Zbiórka „Pomóżmy Ukraińcom” – czas na kolejne sprawozdanie.
Przede wszystkim: dziękujemy Wam serdecznie za ciągłe wsparcie. Zebraliśmy już 2 177 172 zł na pomoc osobom, które tego potrzebują.
„W Polsce są jeszcze współczujący ludzie i będą Wam pomagać” – napisał w komentarzu do zbiórki jeden z darczyńców, Pan Jędrzej. Jeszcze jak! 16 468 osób dobrej woli dołożyło się do zbiórki i to naprawdę daje nam ogromną siłę do działania.
Dziękujemy Wam za wszystkie ciepłe słowa, wsparcie, Waszą chęć budowania sprawiedliwości, życzliwość i dobro. Daliście nam więcej niż pieniądze: rzeczywiste poczucie wspólnoty i oparcia.
W ramach środków ze zbiórki udzieliliśmy dotychczas pomocy bezpośrednio 109 osobom. Na tę pomoc przeznaczyliśmy 167 800 zł, w tym 25 800 zł wydaliśmy w ramach kart przedpłaconych na lekarstwa. Przekazaliśmy i przekazujemy pieniądze również innym organizacjom pomagającym osobom z Ukrainy. Poprzednim razem opowiedzieliśmy historie kilku osób, które skorzystały z pomocy. Dziś podzielimy się kilkoma obserwacjami.
Co systemowo nie działa
Obserwujemy, iż teoretycznie możliwe rozwiązania nie działają w praktyce. Przykład to dobrowolne ubezpieczenie.
Cudzoziemiec może dobrowolnie indywidualnie się ubezpieczyć, ale ponosi wtedy dodatkowy koszt w wysokości choćby 18 tysięcy zł „na wejście”. Ministerstwo Zdrowia dało NFZ-owi przyzwolenie na zwalnianie osób z tej opłaty w uzasadnionych przypadkach. Widzimy, iż w praktyce dzieje się to niezwykle rzadko.
W sumie dzięki zbiórce opłaciliśmy koszt ubezpieczenia zaledwie trzech osób (dwie w Warszawie, jedna we Wrocławiu), dwie procedury w tej sprawie ciągle się toczą. Ludziom trudno jest zgromadzić wymagane dokumenty: zaświadczenia o miejscu zamieszkania, dokumenty potwierdzające miesięczne wydatki i zarobki. W praktyce mało kto jest w stanie ubezpieczyć się samodzielnie, a sądziliśmy, iż to będzie sposób na zapewnienie pomocy medycznej większej liczbie osób.
Procedura dobrowolnego ubezpieczenia wbrew opisowi trwa długo. Na ubezpieczenie jednej z klientek czekamy trzeci miesiąc. W sytuacji kryzysu zdrowia jest to problem. Taniej i szybciej jest w Polsce pójść prywatnie do lekarza, niż włączyć się w państwowy system.
Ratowanie życia – jak się okazuje – subiektywne
Zgodnie z przepisami ochrona zdrowia ratuje życie każdej osoby bezpłatnie. Za pomoc ratującą życie nie dostaje się rachunku. Praktyka jest dla nas jednak trudna do przyjęcia. Osoba – choćby zabrana na SOR nieprzytomna, nieświadoma, choćby 99-letnia kobieta, która trafia do szpitala z wylewem – może wyjść z tego szpitala ze sporym rachunkiem. W rezultacie ludzie boją się leczyć.
Każdą sytuację indywidualnie interpretuje lekarz: czy podjęcie działanie było ratowaniem życia, czy nie. Od tego zależy, czy szpital świadczy zabiegi bezpłatnie.
Mieliśmy do czynienia z przypadkiem starszej pani, której na SOR-ze zaordynowano trzytygodniowe niezbędne leczenie. Gdy okazało się, iż pacjentka jest nieubezpieczona, konsylium lekarskie uznało, iż adekwatnie pani jest w stabilnym stanie i może być wypisana do domu choćby dziś. Została wypisana.
Poznaliśmy też kobietę, której dziecko doznało urazu czaszki na placu zabaw. Czaszka była złamana w trzech miejscach, ale matka wypisała dziecko ze szpitala, gdy zobaczyła rachunek. Chciała połamane dziecko zawieźć do Ukrainy pociągiem.
W innej sytuacji 85-letnia kobieta złamała biodro. Powinna przejść operację. Nieubezpieczoną po prostu wyposażono w ortezę i wysłano do domu na „samoleczenie”.
Oczywiście rozumiemy, iż zadłużone szpitale muszą dokonywać trudnych wyborów i nie są w stanie leczyć ludzi za darmo. Decyzje prawne o pozbawieniu starszych osób z Ukrainy dostępu do leczenia generują jednak więcej trudnych wyborów.
Czasem odmawiamy
Szacujemy, iż odmawiamy około 15% osób, które zgłaszają się po pomoc. Zdarza się, iż jesteśmy proszeni o pomoc niekonieczną. Zdarza się, iż proszą o pomoc placówki zakwaterowania, gdzie mieszkają osoby z Ukrainy, ale ich potrzeby to, na przykład, sto widelców, sto łyżek i sto noży. Ktoś szuka środków na remont budynku. Ktoś chce wymienić kołdry, kupić lodówkę albo maszynę do szycia. Ktoś chce, żebyśmy po prostu pokryli koszty pobytu mieszkańców – nie robimy tego.
Trudne jest odmawianie, gdy zgłaszają się osoby w potrzebie, które nie pochodzą z Ukrainy lub przyjechały do Polski przed rozpoczęciem wojny w 2022 roku. Zmiany prawne, z powodu których zorganizowaliśmy zbiórkę, ich nie dotyczą. Zdarza się, iż trafiają do nas osoby, które są w Polsce w tragicznej sytuacji po wieloletnim pobycie, latach pracy nielegalnej, wykorzystaniu pracowniczym, po wypadku w pracy czy nagłej chorobie, jednak nie spełniają kryteriów określonych w zbiórce. Tym osobom bardzo chętnie byśmy pomogli – i robimy to w miarę możliwości dzięki środkom statutowym organizacji i wpłatom darczyńców bezpośrednio na konto fundacji.
Potrzeba czasu
Widzimy, iż skuteczna pomoc osobie w kryzysie zdrowia zajmuje czas. Często wiele dni zajmuje naszym pracownikom znalezienie potrzebnej wizyty, lekarza – choćby odpłatnie. Trudno jest znaleźć specjalistów, którzy dogadają się z pacjentem albo zaakceptują obecność tłumacza.
Żródło materiału: Polskie Forum Migracyjne











