Wielkopolanin, kpt. Daniel Ambroziński w Afganistanie. Zginął na pierwszej linii

zwielkopolski24.pl 2 godzin temu

Stowarzyszanie Rodzin Żołnierzy Poległych "Pamięć i Przyszłość" wystosowało list otwarty do Prezydenta USA oraz petycję do Prezydenta RP i MSZ.

"Jesteśmy oburzeni słowami Prezydenta USA, które uderzają w rodziny poległych polskich żołnierzy. Publikujemy list otwarty i domagamy się prawdy. Nasi bliscy nie stali „z dala od frontu”. Oni ten front tworzyli ramię w ramię z Amerykanami. Prosimy o udostępnianie" - niech świat usłyszy głos rodzin.

Przypominamy tekst o kpt. Danielu Ambrozińskim z Jarocina, który służył na misji w Afganistanie i zapłacił najwyższą cenę bycia na pierwszej linii. Zginął 10 sierpnia 2009 roku.

Najlepsi odchodzą pierwsi...

Afganistan był drugą misją Daniela. Kontakt z żoną i córką: kilkanaście minut dziennie, przez telefon. Nie zawsze się udawało. Do macierzystej bazy miał wracać w piątek. W niedzielę zdołał jeszcze skontaktować się z rodziną. Mówił, iż bardzo tęskni... Zginął

W polskiej armii, u progu profesjonalizacji, kapitan Daniel Ambrozińskibył wyjątkiem. Świetnie wykształcony - ukończył Wyższą Szkołę Oficerską,warszawską Akademię Obrony Narodowej i Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Właśnie robił podyplomówkę na Politechnice Poznańskiej… Doskonale przygotowany do służby - w USA ukończył kurs dla Rangersów. Skoczek spadochronowy, znał trzy języki.

- Kariera była przed nim - mówi kolega z 1 Batalionu 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Leźnicy Wielkiej. - Utalentowany facet, mógł się zrealizować wszędzie. Wybrał wojsko.

Amerykanie pod wrażeniem

Ambroziński armią był pochłonięty. Choć wojskowych tradycji nie wyniósł z domu, to choćby pasje wiązał z zawodem. Interesował się historią wojskowości, szczególnie orężem rosyjskim. Urodził się w Skierniewicach. Do Jarocina trafił w 2003 roku, stąd pochodzi jego żona Natalia. Poznali się jeszcze na studiach we Wrocławiu. Widywali się rzadko. Czasami raz na miesiąc. Jak podkreślają bliscy, od początku był wspaniałym człowiekiem i wszystkie trudy wynagradzał im ciepłem i osobowością. Jak większość wojskowych rodzin prowadzili "weekendowe" życie. Daniel mnóstwo czasu spędzał w pracy. Wciąż się doszkalał, kończył kolejne kursy. Ten najbardziej prestiżowy w 2005 roku - dla Rangersów (elitarna jednostka specjalna wojsk lądowych Stanów Zjednoczonych) w fort Benning w USA.

- Samo dostanie się na to szkolenie jest wielkim zaszczytem i sukcesem jednocześnie - opowiada oficer, również uczestnik Mountain Summer Trainning Course w Andermacht w Szwajcarii. - To jest kurs tylkodla ludzi o silnej psychice i doskonale przygotowanych fizycznie, poza tym trzeba znać język. Liczby mówią same za siebie - szkolenie kończy co 3 żołnierz.

W macierzystej jednostce Ambrozińskiego, w Leźnicy Wielkiej, udało się to tylko jeszcze jednemu wojskowemu.

- Byliśmy ponad 60 dni w terenie, w górach, w lesie, w naprawdę ekstremalnych warunkach, każdy nosił ponad 30 kg ekwipunku - mówi uczestnik kursu, oficer I batalionu Kawalerii Powietrznej. - Amerykanie byli pod wrażeniem postawy Daniela. Sam zgłaszał się po dodatkowe oprzyrządowanie i jeszcze potrafił pomóc innym.

Fantastyczny kolega

W styczniu 2006 roku Ambroziński dostał powołanie do Iraku. Sam podkreślał, iż wyjazd był dla niego wypełnieniem rozkazu, obowiązku.

- Ta misja była dla niego przede wszystkim nowym doświadczeniem, ale też możliwością, by rozwijać własne umiejętności i sprawdzić się w sytuacji bojowej - opowiada kolega Daniela Ambrozińskiego.

Ponad 6 miesięcy służył w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Składzie Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych.

- Fantastyczny facet - wspomina go jeden z przełożonych (wojsko nie zgadza się na podanie nazwiska). - Można było na niego liczyć, nie tylko na służbie, ale również poza nią. Razem się wspinaliśmy. Każdy, kto ma do czynienia z tym sportem, wie ile tutaj znaczy zaufanie.

W 2007 roku Daniel został ojcem. Marysia stała się miłością jego życia. Dlatego wyjazd na kolejną misję był o wiele trudniejszą decyzją. Mimo zagrożenia i ciężkiej sytuacji, w kwietniu Ambroziński wylądował w Afganistanie. Z rodziną miał kontakt prawie codziennie, o ile było to możliwe. Do wykorzystania 4 minuty na komórkę i 10 na stacjonarny. Internet nie miał zasięgu. Od początku był w bazie Vulcan. Pełnił funkcję specjalisty z Zespołu Doradczo-Łącznikowego OMLT. Do fatalnego rejonu Adżristan został przeniesiony tymczasowo, na dwa tygodnie.

Zaatakowani na patrolu

Do Vulcan miał wracać w piątek (7 sierpnia 2009 roku - przyp. red.), ale w związku z napiętą sytuacją, musiał pozostać dłużej. W niedzielę udało mu się dodzwonić do domu. Mówił, iż bardzo tęskni. W poniedziałek rano kpt. Ambroziński uczestniczył w patrolu, jakie polskie wojsko wykonuje wspólnie z Afgańczykami w ramach akcji „Over the top". W górskim terenie oddział został zaatakowany przez Talibów. Broniący się żołnierze rozproszyli się.

- Do Daniela dotarł sygnał z sąsiedniej sekcji, iż na ich budynku jest snajper, który uniemożliwia im prowadzenie ognia oraz zasypuje ich gradem pocisków - powiedział w telewizji TVN24major Artur Sarzyński, dowódca grupy rozpoznawczej w Afganistanie. - Daniel wychylił się, przymierzył i strącił sk…a. Powtarzam, zabił go. Z 30 metrów. Następnie wychylił się jeszcze raz i wtedy z innego kierunku dostał strzał. Śmiertelny.

Inni żołnierze zostali ranni. Kiedy reanimacja Ambrozińskiego się nie powiodła, dowódca zdecydował o wycofaniu się całego oddziału. Dlatego, początkowo, oficera uznano za zaginionego.

- Akcja poszukiwawcza prowadzona przez polskich, afgańskich i amerykańskich żołnierzyzakończyła się odnalezieniem kpt. Daniela Ambrozińskiego. Niestety zaginiony oficer poniósł śmierć w wyniku ran postrzałowych powstałych podczaskontaktu ogniowego w dniu poprzednim - poinformował we wtorek ppłk Dariusz Kacperczyk, rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych.

Kochający twardziel

Na miejscu, zmarłego żołnierza pożegnali jego koledzy, a także żołnierze amerykańscy i Afgańczycy służący w bazie w Ghazni.

- Najlepsi odchodzą pierwsi... - mówił podczas uroczystości gen. Rajmund Andrzejczak, DowódcaPolskich Sił Zadaniowych "White Eagle".

Te słowa potwierdza kolega z jednostki Daniela:

- Potrafił jak niewielu żołnierzy rozgraniczyć pracę i dom. Był twardy, ale bardzo kochał swoją rodzinę. W jednostce nie znaliśmygo z łagodnej, wrażliwej strony - był nieugięty.

Ambrozińskiego uhonorowano pośmiertnie medalem Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa.

- Nikt, kto go znał, nie wiedział, jak jego praca może wpływać na życie, na życie rodziny. Przecież, kiedy zaczynał służbę nie było wojen w Iraku i Afganistanie... Służba wydawała się normalną pracą - próbuje sobie wytłumaczyć kolega Daniela z cywila. - Teraz wiem, iż ten zawód był częścią jego natury, on nie byłby w stanie z tego zrezygnować...

Tekst ukazał się się pierwotnie w Gazecie Jarocińskiej - nr 34 (984) z 21 sierpnia 2009.

Nigdy się na Danielu nie zawiedli - mówią koledzy kpt. Daniela Ambrozińskiego z Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, którzy służyli z zabitym na misji oficerem.

kpt. Arkadiusz Żuchowski

Daniel zawsze będzie mi się kojarzył z facetem, który był profesjonalistąi pasjonatem. Znał się na pracy. Był zwiadowcą z krwi i kości. (...) Zawsze wyznaczył sobie cel, do którego konsekwentnie dążył. To pewnie cecha każdego sportowca, bo taki był Daniel. Uczestniczył w wielu maratonach i biegach. Nie odpuścił sobie choćby wtedy, gdy byliśmy w Iraku. Kilka tygodni temu pobiegł w półmaratonie w Ghazni. Jego pasją byłateż wspinaczka. (...) Wszystkim nam go brakuje. Chociaż był ode mnie 5 lat młodszy, to wiem, iż niejednej rzeczy jako żołnierz mógłbym się odniego nauczyć.

kpt. Tomasz Pierzak

Braliśmy z "Ambrozem" udział w kilku ćwiczeniach przed wyjazdem namisję. On naprawdę był dobrym żołnierzem. Profesjonalista - to jedyne słowo, jakie mi się teraz nasuwa. Jego drugą pasją, poza wojskiem, była wspinaczka. Zarażał tym ludzi. Często na ściance wymienialiśmy się uwagami. Czasem on mi coś podpowiedział, czasem ja jemu. Ambroz był świetnym kumplem. (...) Tutaj w Afganistanie śmieję się, iż był takim mentorem mentorów. Oprócz tego, iż w ramach swoich obowiązków doradzał w OMLT, to także często podsuwał nam różne rozwiązania i pomysły. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych. Daniel byt żołnierzem, do którego wszyscy mieli zaufanie. Każdy wiedział, iż dwa razy nie trzeba mu stawiać zadań, ani też martwić się, czy dobrze je wykona. Do wszystkiego w swoim życiu podchodził profesjonalnie.

ppłk Stanisław Kaczyński - dowódca Zespołu Doradczo-Szkoleniowego

Był to wzorowy i odpowiedzialny żołnierz. (...) Żołnierze chętnie z nim szli na zadania. Wszyscy mogli liczyć na jego wsparcie. Swoją postawąbardzo często motywował swoich kolegów. Był żołnierzem, który nie bał się trudnych zadań, jakie m.in ma na co dzień do wykonania OMLT. Jego śmierć jest dla nas szokiem. Był jednym z filarów naszego zespołu.(...) Ani ja, ani moi żołnierze nigdy się na Danielu nie zawiedli.

Mjr Daniel Różański

Daniel po drodze służbowej najpierw był dla mnie żołnierzem, później przyjacielem. Tego na pewno nie zapomnę. Jest dalej blisko mnie. Mówię iż JEST, bo wciąż trudno mi się pogodzić z tym faktem, iż go już nie ma.

Tysiące żegnały oficera w Jarocinie

Kpt. Daniela Ambrozińskiego pochowano z wojskowymi honorami na Cmentarzu Komunalnym w Jarocinie. Nabożeństwo celebrował biskup polowy Wojska Polskiego. Zarówno we mszy św. w kościele, jak i ceremonii na cmentarzu komunalnym uczestniczyli znajomi i przyjaciele oficera, żołnierze, przedstawiciele policji, straży pożarnej, miejskiej, samorządowcy, parlamentarzyści i kilka tysięcy jarociniaków.

- Panie kapitanie, jesteśmy tu dzisiaj z tobą i z twoimi najbliższymi. Cóż więcej w takiej chwili ludzie mogą zrobić - powiedział na cmentarzu premier Donald Tusk. - Dzisiaj też pamiętają o tobie twoi koledzy, towarzysze broni, żołnierze. Kilka dni temu tam, na tych piaskach pod palącym słońcem w Afganistanie, ze ściśniętymi gardłami opowiadali mi o tobie. O twojej służbie, o twoim koleżeństwie i o tej ostatniej akcji. Ich twarze, ich oczy mówiły wszystko. Na pewno to widziałeś z góry. Dzisiaj myślą o tobie i wierzą w to, iż będziesz ich pilnował stamtąd, żeby nikt z nich za gwałtownie do ciebie nie musiał dołączyć. Dzisiaj żegna też ciebie - bohatera, cała Ojczyzna. Panie kapitanie, wszyscy Polacy chylą nisko czoło przed tobą, przed twoją śmiercią. Zaczynasz swoją ostatnią misję. Żegnaj. Będziemy pamiętać.

Według informacji medialnych, w ciągu 20 lat konfliktu w Afganistanie zginęło łącznie 3 486 żołnierzy NATO, z czego 2 461 stanowili żołnierze USA. W misji brało udział także wiele innych krajów, w tym Polska. Zginęło tam 44 Polaków, a w misji uczestniczyło łącznie ponad 33 tysiące żołnierzy i pracowników resortu obrony narodowej.

Idź do oryginalnego materiału