Wątróbski: Myszyniec – tam, gdzie czas nie biegnie prosto…

goniec.net 6 godzin temu

Do Myszyńca nie prowadzi jedna droga. Prowadzą do niego ścieżki pamięci, wydeptane przez pokolenia Kurpiów, przez sosnowe bory, w których cisza ma swoją wagę, a ziemia – swój głos. Tu czas nie biegnie prostą linią. Raczej krąży, zatacza kręgi, wraca w świętach, procesjach i opowieściach przekazywanych szeptem przy kuchennym stole. Myszyniec – nazywany stolicą Kurpi – nie jest miastem w klasycznym sensie. Jest bardziej stanem ducha. Miejscem, gdzie historia nie została zamknięta w muzealnych gablotach, ale wciąż oddycha – w stroju ludowym, w zapachu wosku i żywicy, w dźwięku organów, które unoszą się nad miastem jak modlitwa. Tu wszystko zaczęło się od misji. Od kaplicy postawionej na skraju puszczy, gdy granica świata katolickiego stykała się z protestanckimi Prusami. Jezuici przybyli, by strzec wiary ludu puszczańskiego, ale gwałtownie stali się częścią tej ziemi. Z czasem Misja Myszyniecka stała się osadą, osada – miastem, a miasto – symbolem. Kurpie zawsze byli inni. Wolni, uparci, gotowi chwycić za broń, gdy trzeba było bronić swojego. W pamięci tej ziemi wciąż pobrzmiewa legenda Stacha Konwy, który poprowadził Kurpiów przeciw Szwedom. Myszyniec płonął, podnosił się, tracił prawa miejskie i odzyskiwał je po ponad stu latach. Ale nigdy nie utracił siebie. Pomiędzy historią a legendą, pomiędzy źródłem a pieśnią, stoi on – Stach Konwa. A raczej: stoi i znika zarazem. Bo im dłużej wpatrujemy się w jego postać, tym wyraźniej widać, iż Konwa jest bardziej opowieścią niż człowiekiem z metryką, bardziej znakiem niż datą w kalendarzu dziejów. Kurpie od zawsze wiedzieli, iż w puszczy nie wszystko musi mieć akt urodzenia. Wystarczy pamięć, szeptana przy ognisku, podtrzymywana w pieśniach i gawędach. Puszcza Zielona była przestrzenią wolności – i takiego bohatera potrzebowała. Stach Konwa idealnie wpisał się w ten krajobraz: strzelec wyborowy, przywódca z ludu, człowiek, który nie pytał o pozwolenie historii, tylko brał ją w swoje ręce.

Historycy bezradnie rozkładają dłonie: nie znamy daty jego urodzin, nie mamy pewności, czy nazwisko było prawdziwe, czy przybrane dla ochrony rodziny. Ale Kurpie nie potrzebują przypisów. Dla nich Konwa walczył, strzelał, prowadził oddziały przeciw Sasom i Moskalom, a gdy przyszło – zginął jak trzeba. I to wystarczy. Zresztą, czy nie jest tak, iż każda wspólnota potrzebuje bohatera nie do końca sprawdzonego? Takiego, który bardziej należy do wyobraźni niż do archiwum? W XIX wieku, gdy Polska była rozdarta między zaborców, Konwa stał się figurą „ku pokrzepieniu serc”. Pisarze dopowiadali mu życiorys, dodawali rysy charakteru, obdarzali mądrością, pobożnością i samotnością. Z chłopa zrobił się symbol – wolnego Kurpia, który nie kłania się władzy i nie zapomina, kim jest. Legenda rosła razem z potrzebą. W pieśniach Konwa „bije tęgo” i „strzela lepsiej”, w opowiadaniach jest sprawiedliwy i nieprzejednany wobec najeźdźcy, w poematach – niemal mityczny. A przecież w tle cały czas majaczy cień szubienicy, Rycerskiego Kierza, zdrady i klęski. Bohater Kurpiów nie zwyciężył. I może właśnie dlatego zwyciężył naprawdę – w pamięci. Pomniki, niszczone i stawiane na nowo, mówią o nim więcej niż jakikolwiek dokument. Kapliczki w lesie, kamień w Myszyńcu, posąg w Łomży z pięścią wymierzoną na wschód – to nie tylko hołd dla Konwy. To deklaracja trwania. Za każdym razem, gdy monument upadał, wracał. Jak legenda, której nie da się dobić. Stach Konwa jest więc pytaniem, nie odpowiedzią. Czy był dokładnie taki, jak chcieli tego pisarze? prawdopodobnie nie. Czy istniał naprawdę? Najpewniej tak. Ale najważniejsze, iż istnieje przez cały czas – w opowieści o Kurpiach, którzy zawsze byli po swojemu wolni. A w świecie, który coraz bardziej domaga się twardych dowodów i jednoznacznych biografii, Konwa przypomina, iż czasem prawda rodzi się nie w archiwum, ale w zbiorowej wyobraźni. I może właśnie dlatego wciąż do niego wracamy. Bo Stach Konwa nie jest tylko bohaterem z XVIII wieku. Jest lustrem, w którym Kurpie – i nie tylko oni – oglądają własne marzenie o niezależności.

Bazylika – kamień, który modli się razem z ludźmi

Nad Myszyńcem góruje świątynia. Nie tylko jako budowla, ale jako znak. Bazylika Trójcy Przenajświętszej nie jest jedynie kościołem – jest opowieścią zapisaną w cegle, drewnie i świetle. Jej budowę rozpoczęto na początku XX wieku, w czasie niepewnym, naznaczonym wojnami i biedą. Zaprojektowana przez Adolfa Schimmelpfenniga, miała być neogotycką odpowiedzią Kurpiów na przemijanie. Wysoka, strzelista, jakby chciała powiedzieć, iż choćby na skraju puszczy można wznieść coś trwałego. Wnętrze bazyliki jest dialogiem: między sacrum a codziennością, między Kościołem powszechnym a lokalną tradycją. Gotyckie formy spotykają się tu z kurpiowską wycinanką, a stara monstrancja – z pamięcią rąk, które ją przez wieki podnosiły. Posadzka pamięta kroki tych, którzy przychodzili tu chrzcić dzieci, żegnać zmarłych, prosić o deszcz i dziękować za plony. Tu wiara nie jest abstrakcją. Jest ubrana po kurpiowsku. W procesjach idą kobiety w pasiastych spódnicach, mężczyźni w białych sukmanach. Obrazy świętych niosą ludzie, którzy wiedzą, iż tradycja nie jest ciężarem – jest zobowiązaniem. Palma, która wyrasta z ziemi

W Myszyńcu Niedziela Palmowa nie jest tylko datą w kalendarzu. Jest momentem, gdy miasto staje się jednym organizmem. Z domów wychodzą ludzie, niosąc palmy – wysokie, kolorowe, misternie wykonane z bibułkowych kwiatów i roślinnych gałązek. Każda z nich jest osobną historią, zapisem cierpliwości i dumy. Konkurs kurpiowskich palm wielkanocnych to coś więcej niż rywalizacja. To rytuał. Palma ma sięgać nieba, bo im wyższa, tym większa nadzieja na zdrowie i szczęście. W procesji palmy kołyszą się nad głowami wiernych niczym las – symbol odradzającego się życia. Po nabożeństwie w bazylice palmy trafiają do dzwonnicy, gdzie można je oglądać jak dzieła sztuki. Ale prawdziwa ich wartość nie leży w nagrodach. Leży w tym, iż co roku ktoś młody uczy się robić swoją pierwszą palmę, powtarzając gesty babci i matki. W ten sposób tradycja nie umiera – zmienia tylko dłonie.

Myszyniec – miejsce trwania

Myszyniec pamięta wojny, pożary i wysiedlenia. Pamięta żołnierzy poległych w 1920 roku i tych, którzy zginęli we wrześniu 1939. Ale nie żyje wyłącznie przeszłością. Żyje rytmem świąt, pieśni i spotkań. Regionalne centrum kultury, procesje wpisane na listę dziedzictwa niematerialnego, codzienna obecność tradycji – to wszystko sprawia, iż miasto trwa. Nie zatrzymało się w czasie. Po prostu idzie własnym tempem. I może właśnie dlatego, gdy wyjeżdża się z Myszyńca, ma się wrażenie, iż coś zostaje w środku – jak echo dzwonów, jak zapach puszczy po deszczu. Bo są miejsca, które się zwiedza, i są takie, które się nosi w sobie. Myszyniec należy do tych drugich. Miłość bez granic, czyli noc, w której Kurpie spotkały Japonię… W Myszyńcu, w starej dzwonnicy, przy świetle świec, cisza miała imię. A adekwatnie dwa: Zenon i miłość. Noc Poezji poświęcona Bratu Zeno nie była akademią ku czci ani kolejną rocznicową celebrą. Była spotkaniem – z człowiekiem, z jego drogą i z pytaniem, czy dziś jeszcze potrafimy żyć tak bezinteresownie. Zenon Żebrowski urodził się na kurpiowskiej ziemi, w Surowem, w świecie prostym, twardym i wymagającym. Kurpie nie uczą wielkich słów – uczą wytrwałości. Może dlatego później, już jako franciszkanin, potrafił przejść pół świata i nie zgubić po drodze ani wrażliwości, ani pokory. W Japonii stał się kimś więcej niż misjonarzem. Stał się znakiem. Brat Zeno nie głosił kazań z ambony. On głosił Ewangelię rękami: budując sierocińce, „Miasta Mrówek”, przytulając dzieci osierocone przez wojnę i atomową apokalipsę Nagasaki. Gdy język nie nadążał, zostawał czyn. Gdy brakowało pojęć – rodziła się nowa praktyka. Japończycy nie mieli wówczas słowa na wolontariat. On po prostu był. Nie sposób mówić o nim bez wspomnienia o człowieku, który otworzył mu drogę do Japonii – Maksymilian Kolbe. Dwóch zakonników, dwa różne temperamenty, a jedna intuicja: iż miłość musi być konkretna. Że nie wystarczy wierzyć – trzeba działać. Kolbe oddał życie w Auschwitz. Żebrowski oddał je powoli, dzień po dniu, wśród bezdomnych, chorych, zapomnianych. Japończycy nazywali go Bratem Zeno, Czerwonobrodym, Świętym Mikołajem w czarnym habicie. Cesarz Hirohito kłaniał się przed nim. A on? Pozostał sobą – zakonnikiem z Kurpiów, który wierzył, iż „każde dziecko jest piękne”, a ludzie, bez względu na rasę i kulturę, „składają się z tych samych pierwiastków”. W ostatnich latach życia, już przykuty do szpitalnego łóżka w Tokio, odwiedził go Jan Paweł II. Symboliczne spotkanie dwóch światów, dwóch biografii, jednej wiary. Potem przyszła śmierć – cicha, bez fanfar. Ale historia Brata Zeno nie umarła. Wróciła do Myszyńca. W wierszach, w pieśniach, w skupieniu słuchaczy zgromadzonych w dzwonnicy. W słowach organizatorów, którzy mówili o „autentycznym świadku bezinteresownej miłości”. I w pytaniu, które zawisło między świecami: czy dziś, w świecie nadmiaru słów i deficytu sensu, potrafilibyśmy pójść jego śladem? Myszyńcu przypomniała, iż z małej kurpiowskiej wsi można dojść bardzo daleko – choćby na drugi koniec świata. I iż największe mosty między kulturami buduje się nie z idei, ale z serca.

Leszek Wątróbski

1 z 7
Boże Ciało w Myszyńcu
Nad Myszyńcem góruje Bazylika Trójcy Przenajświętszej ...
Ołtarz główny myszynieckiej bazyliki
Ks. Władysław Skierkowski (1886–1941) – etnograf i folklorysta, jeden z najważniejszych badaczy i dokumentalistów kultury Kurpiów. Zasłynął z zapisywania i publikowania kurpiowskich pieśni ludowych, obrzędów i zwyczajów. Zamordowany przez Niemców w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Rok 2026 ogłoszono Rokiem ks. Władysława Skierkowskiego z okazji 140. rocznicy jego urodzin
Mural poświęcony żołnierzom AK w centrum Myszyńca
Pomnik br. Zenona Żebrowskiego z dwoma dziewczynkami - małą Japonką i Kurpianką
Figury muzykantów kurpiowskich w centrum Myszyńca

01. Boże Ciało w Myszyńcu 02. Nad Myszyńcem góruje Bazylika Trójcy Przenajświętszej … 02a. Ołtarz główny myszynieckiej bazyliki 03. Ks. Władysław Skierkowski (1886–1941) – etnograf i folklorysta, jeden z najważniejszych badaczy i dokumentalistów kultury Kurpiów. Zasłynął z zapisywania i publikowania kurpiowskich pieśni ludowych, obrzędów i zwyczajów. Zamordowany przez Niemców w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Rok 2026 ogłoszono Rokiem ks. Władysława Skierkowskiego z okazji 140. rocznicy jego urodzin 04. Mural poświęcony żołnierzom AK w centrum Myszyńca 05. Pomnik br. Zenona Żebrowskiego z dwoma dziewczynkami – małą Japonką i Kurpianką 06. Figury muzykantów kurpiowskich w centrum Myszyńca

Idź do oryginalnego materiału