Zarzucali sąsiadowi naruszenie zawieszenia broni. Jest odpowiedź Korei Płn.

polsatnews.pl 1 godzina temu

- Usprawiedliwiają swoje postępowanie w celu przeprowadzenia prowokacji przeciwko nam - stwierdziła Kim Jo Dzong, siostra Kim Dzong Una. W ten sposób skomentowała zarzuty Seulu po tym, jak po wybuchu miny w strefie zdemilitaryzowanej ucierpieli trzej południowokoreańscy żołnierze. Minister obrony Korei Południowej ocenił incydent jako "wyraźne naruszenie zawieszenia broni" przez Pjongjang.

Wikimedia Commons / SSGT STEVE FAULISI / Domena publiczna
Korea Północna oskarża Południe o prowakcje

Kim Jo Dzong stwierdziła, iż Korea Południowa chce wykorzystać wybuch miny w strefie zdemilitaryzowanej na granicy z Koreą Północną do prowokacji. Z kolei Seul zażądał od Pjongjangu przeprosin za zdarzenie, w którym ranni zostali trzej żołnierze południowokoreańscy.

Iskrzy między Koreami. Północ oskarża Południe

Do wybuchu miny doszło 21 września. Władze Korei Południowej przekazały, iż dochodzenie przeprowadzone wraz z Dowództwem ONZ wykazało, iż w strefie zdemilitaryzowanej znajdowały się przynajmniej cztery miny północnokoreańskie. We wtorek minister obrony Kang Szin Czul powiedział, iż incydent stanowi "wyraźne naruszenie zawieszenia broni" ze strony Korei Północnej.

ZOBACZ: Strzały na granicy koreańskiej. Żołnierze z Północy naruszyli linię demarkacyjną


Pjongjang odpowiedział na zarzuty, wszystkiego się wypierając. Kim Jo Dzon, cytowana przez agencję KCNA, stwierdziła, iż cała sytuacja to "nędzne widowisko, w którym żołnierze z Południa nadepnęli na minę nieznanego pochodzenia, wywołując eksplozję, a teraz bezpodstawnie rzucają oskarżenia".


- Zbrojni gangsterzy z Południa preparują teraz bezpodstawne wyniki dochodzenia i usprawiedliwiają swoje postępowanie w celu przeprowadzenia politycznych i wojskowych prowokacji przeciwko nam - oceniła siostra Kim Dzong Una.

ZOBACZ: Napięcia między Koreą Północną i Południową. "Naruszenie porozumienia"

Korea Południowa domaga się przeprosin. "Rażące naruszenie".

Siostra Kim Dzong Una odniosła się także do obecności oddziałów północnokoreańskich przy linii demarkacyjnej. Uznała, iż "umacnianie granicy to suwerenne prawo państwa". Zagroziła też, iż o ile żołnierze z Południa zaczną strzelać do tych Północy, to nastąpi "bezlitosny atak odwetowy".

Generał broni Kang Hjun Wii, przedstawiciel Kolegium Połączonych Sztabów w Seulu, wezwał Pjongjang do "zaprzestania działań, które nasilają napięcia na Półwyspie Koreańskim".


- Domagamy się od Północy przeprosin i podjęcia odpowiedzialnych działań - powiedział. Dodał, iż Korea Północna "ponosi pełną odpowiedzialność za wszelkie skutki", które mogą wyniknąć z jej działań przy granicy.

Idź do oryginalnego materiału