Przed rozpoczęciem głównych uroczystości złożony został wieniec "Od Narodu" na Cmentarzu Żołnierzy Wojska Polskiego na Westerplatte w obecności m.in. prezydenta, premiera, szefa MON, wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego, szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego i szefa BBN Bartosza Grodeckiego.

Zgodnie z tradycją, poranne uroczystości rozpoczęły się dźwiękiem syren alarmowych, tuż przed godz. 4.45, bowiem o tej godzinie 1 września 1939 r. nastąpił niemiecki atak na polską Wojskową Składnicę Tranzytową, ulokowaną na gdańskim półwyspie.
Żołnierze Wojska Polskiego i zaproszeni goście odśpiewali hymn państwowy. Następnie na maszt zostanie podniesiona flaga państwowa. Zapłonął też Znicz Pokoju. Następnie żołnierze odczytali Apel Pamięci, a bohaterstwo obrońców ojczyzny zostało uczczone salutem armatnim.
"1 września rozpoczęła się hekatomba i pandemonium narodu polskiego"
Odbyły się również oficjalne przemówienia m.in. prezydenta RP, premiera, szefa MON, prezydenta Gdańska.
– Pamięć o 1 września wymaga od nas prawdy i odpowiedzialności – powiedział podczas wystąpienia prezydent Karol Nawrocki. Jak podkreślił, Westerplatte to jeden z kluczowych symboli II wojny światowej, symbol walki i oporu przed przeważającym wrogiem. – Tu, na Westerplatte wykuwał się archetyp polskich postaw w czasie całej II wojny światowej, na wszystkich szerokościach geograficznych – powiedział prezydent.

Nawrocki przypomniał, iż podczas gdy Westerplatte jest symbolem walki, to symbolem "niezasłużonego cierpienia jest Wieluń, miasto zbombardowane przez Niemców nad ranem 1 września 1939 roku". – Trzeba pamiętać iż 1 września rozpoczęła się hekatomba i pandemonium narodu polskiego – podkreślił.
Prezydent przypomniał, iż w trakcie II wojny zginęło ok. 6 mln polskich obywateli, czyli ok. 17 proc. przedwojennej ludności Polski; w niemal 90 proc. byli to cywile. – O tym nie możemy zapomnieć (...) Prawda i odpowiedzialność wymaga z jednej strony ich powtarzania, ale z drugiej - wymaga od dziś rządzących także świadomości, iż istnieje prawda o II wojnie światowej, która jest słabo słyszalna u naszych zachodnich sąsiadów, u naszych sojuszników, w Berlinie – podkreślił.
– Prawda, której nie zna, albo nie chce poznać Europa. Prawda, która nie dociera za Atlantyk; prawda, z którą wielki problem niestety mają także rządzący. A musimy wszyscy powtarzać i uzmysłowić sobie, iż to boli, ale jest potrzebne – iż Niemcy nie potrzebowali Adolfa Hitlera, by gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością – ocenił prezydent.
Jego zdaniem, już w XIX wieku niemieccy literaci, choćby ci o liberalnych poglądach, "z pogardą pisali o Polakach, Polsce i Polskości, iż jesteśmy Irokezami ze wschodu"; jak ocenił, antypolonizm był także w "centrum kultury politycznej międzywojennej niemieckiej Republiki Weimarskiej".
" NATO nie może być sojuszem na papierze"
Z ponurej lekcji II wojny światowej musimy wyciągnąć wniosek o solidarności i jedności zarówno narodu polskiego, jak i całego wolnego świata – mówił natomiast na Westerplatte premier Donald Tusk. Jak dodał, NATO nie może być sojuszem na papierze.
– Ta lekcja II wojny światowej dzisiaj musi wpłynąć na decyzję i postawę wszystkich przywódców wolnego świata. My z tej ponurej lekcji II wojny światowej musimy wyciągnąć wniosek o solidarności, o jedności zarówno narodu polskiego, jak i całego wolnego świata - Europy i Ameryki, Sojuszu Północnoatlantyckiego. To nie może być sojusz na papierze – mówił Tusk.

– Nie możemy też pozwolić nikomu, ani tu w naszym domu w Polsce, ani w Europie, ani w Stanach Zjednoczonych na dopuszczenie do recydywy brunatnej fali agresji i pogardy. Bohaterstwo naszych żołnierzy tu, na Westerplatte, na Helu, Armii Krajowej, tych którzy szturmowali Monte Cassino, poszłoby na marne – ocenił szef rządu.
"Bohaterstwo to jest to, co zostaje, jak wszystkiego innego zabraknie"
Bohaterstwo żołnierzy Westerplatte, ich odwaga są zawsze wskazówką, są zawsze wyznacznikiem – powiedział wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz do uczestników obchodów 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte.
- O 4.45, bez ostrzeżenia, bez wypowiedzenia wojny, pancernik niemiecki, który przybył z wizytą kurtuazyjną, otworzył ogień kilkaset metrów stąd. Dwustu żołnierzy, jedna armata polowa, cztery moździerze. Ta składnica miała rozkaz bronić się 12 godzin. Broniła się 7 dni, dokładnie tyle ile starczyło amunicji - przypomniał wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.
Ocenił, iż odwaga bohaterów obrońców Westerplatte nie miała granic. - 87 lat po tym, jako minister obrony narodowej, wiem jedno. Nie chcę wychowywać kolejnych poległych bohaterów. Chcę, żeby polscy żołnierze zawsze wracali do domu - mówił. - Bohaterstwo to jest to, co zostaje, jak wszystkiego innego zabraknie. Naszą rolą jest, żeby nie zabrakło - zaznaczył minister obrony narodowej.

Zaznaczył, iż bohaterstwo żołnierzy Westerplatte, ich odwaga są zawsze wskazówką, są zawsze wyznacznikiem. - Jest takie zabezpieczenie, którego nie wyprodukuje żadna fabryka, żaden zakład zbrojeniowy. Ono zależy od nas, od społeczeństwa, czy buduje tę odporność, to przygotowanie, czy nie buduje. Bo wojna nie rozpocznie się od wypowiedzenia jej, nie rozpocznie się już choćby od wystrzału z pancernika - powiedział wicepremier.
- Żołnierze z Westerplatte nie pytali jeden drugiego, kto na kogo głosował. Mieli jeden mundur i jeden rozkaz - mówił. - Zawsze będziemy się różnić. To jest prawo wolnych narodów. O to prawo walczyli obrońcy Westerplatte. Ale jest granica sporu, za którą on przestaje być już sporem, a staje się prezentem dla tych, którzy nam źle życzą. To jest górnolotnie zwana racja stanu - podkreślił minister obrony narodowej.
- 87 lat temu Polska została sama. Miała tylko odwagę. Nigdy więcej Polski, która ma tylko odwagę - mówił. - Obrońcom Westerplatte, żołnierzom września. Cześć i chwała. Niech żyje Polska - zakończył swoje wystąpienie Władysław Kosiniak-Kamysz.

Atak niemieckiego pancernika „Schleswig-Holstein” na polską składnicę wojskową na Westerplatte był jednym z pierwszych wydarzeń rozpoczynających II wojnę światową. Oddziały polskie pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego do 7 września 1939 r. bohatersko broniły placówki przed atakami wroga z morza, lądu i powietrza. Według rożnych źródeł, gdy wybuchły walki, w polskiej składnicy przebywało 210-240 Polaków. W walkach poległo 15 polskich żołnierzy, około 30 zostało rannych. Liczbę zabitych po stronie niemieckiej szacuje się na 50 żołnierzy, rannych - na około 120.








