedyś rzadko spotykało się osobę samotną, dziś to najczęstszy przypadek.
Opieka nad seniorami na Opolszczyźnie: Bon na usługę — ratunek czy plaster?
Przed nami widmo pustych wsi, których na Opolszczyźnie już nie brakuje. Mieszkają tam głównie osoby starsze, młodzi wyjechali.
– W Polsce są gminy, gdzie nie ma żadnych usług opiekuńczych – mówi Zaorska. – Nie dlatego, iż są niepotrzebne, ale dlatego, iż nie ma komu ich świadczyć. Gminne ośrodki pomocy często nie dostrzegają problemu. To tam najwcześniej trafi bon senioralny.
NIK ustaliła, iż w 280 gminach w Polsce nie świadczy się usług opiekuńczych w domach. Bon senioralny ma zapewnić opiekę osobom o dochodzie poniżej 3410 zł miesięcznie. Najpierw trafi do gmin wiejskich. Na IV kwartał 2026 r. przeznaczono 100 mln zł, na 2027 r. – 400 mln zł, a na 2028 r. – 500 mln zł.
Czy to wystarczy?
– Każda złotówka na osoby starsze jest dobra. W starzejącym się społeczeństwie to dar nieba – zaznacza Zaorska. – Ale to wciąż za mało. Samo uruchomienie bonu będzie wymagało przeszkolenia blisko 90 tys. opiekunów, a branża już dziś ma ogromny deficyt kadr.
Każda gmina ma ustawowy obowiązek zapewnienia usług opiekuńczych. Ale się do niego nie pali.
– jeżeli kierownik OPS mówi, iż nikt się nie zgłosił, to niech pojadą na wieś – stwierdza Zaorska. – To prawda, iż wiekowi ludzie bardzo rzadko proszą sami o pomoc. Wstydzą się, Najczęściej to lekarz albo policjant zgłasza potrzebę opieki. Sytuacje osób starszych nie są rozpoznawane.
Raport NIK wskazuje, iż brak systemowego monitorowania sprawia, iż OPS-y koncentrują się na seniorach już objętych pomocą. Nie identyfikują osób żyjących samotnie, które mogą niedługo wymagać wsparcia.
Zamieszanie w polityce
– Przyjęto zasadę, iż nie wydaje się wiz osobom spoza UE – mówi przewodnicząca PSOD. – A skoro brakuje polskich opiekunek, to kto ma je zastąpić? Tymczasem tzw. specustawa została wygaszona. Od czerwca ubiegłego roku zmieniła się ustawa dotycząca dopuszczania obcokrajowców do naszego rynku pracy, co spowodowało poważne problemy wizowe. W przypadku opiekunki trudno jest podać dokładny adres miejsca pracy, bo jeżeli przyjedzie za miesiąc, nie ma pewności, czy podopieczny będzie jeszcze żył.
Dlatego opiekunki wolą wskazywać adres firmy zatrudniającej, jako bardziej pewny.
– Potem konsul odmawia wydania wizy, bo wiele z tych firm deleguje opiekunki z Ukrainy czy Białorusi do innych państw UE – wyjaśnia przewodnicząca PSOD. – Argumentują, iż pobyt cudzoziemca budzi wątpliwości. A przecież choćby jeżeli firma deleguje opiekunkę dalej, to ona i tak odprowadza podatki w Polsce. Kobiety zabierają zarobione pieniądze i jadą na Ukrainę, żeby wspierać syna, synową, czasem męża walczącego na froncie. W innych krajach starej UE mają ten sam problem z brakiem opiekunek, więc chętnie przyjmą nasze ukraińskie pracownice. Już powstają ukraińskie firmy, które wysyłają swoje opiekunki do Niemiec.
– Często słyszę od nich: „Jak mój syn wróci jako inwalida, będę musiała mieć pieniądze na jego leczenie” – dodaje. – Te dzielne kobiety zabezpieczają byt rodzinie na wypadek, gdyby wydarzyło się coś najgorszego.
Tylko ile za chwilę będzie kosztowała godzina usług opiekuńczych w domach, jeżeli ukraińskie opiekunki opuszczą Polskę?
– Doprowadzimy do sytuacji, w której córki i synowe w wieku produkcyjnym będą rezygnować z pracy, żeby zająć się w domu starszym człowiekiem – mówi Ada Zaorska. – Wtedy utrzymanie całego gospodarstwa domowego spadnie na jedną osobę.
A przecież wiele opiekunek to kobiety od lat będące na emeryturze, często z poważnymi problemami zdrowotnymi, zwłaszcza z kręgosłupem. Jedna z opolskich opiekunek, która jeździła do Niemiec, ma 77 lat.
– W Lublinie najstarsza opiekunka, która również pracuje w Niemczech, ma 84 lata. Samochodem wozi podopiecznych do lekarza i na rehabilitację – uśmiecha się pani Ada. – Za każdym razem mówi, iż już nie pojedzie, ale po chwili znów dzwoni, iż jednak chce jechać.
Tak jak drzew, starych ludzi się nie przesadza
Powiat oleski był jednym z pierwszych w regionie, gdzie już na długo przed wejściem Polski do Unii Europejskiej zaczęto dostrzegać zjawisko pustych domów i samotnych seniorów. Migracje zarobkowe rozpoczęły się tu wcześniej niż w wielu innych częściach kraju. Stąd problem starzenia się w osamotnieniu pojawił się szybciej i bardziej gwałtownie. I unikatowa w tej gminie też jest kooperacja z sołtysami, bo to oni sygnalizują, gdzie jest źle.
– w tej chwili cały system pomocy społecznej przesuwa się w stronę usług dla seniorów, zajmujemy się nimi częściej niż osobami bezrobotnymi – podkreśla Aneta Włóczyk, kierowniczka oleskiego OPS.
Jej zdaniem poprawa jest widoczna. Ale na wsiach wciąż normą pozostają wizyty opiekunki dwa razy dziennie u osoby całkowicie niesamodzielnej.
– Dzieci wyjechały, ale obowiązek zorganizowania opieki dla rodziców przez cały czas spoczywa na nich – mówi Włóczyk. – Kiedy zgłaszają się do nas, musimy przeprowadzić wywiad alimentacyjny. To one są zobowiązane do zapewnienia opieki.
Opieka nad seniorami na Opolszczyźnie: Leżący poza systemem
OPS zajmuje się przede wszystkim seniorami, którzy nie mają dzieci – a takich osób, jak podkreśla kierowniczka, „wcale nie jest mało”.
Na lokalnym rynku działa też wiele prywatnych firm oraz spółdzielnia socjalna, a część kobiet świadczy usługi opiekuńcze indywidualnie.
– Jest lepiej niż było, bo pojawia się coraz więcej programów zapewniających usługi opiekuńcze – dodaje Włóczyk. – W Borkach Małych działa Rezydencja dla Seniorów, gdzie osoby starsze – także z niepełnosprawnościami – mogą spędzić osiem godzin dziennie.
To jednak rozwiązania dla seniorów „na chodzie”. Osoby leżące przez cały czas pozostają poza systemem.
– Mamy pod opieką panią leżącą, przy każdej wizycie proponujemy umieszczenie jej w DPS, ale nie wyraża zgody – mówi kierowniczka OPS. – Dopiero gdy ktoś nie jest w stanie podjąć racjonalnej decyzji, możemy wystąpić do sądu. W tym przypadku pani jest świadoma.
Opieka nad seniorami na Opolszczyźnie: DPS droższy niż opieka w domach
Choć dziś obowiązuje zasada, by pozostawiać seniorów w ich środowisku – „bo starych drzew się nie przesadza” – DPS-y przez cały czas są koniecznością. Miejsc jest więcej niż dekadę temu, gdy na przyjęcie czekało się ponad dwa lata.
Obecnie gmina Olesno jest w stanie zapewnić miejsce szybciej, niezależnie od lokalizacji.
– Nasza gmina ma 32 osoby umieszczone w DPS-ach. Podopieczny płaci 70 procent kosztów. Resztę dopłaca gmina, to około 1,5 mln zł rocznie – wylicza Włóczyk. – DPS są droższe dla gminy niż opieka w domach. Chcielibyśmy, aby seniorzy pozostawali w swoich domach, ale nie jesteśmy w stanie zapewnić wszystkim odpowiedniej opieki, Szczególnie tym, którzy wymagają ją przez całą dobę.
Usługi opiekuńcze kosztują 40 zł za godzinę, a gmina dopłaca wielu osobom, które nie są w stanie pokryć pełnej stawki.
I jak mówią pracownicy socjalni: uśmiechnięty senior jest w reklamach. W rzeczywistości u schorowanego człowieka uśmiech gaśnie szybko.
Doświadczenia innych mogą pomóc
– Niemcy postawili na całodobową opiekę domową. I tam przecież jeździ cała „armia” polskich opiekunek – mówi Ada Zaorska. – To jedna z naszych gałęzi eksportowych. Przy takiej opiece poczucie bezpieczeństwa osoby starszej wzrasta, bo ktoś jest z nią przez całą dobę.
Polska z tego doświadczenia raczej nie skorzysta, bo to bardzo kosztowna forma opieki.
– Jesteśmy ubożsi od niemieckiego społeczeństwa, więc całodobowa opieka jest u nas raczej nierealna – kontynuuje Zaorska. – W Anglii funkcjonuje interesujący system, który mógłby się przyjąć w Polsce. Tam opiekunowie pojawiają się u podopiecznego kilka razy dziennie, w krótkich odstępach czasu. Ten model mógłby u nas działać. Tymczasem w polskich samorządach, które mają podstawowy obowiązek zapewnienia opieki, opiekunka przychodzi na dwie godziny. A a co potem – nikt nie wie.
Potwierdza to najnowszy raport NIK: większość skontrolowanych gmin nie identyfikuje osób zagrożonych samotnością ani nie diagnozuje ich potrzeb. Seniorzy otrzymują pomoc dopiero wtedy, gdy sami o nią poproszą lub zostaną wskazani przez rodzinę czy inne instytucje.
Procent gmin wiejskich i miejsko-wiejskich w poszczególnych województwach nieoferujących seniorom usług w miejscu zamieszkania, wynikających z ustawy o pomocy społecznejFOT. Źródło: NIK
W praktyce wygląda to tak, iż opiekunka przyjeżdża dwa razy dziennie. Rano, żeby zmienić podopiecznemu pampersa, ubrać go, przygotować śniadanie i podać leki, trochę ogarnąć dom, a zimą rozpalić w piecu. Wieczorem wraca, by ponownie zmienić pampersa, podać jedzenie i leki.
– Oddajmy tym kobietom godność – dodaje pani Ada. – Prestiż zawodu opiekunki trzeba podnieść. Skoro udało się to w przypadku pielęgniarek i te dziewczyny wreszcie zarabiają godnie, to teraz czas na opiekunki. Od 30 lat, odkąd pracuję w tej branży, w naszej mentalności nic się nie zmieniło. Musimy mieć możliwość łatwego zatrudniania osób spoza UE, bo one chcą pracować, potrafią to robić i chcą zarobić.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania










