Ukraina testuje przenośny laser „Sunray” do strącania dronów

imagazine.pl 3 godzin temu

Używanie wielomilionowych pocisków z zaawansowanych systemów obrony przeciwlotniczej do zestrzeliwania dronów wartych kilkadziesiąt tysięcy dolarów to na dłuższą metę ogromne obciążenie dla wszystkich budżetu.

Ukraina doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego na froncie testowana jest nowa, eksperymentalna broń. Poznajcie „Sunray” – przenośny laser, który powstał w garażu byłego producenta telewizyjnego jako ułamek kosztów tradycyjnych systemów.

Wojna w Ukrainie to w dużej mierze konflikt bezzałogowców. Według szacunków wojskowych, na które powołują się analitycy, drony mogą odpowiadać choćby za 70% ofiar na froncie. Masowo produkowane maszyny (takie jak irańskie Shahedy, kosztujące około 35 tysięcy dolarów) wymuszają użycie drogich systemów obrony powietrznej. Choć baterie takie jak Patriot są absolutnie niezbędne do przechwytywania rakiet balistycznych, marnowanie ich efektorów na tanie drony tworzy problematyczną dysproporcję kosztową. Odpowiedzią na ten kryzys ma być broń energetyczna.

Laser z bagażnika pick-upa

Ukraińskie wojsko rozpoczęło testy nowego systemu laserowego o nazwie „Sunray” (Promień słońca). Jak informuje „The Atlantic”, broń nie przypomina wielkich instalacji znanych z amerykańskich niszczycieli. Urządzenie wielkością przypomina sklepowy teleskop obwieszony kamerami do śledzenia celów. Jest na tyle kompaktowe, iż bez problemu mieści się w bagażniku samochodu osobowego, a żołnierze testowali je, oddając „strzały” prosto z paki pick-upa.

Działanie lasera nie ma nic wspólnego z hollywoodzkimi efektami. Nie ma tu głośnego wystrzału ani widocznego, czerwonego (czy w jakimkolwiek innym kolorze) promienia. Zamiast tego, lecący kilkaset metrów dalej dron po prostu zaczyna płonąć – jakby uderzył w niego niewidzialny piorun – i spada na ziemię. Ogromną zaletą tego rozwiązania jest ułamkowy koszt pojedynczego strzału, ograniczający się w zasadzie do zużycia prądu.

Innowacje wymuszone przetrwaniem

Projekt „Sunray” dobitnie pokazuje, jak drastycznie różni się tempo prac badawczych w czasie pokoju i w warunkach wojennych. Za stworzeniem systemu stoi Pavlo Yelizarov – z zawodu producent telewizyjny, który po wybuchu wojny zaczął montować drony uderzeniowe we własnym garażu.

Opracowanie ukraińskiego lasera zajęło około dwóch lat i pochłonęło kilka milionów dolarów, a szacowana cena jednostkowa to zaledwie kilkaset tysięcy dolarów. Dla perspektywy: głośny brytyjski program laserowy DragonFire kosztował 316 milionów funtów, a amerykański system Helios pochłonął 150 milionów dolarów. Yelizarov, zapytany o tę różnicę w nakładach, podsumował to wprost: „Wiele amerykańskich firm kieruje się pieniędzmi. U nas w grę wchodzi inny czynnik: potrzeba przetrwania”.

Należy jednak zachować analityczny chłód. System znajduje się w tej chwili w fazie testów i nie wiadomo jeszcze, jak poradzi sobie w warunkach zmasowanego ataku roju dronów, ani jak wpłyną na niego złe warunki pogodowe (mgła, gęsty deszcz, dym), które naturalnie ograniczają skuteczność i zasięg każdej broni energetyczno-optycznej. Mimo to, Ukraińcy widzą w nim realną szansę na zbudowanie taniej w eksploatacji, krótkodystansowej zapory przed bezzałogowcami.

Punkty lojalnościowe na polu walki. Tak, Ukraina

Jeśli artykuł Ukraina testuje przenośny laser „Sunray” do strącania dronów nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału