Miał być spokój otuliny Puszczy Zielonki, a jest „terror hałasem” i „urzędnicza spychologia”. Podczas gdy tysiące mieszkańców regionu zmagają się z ryczącym samolotem Sky Camp, na jaw wychodzą szokujące kulisy powstania lotniska w Bednarach. Czy w państwie prawa interes komercyjny i 800 operacji lotniczych w okresie mogą ważyć więcej niż konstytucyjne prawo obywateli do ochrony swojego zdrowia i środowiska, w którym żyją?
Historia przekształcenia lądowiska w Bednarach w lotnisko to studium przypadku systemowej porażki. To opowieść o tym, jak biznesowa brawura, w połączeniu z biernością urzędów, doprowadziła do wykluczenia lokalnej społeczności z procesu decydowania o własnym losie. Analizując dokumenty, stajemy przed pytaniem –
jak to możliwe, iż w 2026 roku najważniejsze dla regionu decyzje środowiskowe uzasadnia się… regulacjami z czasów II wojny światowej, a tysiące ludzi traktuje się jak intruzów we własnych domach?
Zanim nad Bednarami zawisł nieustanny warkot samolotu, region ten wyróżniał się ciszą, czystym krajobrazem i przyrodą niemal wolną od ingerencji człowieka. Puszcza Zielonka, będąca sercem tego obszaru, stanowiła obietnicę życia w rytmie wyznaczanym przez naturę, a nie przez grafik skoków spadochronowych. Dziś ta utopia rozpada się pod wpływem działalności, która wtargnęła w głąb lasów pod Poznaniem bez pytania o zgodę i bez oglądania się na społeczne koszty.
Miejsce, które miało gwarantować spokój
Puszcza Zielonka przez dekady uchodziła za jeden z najcenniejszych przyrodniczo zakątków Wielkopolski. Jej otulina, w której leżą Bednary i okoliczne miejscowości, była naturalnym wyborem dla tych, którzy szukali ucieczki od wielkomiejskiego zgiełku Poznania.
„Przeniosłem się do Puszczy, bo szukałem ciszy, czystego powietrza i miejsca, w którym można po prostu normalnie żyć, z dala od hałasu i pośpiechu” – mówi mieszkaniec Bednar.
Ludzie lokowali tu dorobek całego życia, budując domy w przekonaniu, iż sąsiedztwo parku krajobrazowego jest najsilniejszą, bo ustawową gwarancją nienaruszalnego spokoju. Dla turystów z kolei był to obszar, w którym cisza miała hipnotyzującą siłę – przyciągała, koiła nerwy i zapewniała poczucie nieograniczonej wolności.
Marzenia zamienione w koszmar
Ten spokojny, niemal idylliczny obraz rzeczywistości zderzył się z agresywną strategią biznesową. Wprowadzenie na teren Bednar działalności Sky Camp – nastawionej na masowe skoki spadochronowe – zmieniło wektor rozwoju całego regionu.
Z dnia na dzień, bez zapowiedzi i konsultacji z lokalną społecznością, interes komercyjny jednego podmiotu zdominował potrzeby tysięcy osób.
Codzienność mieszkańców zaczęła wyznaczać nie pogoda czy pory dnia, ale harmonogram startów samolotu wynoszącego skoczków.
W kontekście sporu o hałas lotniczy należy podkreślić, iż prawo do ciszy w otulinie Puszczy nie jest wygórowanym przywilejem roszczeniowych mieszkańców. To podstawa dobrostanu psychofizycznego i element składowy konstytucyjnego prawa do ochrony zdrowia oraz życia w czystym środowisku (art. 68 oraz art. 74 Konstytucji RP). Brutalne naruszenie tej sfery przez nieustanny, trwający setki godzin w okresie ryk silników jest w istocie zamachem na godność i jakość życia obywateli.
Brak procedury oceny oddziaływania na środowisko (OOŚ) przy przekształcaniu obiektu z lądowiska na lotnisko w 2017 roku był momentem, w którym państwo – poprzez zaniechanie obowiązków wynikających z art. 71 ust. 2 pkt 2 ustawy OOŚ – odebrało ludziom prawo do ochrony ich największego kapitału, czyli spokoju we własnych domach.
Dziś mieszkańcy nie proszą o przysługę, tylko domagają się przywrócenia porządku prawnego, w którym ich zdrowie nie jest składane w ofierze na ołtarzu komercyjnych lotów po ciasnym kręgu.
Sky Camp przerywa ciszę Zielonki: wtargnięcie „z butami” bez zapowiedzi
Kiedy lądowisko w Bednarach przekształcało się w prężnie działające lotnisko, nikt nie zapytał mieszkańców o zdanie. Zamiast dialogu przyjęto model działania oparty na faktach dokonanych, a lokalna społeczność z dnia na dzień znalazła się w nowej, narzuconej odgórnie rzeczywistości, w której zysk podmiotu prywatnego jest ważniejszy niż spokój setek rodzin.
Przeniesienie działalności Sky Camp do Bednar nie było poprzedzone dialogiem, jakiego można oczekiwać w przypadku inwestycji realizowanej w otulinie parku krajobrazowego.
Prezes Sky Camp, koncentrując się na swojej wizji biznesowej, zignorował fakt, iż lotnisko nie istnieje w próżni.
Społeczność lokalna zwraca uwagę, iż zabrakło spotkań informacyjnych, przejrzystych planów rozwoju oraz rzetelnej oceny skutków społecznych.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Mieszkańcy zostali potraktowani jako pasywni świadkowie ekspansji, których zdanie nie ma znaczenia w obliczu rozpędzonej machiny komercyjnej. Brak informacji o planowanym natężeniu lotów sprawił, iż ludzie, kupujący domy w ciszy Puszczy Zielonki, poczuli się oszukani przez system, który dopuścił do tak drastycznej zmiany charakteru okolicy bez jakiegokolwiek ostrzeżenia.
„Uwaga, hałasujemy”, czyli brak transparentności operacyjnej i dialogu
Analiza działalności Sky Camp obnaża głęboki deficyt transparentności. Nigdy nie przedstawiono mieszkańcom prognozy skali operacji. Dopiero praktyka pokazała brutalną prawdę. To właśnie weekendy, święta i dni wolne od pracy – czas, który rodziny chcą spędzać w ogrodach i na spacerach – są okresami największej uciążliwości.
Informacje o „800 operacjach lotniczych w sezonie” nie widniały na żadnych tablicach ogłoszeniowych w 2017 roku, gdy ważyły się losy lądowiska.
Skala operacji została celowo lub przez rażące niedopatrzenie niedoszacowana w dokumentacji, co pozwoliło uniknąć trudnych pytań o emisję hałasu i wpływ na dobrostan ludzi oraz chronioną faunę Puszczy.
Postawa zarządzających firmą Sky Camp jest odbierana jako mało otwarta na dialog i poszukiwanie kompromisów. Mieszkańcy wskazują, iż mimo prób kontaktu i zgłaszanych problemów, nie wprowadzono żadnych zmian – nie ograniczono lotów w godzinach odpoczynku i nie zmodyfikowano tras przelotów nad najgęściej zabudowanymi obszarami. Jak trafnie ujął prezes Fundacji Twoja Zielonka: „Odbijamy się od muru ignorancji”.
Dochodzą też niepokojące sygnały, iż firma prowadzona jest w sposób eksploatujący teren do granic możliwości, przerzucając koszty zewnętrzne swojej działalności – w tym spadek wartości nieruchomości i degradację zdrowia psychicznego sąsiadów – na barki lokalnej społeczności.
Taka sytuacja pogłębia poczucie braku równowagi między interesem prywatnym a dobrem mieszkańców i prowadzi do narastającej frustracji, która przekłada się na rosnące zaangażowanie społeczne oraz działania podejmowane w obronie jakości życia w okolicy.
Od wojennej bazy do współczesnego lotniska – historia, która wciąż budzi spory
Dzisiejsze lotnisko w Bednarach to relikt wojennej infrastruktury III Rzeszy.
Powstanie bazy Tonndorf w 1940 roku było aktem siły wymierzonym w lokalny krajobraz, który – jak pokazuje obecna sytuacja – stał się dla administracji wygodnym punktem odniesienia do omijania współczesnych procedur.
Historia lotniska w Bednarach sięga czasów III Rzeszy. To tutaj, jako element infrastruktury Luftwaffe, funkcjonowała baza Tonndorf. W 1940 roku nikt nie pytał okolicznych mieszkańców o zdanie, a ryk silników Messerschmittów startujących z tego miejsca zwiastował śmierć i zniszczenie niosące się na fronty Europy.
Przez dekady to mroczne dziedzictwo wydawało się być jedynie zamkniętym rozdziałem w podręcznikach historii. Niestety, we współczesnej korespondencji urzędowej, data ta powraca jako absurdalny argument prawny, mający sankcjonować dzisiejszy brak nadzoru środowiskowego.
Choć samolot Sky Camp nie stanowi zagrożenia militarnego, dla osób żyjących w jego zasięgu określenie „terror hałasem” nie jest literacką przesadą. Gdy nad dachem co kilkanaście minut, przez wiele godzin dziennie, przelatuje rozpędzona maszyna, dom przestaje pełnić funkcję bezpiecznego azylu.
Mieszkańcy mówią wprost: „Jesteśmy sterroryzowani we własnych domach”. Życie za zamkniętymi drzwiami i oknami, konieczność przerywania rozmów, lęk dzieci przed nagłym rykiem silników składają się na codzienność, w której prawo do działalności jednego przedsiębiorcy niszczy spokój tysięcy osób.
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż w Bednarach od dekad powraca ten sam problem – intensywne wykorzystywanie tego miejsca kosztem spokoju okolicznych mieszkańców. Od bazy zbudowanej w czasie okupacji, przez lata powojennego lądowiska, aż po dzisiejszy model działalności komercyjnej, który sprawia wrażenie obojętnego na koszty ponoszone przez społeczność lokalną i środowisko naturalne.
„Grzech pierworodny” RDOŚ – decyzja, od której wszystko się zaczęło
U podstaw obecnego dramatu mieszkańców leży decyzja, a adekwatnie jej brak, z lutego 2017 roku. To wtedy Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Poznaniu jednym pismem utorowała drogę nieograniczonemu hałasowi, uznając, iż powstanie lotniska użytku publicznego w Bednarach nie wymaga żadnej analizy środowiskowej.
W lutym 2017 roku RDOŚ w Poznaniu wydał postanowienie (sygn. WOO-II.4230.1.2017.JC.1), które stało się przepustką dla inwestora do ominięcia rygorystycznych kontroli. Organ, opierając się na art. 61a § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego, odmówił wszczęcia postępowania dotyczącego wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (DUŚ), uznając, iż brak planów fizycznej rozbudowy pasa startowego oznacza brak istotnego wpływu na otoczenie.
Urzędnicy zignorowali zapisy § 3 ust. 1 pkt 59 Rozporządzenia Rady Ministrów, które wprost wymienia lotniska z drogą startową poniżej 2100 m jako inwestycje mogące znacząco oddziaływać na środowisko.
Przemianowanie lądowiska na lotnisko to przede wszystkim radykalna zmiana funkcji i skali hałasu, który odtąd mógł legalnie terroryzować okolicę.
Biurokracja głucha na decybele
Z dostępnych dokumentów wynika, iż
procedura została ograniczona do absolutnego minimum formalnego. We wniosku skierowanym do RDOŚ inwestor przedstawił przedsięwzięcie jako niemal nieodczuwalne dla otoczenia, co pozwoliło uniknąć sporządzenia pełnego raportu oddziaływania na środowisko.
Nie oszacowano również, jaki poziom hałasu będzie generowany nad Wronczynkiem i Bednarami, gdy nad zabudowaniami zacznie krążyć samolot wykonujący setki operacji w sezonie. To, co w dokumentach przedstawiono jako niewielką zmianę statusu obiektu (z lądowiska na lotnisko), było tak naprawdę zgodą na powstanie gigantycznej fabryki hałasu w otulinie Puszczy Zielonki.
Kluczem do zrozumienia, jak doszło do pominięcia pełnej procedury środowiskowej, jest lektura Karty Informacyjnej Przedsięwzięcia (KIP). To w tym dokumencie inwestor – Aeroklub Poznański – zadeklarował, iż po założeniu lotniska wpływ na otoczenie pozostanie… bez zmian. To sformułowanie, powtarzane w niemal każdej rubryce punktu 7 KIP, stało się magicznym zaklęciem, które uśpiło czujność RDOŚ i pozwoliło uniknąć przeprowadzenia badań środowiskowych.
Analiza dokumentu w zestawieniu z aktualnym stanem faktycznym ujawnia rozbieżności między założeniami a rzeczywistością.
- Ścieki i odpady (pkt 7.3 i 7.4 KIP). Inwestor zadeklarował brak zmian w ilości odprowadzanych ścieków oraz w rodzaju i ilości odpadów. Tymczasem przy obsłudze choćby kilku tysięcy klientów w okresie oraz funkcjonowaniu zaplecza, w tym punktu gastronomicznego, utrzymanie bilansu na poziomie dawnego, sporadycznie używanego lądowiska wydaje się mało prawdopodobne.
- Emisja substancji do powietrza (pkt 7.1 KIP).Również w tym zakresie wskazano „brak zmian”. Samolot turbośmigłowy wykonujący seryjne wyrzuty skoczków może spalić w ciągu jednego dnia do 1 tony paliwa lotniczego (por. Pacific Aerospace PAC 750XL). Twierdzenie, iż wpompowanie takiej ilości spalin w atmosferę nie zmienia bilansu emisji nad chronioną Puszczą, jest rażącym zaklinaniem rzeczywistości i kłóci się z podstawowymi prawami fizyki.
- Hałas (pkt 7.2 KIP). To jeden z najbardziej kontrowersyjnych elementów dokumentu. Inwestor zadeklarował brak zmian w poziomie hałasu. Dane z systemów (np. Flightradar) pokazują jednak, iż liczba operacji lotniczych gwałtownie wzrosła.
Aeroport stworzył w dokumentach wizję lotniska, które istnieje, ale nie ma negatywnego wpływu na środowisko.
RDOŚ dostał informację: „tu się nic nie zmieni”, i tę tezę po prostu zaakceptował bez żadnej weryfikacji.
„Papierowa transformacja” i jej skutki: różnica między lotniskiem a lądowiskiem
W polskim systemie prawnym definicje mają istotne znaczenie, a zmiana statusu obiektu może wiązać się z daleko idącymi skutkami prawnymi i środowiskowymi. Przypadek Bednar jest przykładem sytuacji, w której przekształcenie lądowiska w lotnisko użytku publicznego stało się podstawą do ominięcia restrykcyjnych norm ochrony środowiska.
Cały proces ruszył od wniosku Aeroklubu Poznańskiego o „założenie lotniska użytku publicznego o ograniczonej certyfikacji” w miejscu dotychczasowego lądowiska. Dla laika mogło to wyglądać na czystą biurokrację, wręcz techniczną aktualizację statusu obiektu, jednak w rzeczywistości była to operacja o kolosalnych skutkach prawnych i organizacyjnych.
Według art. 2 pkt 4 i 5 Prawa lotniczego różnica między lądowiskiem a lotniskiem jest zasadnicza.
- Lądowisko to obiekt o uproszczonym statusie, wpisywanym do ewidencji i podlegającym ograniczonym wymogom administracyjnym.
- Lotnisko użytku publicznego to obiekt wpisany do rejestru lotnisk cywilnych, objęty stałym nadzorem Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) i przeznaczony do znacznie szerszej oraz bardziej intensywnej działalności operacyjnej.
Przyjęto interpretację, zgodnie z którą brak fizycznej rozbudowy infrastruktury miał oznaczać brak budowy, a w konsekwencji brak obowiązku przeprowadzenia pełnej oceny środowiskowej. Innymi słowy, jeżeli nie wylewamy nowego betonu, to nie budujemy, a skoro nie budujemy, to nie musimy badać wpływu na środowisko.
Jednak w świetle art. 55 Prawa lotniczego „założenie lotniska” stanowi odrębne zdarzenie administracyjne, które nie ogranicza się jedynie do zmiany statusu obiektu, ale przede wszystkim oznacza zmianę oddziaływania na środowisko. W konsekwencji, zgodnie z art. 72 ust. 1 pkt 1 ustawy OOŚ, przemianowanie lądowiska na lotnisko nie powinno dojść do skutku bez rzetelnej oceny wpływu na środowisko i wydania stosownej decyzji DUŚ.
Nikt nie powiedział ludziom, iż ta „papierowa transformacja” zamieni sąsiedzkie przeloty awionetek w niekończący się desant spadochronowy i huk silników, który nie daje odetchnąć od rana do wieczora.
Zmiana statusu na lotnisko użytku publicznego pozwoliła na otwarcie obiektu dla szerokiego kręgu użytkowników oraz uruchomienie komercyjnej strefy zrzutu o intensywności operacyjnej, której dotychczasowe lądowisko nie byłoby w stanie obsłużyć.
Istotnym elementem tej sytuacji był brak DUŚ. Bez tej decyzji lotnisko funkcjonuje w odmiennym reżimie regulacyjnym w zakresie ochrony środowiska.
Może to oznaczać brak szczegółowo określonych procedur minimalizujących hałas nad terenami zabudowanymi, brak limitów operacji w dni wolne oraz brak ustanowienia obszaru ograniczonego użytkowania.
Taki stan rzeczy umożliwił rozwój działalności spadochronowej Sky Camp w Bednarach, stawiając mieszkańców w sytuacji bezbronności wobec narastającego hałasu.
RDOŚ i argumenty sięgające 1940 roku: kpina z obywateli
Wieloletnia batalia mieszkańców o ciszę i praworządność doczekała się argumentu, który wywołał poważne kontrowersje wśród lokalnej społeczności. W oficjalnej korespondencji wskazano, iż lotnisko w Bednarach powstało w 1940 roku, kiedy nie funkcjonowały obecne procedury oceny oddziaływania na środowisko. Ma to być jednym z elementów branych pod uwagę przy ocenie sprawy w świetle obowiązujących przepisów.
W piśmie z dnia 18 grudnia 2025 roku (sygn. WOK.402.797.2025.SCh), Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Poznaniu wskazał, iż lotnisko funkcjonuje od 1940 roku, a więc powstało w czasie, gdy procedury dotyczące decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach nie obowiązywały.
W dokumencie czytamy:
„Jednocześnie wyjaśniam, iż z ogólnodostępnych danych wynika, iż przedmiotowe lotnisko powstało w 1940 r., gdzie wówczas procedura o wydanie decyzji środowiskowej nie istniała”.
Odwoływanie się do realiów II wojny światowej jako uzasadnienie braku współczesnych analiz środowiskowych trudno uznać za adekwatne w kontekście dzisiejszych standardów ochrony środowiska.
Taką argumentację można uznać za przejaw lekceważenia oczekiwań obywateli, którzy domagają się rzetelnej oceny wpływu inwestycji na ich życie i otoczenie.
Argumentacja RDOŚ została uznana przez społeczność lokalną za głęboko raniącą polską wrażliwość. Powoływanie się na ciągłość funkcjonowania lotniska, którego początki sięgają okresu II wojny światowej i działalności aparatu wojennego III Rzeszy – odpowiedzialnego za śmierć i zniszczenia na ogromną skalę w Polsce – w zestawieniu z uzasadnieniem współczesnych decyzji administracyjnych, spotkało się z falą oburzenia.
Przez mieszkańców Bednar i Wronczynka, którzy podkreślają historyczne doświadczenia regionu związane z okupacją i działalnością niemieckiej Luftwaffe, tego rodzaju odniesienia są odbierane jako całkowicie nieprzystające do współczesnego sporu administracyjnego, który dotyczy aktualnych uciążliwości środowiskowych.
Budowa czy eksploatacja? Urzędowe mylenie pojęć
W ocenie społeczności lokalnej RDOŚ myli dwa różne pojęcia: istnienie infrastruktury i jej aktualne użytkowanie. Urzędnicza logika sprowadza się do tezy, iż skoro pas startowy fizycznie istnieje od dekad (w domyśle: od 1940 roku), to nie dochodzi do powstania nowego przedsięwzięcia, które wymagałoby ponownej oceny środowiskowej.
Taka interpretacja pomija jednak istotę prawa ochrony środowiska. Zgodnie z art. 71 ust. 2 pkt 2 ustawy OOŚ, obowiązek uzyskania DUŚ dotyczy nie tylko fizycznej budowy nowych obiektów, ale również zmiany sposobu wykorzystania terenu.
W tym przypadku przekształcenie sporadycznie używanego lądowiska w intensywnie eksploatowane lotnisko, na którym wykonywane są setki operacji lotniczych rocznie, prowadzi do istotnego zwiększenia uciążliwości akustycznej.
Z tego powodu taka zmiana wymaga aktualnej oceny skutków środowiskowych. W przeciwnym razie dochodzi do sytuacji, w której rzeczywisty wpływ działalności na otoczenie nie jest w pełni analizowany, a współczesne decyzje administracyjne opierają się wyłącznie na historycznym istnieniu infrastruktury.
„Czy ryk współczesnych samolotów ma być akceptowany tylko dlatego, iż 85 lat temu naziści wyznaczyli tu pas startowy?” – to pytanie mieszkańców, choć postawione z całą mocą, wciąż pozostaje bez jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony organów państwa.
Urzędniczy teatr absurdu
W procesie przekształcania Bednar w miejsce intensywnej działalności lotniczej poważne zastrzeżenia mieszkańców budzi rola władz samorządowych Pobiedzisk. To właśnie w gabinetach lokalnego urzędu zapadały decyzje, które umożliwiły rozwój działalności komercyjnej, całkowicie pomijając głos i dobrostan lokalnej społeczności.
Oficjalne stanowisko Urzędu Miasta i Gminy Pobiedziska z 29 grudnia 2025 roku wskazuje, iż Burmistrz nigdy nie wydał DUŚ dla lotniska w Bednarach. Ma to istotne znaczenie dla całej sprawy.
Zamiast przeprowadzenia pełnej analizy wpływu intensywnego ruchu lotniczego na życie mieszkańców oraz na ekosystem Puszczy Zielonki, przyjęto podejście oparte na wcześniejszym stanowisku RDOŚ.
Zdaniem mieszkańców miało to na celu ułatwienie procedur inwestorowi. Brak DUŚ nie stanowi tylko błędu formalnego, ale oznacza również rezygnację z jedynego narzędzia, które umożliwiałoby określenie konkretnych warunków funkcjonowania lotniska, takich jak np. dopuszczalne poziomy hałasu czy ograniczenia operacyjne.
Pozwolenie na „lotnisko widmo”
25 października 2017 roku Burmistrz wydał decyzję o lokalizacji inwestycji celu publicznego (nr 28.2017), mimo braku przeprowadzonych analiz środowiskowych. Uzasadnienie tego rozstrzygnięcia opierało się na stwierdzeniu, iż „planowane przedsięwzięcie nie jest wymienione w rozporządzeniu o przedsięwzięciach mogących znacząco oddziaływać na środowisko”.
Tym samym pominięto różnicę wynikającą z przepisów prawa lotniczego między lądowiskiem a lotniskiem użytku publicznego – różnicę dotyczącą nie tylko infrastruktury, ale przede wszystkim funkcji i skali działalności.
W dokumentacji administracyjnej przedsięwzięcie to zostało uznane za neutralne środowiskowo, choć jego faktyczne funkcjonowanie wiąże się z odczuwalnymi uciążliwościami akustycznymi. W ten sposób powstało swoiste „lotnisko widmo” – obiekt, który generuje znaczny hałas, ale w dokumentach figuruje jako inwestycja bez wpływu na otoczenie.
Burmistrz tarczą dla biznesu, a nie dla mieszkańców?
Czy ustalając warunki dla funkcjonowania lotniska, włodarz działał w interesie mieszkańców? Przyjrzyjmy się faktom.
Poprzez wydanie decyzji lokalizacyjnej bez DUŚ, urzędnicy umożliwili Sky Camp rozpoczęcie działalności w regionie bez konsultacji społecznych. W ocenie mieszkańców mogło to ograniczyć możliwość wyrażenia sprzeciwu na wczesnym etapie procesu, a także wpłynąć na warunki dalszego rozwoju inwestycji.
Dziś, gdy pod petycją przeciwko hałasowi widnieje ponad tysiąc nazwisk (zob. petycję online), można wysnuć wniosek, iż interes publiczny, na który powoływał się Burmistrz w 2017 roku, nie miał nic wspólnego z prawdziwymi potrzebami lokalnej społeczności.
W dokumentach RDOŚ z 2017 roku działalność w Bednarach przedstawiano jako niemal niedostrzegalną korektę statusu prawnego. Rzeczywistość, którą zafundował regionowi Sky Camp, okazała się jednak diametralnie odmienna. Skala operacji lotniczych przybrała charakter bardzo intensywny, przekształcając otulinę Puszczy Zielonki w poligon akustyczny.
Cisza „przehandlowana” na 800 operacji lotniczych
U podstaw decyzji o braku badań środowiskowych leżały najprawdopodobniej deklaracje Aeroklubu Poznańskiego zawarte w Karcie Informacyjnej Przedsięwzięcia (KIP), dotyczące marginalnej skali działalności. Pojawienie się Sky Camp całkowicie zburzyło tę narrację – setki godzin lotów w sezonie to rzeczywistość, która w oficjalnych dokumentach została po prostu pominięta.
Z prezentacji Sky Camp przedstawionej na sesji Rady Miejskiej wiemy, iż samolot turbośmigłowy wykonuje w jednym sezonie choćby 800 operacji lotniczych. To regularna, trwająca od świtu do zmierzchu produkcja hałasu o intensywności, której nie przewidywano w 2017 roku i która nie została poddana ocenie pod kątem jej wpływu na mieszkańców i zwierzęta żyjące w pobliskich lasach.
Specyfika lotów typu „para-drop” (zrzut spadochroniarzy) to dla mieszkańców najgorszy z możliwych scenariuszy akustycznych. Nie jest to jednostajny przelot samolotu z punktu A do punktu B, ale powtarzalny cykl obejmujący pracę silnika na wysokich obrotach podczas gwałtownego wznoszenia, następnie szybkie lądowanie i ponowne rozpoczęcie procedury – powtarzane co kilkanaście minut przez cały dzień operacyjny.
Maszyna Sky Camp wykonuje ciasne kręgi nad chronionymi przyrodniczo obszarami i domami mieszkańców. Każdy start oznacza huk, przed którym nie zapewniają ochrony ani ekrany akustyczne, ani standardowe rozwiązania budowlane. Rytm życia całej okolicy wyznaczają obroty śmigła samolotu.
Dane z serwisu Flightradar kreślą obraz weekendowego terroru (2025 rok):
- 2 sierpnia (sobota) – maszyna ryczała nad głowami mieszkańców 19 razy, od 7:24 rano aż do 20:52.
- 15 sierpnia (święto) – w dzień ustawowo wolny od pracy odnotowano aż 25 wylotów. Pierwszy start już o 6:26, ostatni przed 21:00.
- 31 sierpnia (niedziela) – kolejne 22 operacje wypełniające niebo od 7:40 do późnego wieczora.
Mit neutralności środowiskowej
Powoływanie się na neutralność środowiskową lotniska, które generuje setki godzin intensywnego hałasu w bezpośrednim sąsiedztwie Puszczy Zielonki, budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia naukowego i logicznego. Według przyrodników hałas lotniczy o takim natężeniu stanowi istotny czynnik presji środowiskowej, mogący prowadzić do degradacji lokalnych ekosystemów.
Puszcza, będąca siedliskiem wielu rzadkich gatunków ptaków, traci charakter stabilnej ostoi przyrodniczej. Badania dotyczące wpływu hałasu na faunę wskazują na możliwość zaburzeń lęgowych oraz wypierania gatunków wrażliwych na dźwięk pracy silników lotniczych.
Twierdzenie, iż ok. 800 operacji samolotu turbośmigłowego nie wpływa na przyrodę, to próba zaklinania rzeczywistości, która zdaniem ekologów może służyć wyłącznie ochronie zysków inwestora kosztem bezcennego dziedzictwa naturalnego Wielkopolski.
Fundamentem nowoczesnego państwa prawa jest udział obywateli w decyzjach, które bezpośrednio wpływają na ich życie. W Bednarach ten standard nie został zachowany. W wyniku zastosowanych rozwiązań prawnych lokalna społeczność została sprowadzona do roli biernego obserwatora zmian zachodzących w jej bezpośrednim otoczeniu.
Ludzie bez prawa głosu we własnym domu
W polskim systemie prawnym procedura wydawania DUŚ to moment, w którym prawo nakazuje organom administracji wysłuchanie głosu mieszkańców. Zgodnie z art. 33 ust. 1 ustawy OOŚ to właśnie na tym etapie prowadzone są konsultacje społeczne, a obywatele mogą zgłaszać uwagi i wnioski.
Analiza wydarzeń z 2017 roku wskazuje na mechanizm wykluczenia społeczności lokalnej z procesu decyzyjnego.
W czasie gdy Aeroklub Poznański oraz Burmistrz Pobiedzisk prowadzili korespondencję i uzgodnienia administracyjne, mieszkańcy Bednar i okolic nie byli informowani ani o skali, ani o konsekwencjach planowanych zmian.
Odmowa wszczęcia postępowania w 2017 roku przez RDOŚ w Poznaniu skutkowała nie tylko brakiem przeprowadzenia analiz środowiskowych, ale też pozbawieniem mieszkańców możliwości wyrażenia sprzeciwu. Zmiany dotyczące funkcjonowania obiektu w Bednarach zostały wprowadzone bez ich udziału za zamkniętymi drzwiami.
Skutki tych decyzji są odczuwalne do dziś. Luka proceduralna stworzona dziewięć lat temu sprawiła, iż każda próba interwencji mieszkańców jest zbywana argumentem: „wszystkie zgody zostały wydane”. Prowadzi to do sytuacji, w której najpierw nie pyta się obywatela o zdanie, a potem mówi się mu, iż na protesty jest już za późno.
Urzędnicy zakładali zapewne, iż czas zatrze ślady wcześniejszych decyzji. Przez lata pomijana społeczność nie pozwoliła jednak zagłuszyć swojego głosu.
Ponad 1000 podpisów złożonych pod petycją (zob. petycję online) to potężny sygnał sprzeciwu wobec systemu, który ograniczał udział mieszkańców procesie decyzyjnym. Demonstracje i pisma kierowane do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ), Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) i Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska (GIOŚ) są niezwykle stanowczą odpowiedzią na zaniedbania, których RDOŚ dopuścił się w 2017 roku.
Mieszkańcy otuliny Zielonki pokazali, iż choć państwo może ograniczyć ich wpływ na etapie formalnych procedur, nie jest w stanie wyłączyć ich zaangażowania w obronę prawa do godnych warunków życia.
„Taki obiekt nie otrzymałby pozwolenia na powstanie”
Mury urzędniczego milczenia zaczynają pękać. Choć przez lata przekonywano mieszkańców, iż wszystko odbywa się zgodnie z prawem, dziś sami przedstawiciele organów nadzorczych przyznają to, o czym Fundacja „Obywatel To Nie Odpad” mówiła od początku – funkcjonowanie lotniska w Bednarach w obecnej formie ujawnia poważne błędy systemowe, które powinny zostać rozstrzygnięte już dawno temu.
Przełom w narracji nastąpił we wrześniu 2025 roku. Przedstawiciel Starostwa Poznańskiego wypowiedział słowa, które mogą podważać dotychczasową linię argumentacyjną urzędów. Przyznał wprost: „Biorąc pod uwagę obecne przepisy środowiskowe i bliskość Puszczy Zielonki, taki obiekt nie otrzymałby pozwolenia na powstanie”.
Te słowa zostały odebrane jako „urzędnicze mea culpa”. Choć wypowiedziane po latach, obnażają słabość fundamentów, na których oparto całą inwestycję. Skoro dziś sami urzędnicy twierdzą, iż obiekt w obecnej formie nie spełniałby aktualnych wymogów, to jak to możliwe, iż w 2017 roku RDOŚ, opierając się na art. 61a § 1 KPA, uznał, iż sprawa w ogóle nie wymaga badania?
W 2019 roku ULC dokonał certyfikacji lotniska. Z perspektywy czasu proces ten rodzi ważne pytania dotyczące spójności oraz kompletności wcześniejszych podstaw administracyjnych.
- Jak to możliwe, iż organy nadzorcze w Warszawie wydały zgodę na funkcjonowanie obiektu użytku publicznego w tak wrażliwej lokalizacji, opierając się na jednym postanowieniu RDOŚ z 2017 roku?
- Gdzie byli inspektorzy i audytorzy, gdy powstawało lotnisko bez DUŚ?
- Czy na etapie certyfikacji w pełni uwzględniono wszystkie przesłanki środowiskowe i proceduralne?
To, co wydarzyło się w 2019 roku, było w ocenie części mieszkańców domknięciem procesu formalnego wobec „lotniska widma”, które w dokumentacji pozostawało neutralne, a w rzeczywistości było źródłem intensywnej emisji hałasu w sercu chronionego krajobrazu.
Niekompetencja czy systemowe zaniedbania?
Skala uchybień, zaniechań i niejasności w dokumentacji dotyczącej lotniska w Bednarach przestaje mieścić się w definicji zwykłego urzędniczego błędu. Gdy kolejne instytucje zgodnie zamykają oczy na brak istotnych analiz środowiskowych, pojawia się pytanie o „drugie dno”.
Czy mamy do czynienia z kumulacją błędów, niekompetencją na każdym szczeblu administracji, czy może z celowym mechanizmem ułatwiania ekspansji biznesu kosztem obywateli?
Duże rozbieżności i brak pełnej analizy środowiskowej sprawiają, iż sprawa Bednar wymaga ponownego, rzetelnego śledztwa, które wyjaśni, kto i dlaczego pozwolił na stworzenie precedensu, w którym interes prywatnej firmy jest ważniejszy niż zdrowie mieszkańców i prawo ochrony środowiska.
Gdy merytoryczne argumenty mieszkańców zaczynają podważać decyzje urzędów, do gry wchodzą kosztowne analizy prawne oraz „instytucjonalna spychologia”. Pojawia się pytanie, dlaczego najwyższe organy państwa przerzucają się odpowiedzialnością oraz czy środki, które mogłyby zostać przeznaczone na działania naprawcze, trafiają zamiast tego do kancelarii utrwalających istniejący stan prawny.
W kuluarach sporu dotyczącego Bednar pojawiają się informacje, iż Aeroklub Poznański korzysta ze wsparcia kancelarii prawnych. Mieszkańcy zastanawiają się, czy ma to związek z procesem weryfikacji certyfikacji lotniska przez ULC. Pojawiają się pytania dotyczące zakresu przygotowywanych opinii prawnych, w tym tego, czy mają one na celu przekonanie nadzoru lotniczego, iż brak DUŚ nie stanowi przeszkody formalnej w funkcjonowaniu lotniska Poznań-Bednary.
Wymiana urzędniczej korespondencji i bezczynność organów państwa
Korespondencja z marca 2026 roku ujawnia wyraźny obraz przerzucania odpowiedzialności na najwyższych szczeblach administracji. GIOŚ, po otrzymaniu petycji Fundacji „Obywatel To Nie Odpad”, skierował do Ministerstwa Klimatu i Środowiska pytanie dotyczące wykładni art. 16a ust. 1 ustawy o Inspekcji Ochrony Środowiska, w szczególności w zakresie możliwości kontroli podmiotu w sytuacji braku wymaganej decyzji DUŚ.
Odpowiedź resortu z 24 marca 2026 roku, sygnowana przez kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska, nie rozstrzygnęła sprawy, ale przekazała ją z powrotem do GIOŚ.
Mieszkańcy komentują całą sytuację: „Ten urzędniczy ping-pong trwa, podczas gdy nad Bednarami kolejne samoloty startują w rytmie naruszanego prawa”.
Sytuacja w Bednarach ujawnia mechanizmy rozproszenia odpowiedzialności w działaniach administracji publicznej.
Na każdym etapie – od lokalnego Burmistrza Pobiedzisk, przez RDOŚ, aż po Ministerstwo – pojawia się tendencja do przerzucania kompetencji i wskazywania innych instytucji jako adekwatnych do podjęcia działania.
Aktywiści wskazują, iż bezczynność organów w obliczu udokumentowanego braku DUŚ to sygnał wysłany do każdego przedsiębiorcy – prawo można ominąć, jeżeli tylko potrafisz ubrać to w odpowiednią terminologię administracyjną. Taka postawa kruszy fundamenty państwa prawa. Fundacja „Obywatel To Nie Odpad” obnażyła system, w którym procedury ochrony środowiska są obowiązkowe dla budowy kurnika, ale opcjonalne dla lotniska generującego hałas.
Prezes Fundacji Twoja Zielonka podkreśla: „Jeśli państwo nie potrafi wyegzekwować od samej administracji naprawienia błędu z 2017 roku, to poczucie sprawiedliwości społecznej zostaje ostatecznie pogrzebane pod pasem startowym w Bednarach”.
Gdzie kończy się biznes, a zaczyna cierpienie?
Sprawa lotniska w Bednarach stała się testem na dojrzałość polskiej demokracji i sprawność organów państwa w XXI wieku. To opowieść o tym, jak łatwo w gąszczu paragrafów zgubić człowieka, jego zdrowie i prawo do spokoju we własnym domu.
Należy jasno odróżnić działalność Sky Camp w Bednarach od rekreacyjnego hobby. W oczach mieszkańców jest to intensywny, wysokodochodowy biznes komercyjny, którego funkcjonowanie wiąże się z wysokimi kosztami obciążającymi otoczenie.
Gdzie kończy się wolność gospodarcza, a zaczyna tortura? Czy 800 operacji lotniczych nad głowami tysięcy osób to wciąż „korzystanie ze środowiska”, czy już jego brutalna eksploatacja?
Dla mieszkańców Bednar, Wronczynka i Murowanej Gośliny granica ta została przekroczona dawno temu. Każdy start samolotu jest przypomnieniem o tym, iż ich spokój został sprzedany za cenę biletu na skok spadochronowy.
Batalia prawna prowadzona przez Fundację „Obywatel To Nie Odpad” obnażyła systemową lukę. Urzędnicy przez lata zasłaniali się brakiem decyzji środowiskowej, która – zgodnie z obowiązującymi przepisami i aktualnymi standardami – powinna zostać wydana.
System zapętlił się we własnej biurokracji, tworząc strefę wolną od jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Mieszkańcy apelują o przywrócenie praworządności w Bednarach i domagają się naprawienia błędów popełnionych w 2017 roku. Jeden z aktywistów zaznacza: „Sprawiedliwość wymaga, aby każda działalność o takim poziomie oddziaływania przeszła rzetelną ocenę środowiskową. Bez tego lotnisko Poznań-Bednary pozostanie prawną anomalią na mapie Wielkopolski”.
Co czeka Puszczę Zielonkę w 2026 roku? Czas na wybór priorytetów
Stajemy przed najważniejszymi pytaniami.
Czy w Polsce 2026 roku interes jednego przedsiębiorcy i rozrywka grupy hobbystów przez cały czas będą stały wyżej niż konstytucyjne prawo obywateli do ochrony zdrowia? Czy Puszcza Zielonka, bezcenny skarb przyrodniczy, ma być jedynie tłem dla komercyjnej aktywności, bo tak zdecydował urzędnik w 2017 roku?
Wniosek o unieważnienie postanowienia RDOŚ, oparty na art. 156 § 1 pkt 2 KPA, który został skierowany do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, to ostatnia szansa na naprawienie błędów sprzed lat.
Mieszkańcy nie proszą o wiele. Oczekują jedynie, aby standardy prawa mające zastosowanie wobec innych podmiotów gospodarczych były respektowane również w odniesieniu do działalności prowadzonej w ich ukochanej Puszczy.
„Państwo, które nie potrafi ochronić ciszy w sercu Puszczy i spokoju w domach swoich obywateli, staje się państwem teoretycznym. Czas, by Bednary przestały być symbolem urzędniczej kpiny, a stały się dowodem na to, iż głos tysiąca ludzi znaczy więcej niż prawnicze sztuczki i biurokratyczne uniki”.
Martyna Chełstowska, blogerka, aktywistka









