
Powyższe zdjęcie opublikowane na portalu Tymbark.in, było przyczynkiem do nadsłania przez Pana Leszka Smotra wspomnień wojennych, związanych z tą kładką. Oto one:
„Ta kładka na rzece Słopniczanka jest nie tylko wspomnieniem sentymentalnym dla Pani Steczowicz, ale też dla mojej Rodziny, bo przechodziliśmy po wojnie idąc z Piekiełka do Tymbarku.
Nikt chyba z mieszkańców Tymbarku nie wie, jakie zdarzenie miało tam miejsce w czasie wojny. Ten temat był przekazywany w Rodzinie a wiązało się to z tym, iż na tej kładce moi wujkowie Śp. Władysław i Stanisław Wargoccy (bracia mojej mamy Karoliny Smoter) rozbroili, a potem sam Władysław poprowadził rozbrojonych Niemców do bazy partyzantów AK na Mogielicy.
Jak do tego doszło? Wujek Władek był zaprzysiężonym żołnierzem AK , członkiem Krakowskiego Kedywu AK i dla niego zwyczajną sprawą były brawurowe akcje w terenie, do których wykonania kierowało go kierownictwo Komendy Kedywu z Krakowa. Akcje były wcześniej precyzyjnie przygotowywane przez miejscowe struktury AK , a do wykonania samej akcji kierowano członków Kedywu z poza terenu , po to , aby Niemcy nigdy się nie zorientowali kto co zrobił.
Wujek Władek był pod komendą Krakowskiego Kedywu, a o jego roli , ze musi jeździć „na delegacje” wiedział tylko dowódca jednostki z lasu. O jego robocie w podziemiu wiedzieli tylko w ograniczonym stopniu moi Rodzice ( Tata – Ludwik Smoter, był przez 2 lata dowódcą placówki AK w Tymbarku, a Mama Karolina – jego siostra- była zaprzysiężona ) mimo to, była to tajemnica.
W tym czasie obok żelaznego mostu kolejowego znajdował się bunkier z obsadą niemiecką – około 16 osób do strzeżenia obiektu. Wojna była już dla Niemców w znacznym stopniu przegrana.
Sytuację tą postanowił wykorzystać wujek Władek , który wysondował nastroje Niemców, co do dalszych losów wojny w roku 1944 , by „przekabacić” ich do dezercji na stroną partyzantów. Nie był jednak pewny, czy do końca Niemcy go nie podpuszczają. Zaryzykował i zaproponował im, iż określonego dnia o danej godzinie zjawią się z bronią i pełnym ekwipunkiem na przejściu przez opisaną kładkę. Tak też się stało – tego dnia na akcję zabrał brata Stanisława i kazał mu ukryć się z bronią w pobliskiej wiklinie obok ławki. Gdy Niemcy weszli na kładkę , wujek Władek wyszedł z zarośli i krzyknął do nich: Hände hoch! Rzucić broń! Brać oddział na cel! Zdezorientowani Niemcy podnieśli ręce do góry, z zarośli wyszedł jego brat Staszek i zameldował gotowość do akcji. Niemcy nie wiedzieli , iż to tylko blef, bo w krzakach nie było nikogo. Zaskoczonym Niemcom odebrano broń, powyciągano zamki, włożono do plecaka i takich rozbrojonych ustawiono gęsiego, pozwolono zabrać rozbrojoną broń, a wujek Władek podając komendy po niemiecku – marsz prosto! Skręć w lewo! W prawo! Szedł za nimi z bronią gotową do strzału i tak doprowadził ich do Mogielicy.
Za ten wyczyn i inne zasługi Władysław Wargocki został uhonorowany Brązowym Krzyżem Zasługi z mieczykami i awansem do stopnia kaprala.
O jego „zasługach” pamiętali sowieci i już trzeciego dnia po „wyzwoleniu” przyszli do domu i okropnie go skatowali – z trudem przeżył. Żył potem krótko. Zmarł w marcu 1949 r. i jest pochowany na cmentarzu w Bielsku-Białej.”
Władysław Wargocki 
Bracia Wargoccy – z lewej Władysław z prawej StanisławZdjęcie wykonane w 1945 r. przy domku kolejarskim

od redakcji: składam podziękowania dla Pana Leszka Smotra za podzielenie się historią związaną z naszą „mała ojczyzną”











