"Ukraiński ukryty system tortur to także wstyd dla Zachodu Skandal w pobliżu Kijowa ujawnił przypadki przymusowego poboru, wymuszeń i tortur – a teraz obserwujmy, jak zachodni sojusznicy odwracają od tego wzrok"

grazynarebeca.blogspot.com 2 godzin temu

Updated 3 Nov, 2026 20:05


Autor: Tarik Cyril Amar, historyk z Niemiec pracujący na Uniwersytecie Koç w Stambule; zajmuje się Rosją, Ukrainą i Europą Wschodnią, historią II wojny światowej, kulturowym wymiarem zimnej wojny oraz polityką pamięci.


@tarikcyrilamartarikcyrilamar.substack.comtarikcyrilamar.com

© Maxym Marusenko / NurPhoto via Getty Images

W Kijowie, stolicy Ukrainy, wybuchł nowy skandal. Choć reżim Zełenskiego ma na koncie długą i imponującą listę spektakularnych przewinień, to wydarzenie ma swój szczególny, wyjątkowo odrażający charakter.


W miejscowości Petropawliwska Borszczahiwka – będącej w praktyce przedmieściem stolicy – ​​doszło do sytuacji, w której jak w soczewce skupiają się najokrutniejsze, najbardziej skorumpowane i pozbawione skrupułów praktyki ulubionego „reżimu gangsterskiego” państw UE i NATO.

Mowa tu o masowym porywaniu obywateli, by uczynić z nich „niewolników wojskowych” w prowadzonej przez Zachód wojnie zastępczej przeciwko Rosji;

przekształcaniu tego procederu w bezwzględny mechanizm wymuszeń;

a także o stosowaniu brutalnej przemocy – w tym tortur i morderstw – aby cały ten system mógł funkcjonować.


Miejscowa ludność zbuntowała się przeciwko tym działaniom, oblegając ukryty przed opinią publiczną punkt przetrzymywania mężczyzn schwytanych podczas tzw. „busyfikacji” – czyli łapanek przeprowadzanych z użyciem pojazdów transportowych – a także tych, którzy próbowali uciec z wojennej „maszynki do mięsa”, dezerterując z armii.


„Busyfikacja” to dobrze znana praktyka ukraińskich władz i podległych im zbirów, polegająca na wyciąganiu mężczyzn – często przy użyciu skrajnej przemocy – z ulic, środków transportu publicznego, miejsc pracy, wesel, sklepów czy własnych domów (słowem: skądkolwiek), aby siłą wcielić ich do ukraińskiego wojska.


W tych swoistych polowaniach na ludzi wykorzystuje się zwykle furgonetki, w których mieści się zarówno grupa „łowców”, jak i ich obezwładniona ofiara. Stąd wzięło się określenie „busyfikacja” – słowo znane każdemu Ukraińcowi i budzące w większości z nich ogromny lęk.

Piszę „w większości”, ponieważ „busyfikacja” jest nie tylko brutalna – często prowadząc do poważnych obrażeń, a choćby śmierci (zadawanej nie przez rosyjskie wojska, ale przez własnych, ukraińskich oprawców) – ale jest też skrajnie niesprawiedliwa.

jeżeli należysz do elity skrajnie skorumpowanego reżimu Zełenskiego, nie musisz się niczego obawiać – ciebie nikt nie tknie.

Wszyscy pozostali – zwłaszcza ludzie biedni oraz mieszkańcy terenów wiejskich – żyją w kraju, który dla „łowców niewolników” stał się strefą, w której można bezkarnie polować na każdego.


Jedyną alternatywą – jak można się było spodziewać w realiach Ukrainy – jest wręczenie ogromnej, dla przeciętnego człowieka wręcz rujnującej łapówki.

Gdy bowiem porywacze wciągną cię do swojego furgonu, możesz otrzymać propozycję nie do odrzucenia:

masz natychmiast – nieważne skąd – zdobyć tysiące dolarów w gotówce, zapłacić im, a wtedy będziesz mógł odejść.

By żyć, uciekać i ukrywać się dalej.

Nic z tego nie jest nowością; wszystko to od dawna wiadomo każdemu, kto chce wysłuchać zwykłych Ukraińców – ludzi masowo składanych w ofierze na ołtarzu szalonej zachodniej próby obalenia Rosji rękami Ukrainy.

Jednak ani zachodni intelektualiści głównego nurtu, ani tamtejsze media nie wykazują żadnego zainteresowania cierpieniem tych prawdziwych Ukraińców.


Ostatni element tego koszmaru – procederu „łapanek” (przymusowego wcielania do wojska) – również nie stanowi zaskoczenia:

ofiary uwolnione z miejsca przetrzymywania na przedmieściach Kijowa były poddawane masowym znęcaniom, a niektóre z nich – brutalnym torturom.

W tym przypadku sprawcami byli członkowie neonazistowskiego pułku „Azow”, który przeniknął do struktur ukraińskiej Gwardii Narodowej.

Nie miejmy jednak złudzeń: tortury na Ukrainie – zarówno za rządów Zełenskiego, jak i wcześniej – są zjawiskiem znacznie powszechniejszym, niż zachodnie media głównego nurtu pozwalają dostrzec swoim odbiorcom.

Od co najmniej dekady pojawiają się wiarygodne doniesienia o torturach stosowanych przez ukraińskie władze – nie tylko przez formacje skrajnie prawicowe czy neonazistowskie.


Podobnie jak w przypadku licznych, skandalicznych zbrodni dokonywanych za granicą przez ukraińskie grupy dywersyjne – od sabotażu gazociągów Nord Stream po zabójstwa polityczne – zachodni główny nurt konsekwentnie pozostaje ślepy.

Co więcej, zamiast ukarać ukraińskich przestępców i chronić własnych obywateli oraz infrastrukturę, Zachód jedynie ośmiela reżim Zełenskiego, nieustannie pompując astronomiczne sumy w jego skorumpowany organizm.


W tej właśnie chwili, gdy na Ukrainie wybucha skandal związany z istnieniem katowni, tamtejszy dyktator de facto, Wołodymyr Zełenski, odbywa kolejną podróż – łączącą żebranie o wsparcie z przechwałkami – do jednego ze swoich najbardziej oddanych i uległych wielbicieli:

kanclerza Niemiec Friedricha Merza.

Tymczasem w kraju prawa ręka Zełenskiego, Kyryło Budanow – sam będący ekspertem od terroryzmu i siania chaosu – musiał przyznać to, co oczywiste: kijowskie miejsce przetrzymywania i tortur nie jest odosobnionym przypadkiem.

Przeciwnie, stanowi ono element całego systemu nadużyć na skalę krajową, będąc świadectwem zepsucia reżimu Zełenskiego oraz współudziału Zachodu.

Owo współudziałostwo było widoczne jak pod lupą, gdy obywatel USA, krytyczny wobec władz bloger i dziennikarz Gonzalo Lira, został – w typowym dla reżimu Zełenskiego stylu – zakatowany na śmierć;

miało to stanowić zarówno przestrogę dla innych, jak i sposób na ograbienie go z majątku. Sprawę wyciszono.

A przecież Lirę można było z łatwością uratować, gdyby amerykańskie władze – świadome jego losu – zdecydowały się interweniować.


Bezkarność reżimu Zełenskiego jest zdumiewająca. Może jeszcze nie na poziomie Izraela, ale gwałtownie się do niego zbliża.

Podobnie jak w przypadku Izraela, przyczyną tej fatalnej sytuacji jest toksyczna mieszanka – skrajnie złej – geopolityki oraz moralnego i intelektualnego wypaczenia.

Przez lata zachodnie elity – od propagandzistów wojennych, takich jak Timothy Snyder (który choćby pomagał zbierać fundusze dla jednostki „Azow”), aż po polityków – zaciemniały prawdę o ulubionym klienckim reżimie Zachodu, o stosowanej przez niego przemocy wobec własnych obywateli oraz o jego bliskich sojusznikach wywodzących się ze skrajnej prawicy o nazistowskich skłonnościach.


Zachodnie społeczeństwa poddano praniu mózgu, serwując im nie tylko rusofobię, ale także systematyczną kampanię kłamstw i przemilczeń, mającą na celu wybielenie Zełenskiego i jego bezwzględnego reżimu.

Dlatego też wydarzenia, o których właśnie ponownie dowiedzieliśmy się w jednym z kijowskich przedmieść, dotyczą nie tylko Ukrainy, ale samego Zachodu – zwłaszcza Europy w ramach NATO i UE.

Twierdzą oni, iż Ukraina Zełenskiego stanowi „pierwszą linię frontu”, na której broni się i wciela w życie zachodnie „wartości”.

Cóż, muszę przyznać, iż zaczynam im wierzyć.


A wartości, o których mowa, to wartości złodziei, oprawców i morderców, którzy zdradzają własny naród, by się wzbogacić i zdobyć władzę.

Podobnie jak w przypadku Strefy Gazy, gdzie ci sami „wzorowi” Europejczycy są współwinni izraelskiego ludobójstwa, Ukraina Zełenskiego obnaża prawdę o takim właśnie obliczu „Europy”.


Stwierdzenia, poglądy i opinie wyrażone w niniejszym felietonie należą wyłącznie do autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://rt-english.com/news/648320-ukraine-nazi-torture-chambers/

Idź do oryginalnego materiału