Epicka opowieść o zwycięstwie nauki nad polio vs. alternatywna teoria pestycydów

instytutsprawobywatelskich.pl 4 godzin temu

Choć parę miesięcy temu pisaliśmy już o książce „Żółwie aż do końca. Czy warto szczepić dzieci?”, a ona sama opublikowana została w 2019 r., do tej pory pozostaje niestety bez echa. Nic dziwnego: niezwykle trudno dyskutować z publikacją popartą niezliczonymi źródłami, w dodatku tymi oficjalnymi, jak dane WHO, CDC, etc. Ktoś mógłby więc zapytać, w czym problem, skoro opieramy się na mainstreamie. Paradoks tkwi w tym, iż te same organizacje, z których zasobów możemy dowiedzieć się m.in., iż bezpieczeństwo szczepień nigdy nie zostało udowodnione, powtarzają dogmatyczne stwierdzenia, iż szczepienia są absolutnie bezpieczne.

Z kolei lektura „Żółwi” – przy całym swym obiektywizmie i chłodnym naukowym spojrzeniu – do szczepień, delikatnie mówiąc, nie zachęca. Obawiam się, iż popularności nie przysporzyłby jej choćby redaktor Rymanowski – tzw. wolne media pokroju „Newsweeka” tym razem nie odważyłyby się w odwecie pisnąć ani słowem o sianiu dezinformacji. Po pierwsze, zrobiłyby książce reklamę podobną do tej, którą nieświadomie zrobiły prof. Grażynie Cichosz, którą chciały zdyskredytować, a po drugie – nie w ich interesie byłoby wywołanie dyskusji z „Żółwiami”. Taka dyskusja mogłaby być po prostu nie do wygrania.

W poprzednim artykule skupialiśmy się na temacie szczepień w ogóle, na ich dogmatycznym kulcie jako ratunku dla ludzkości. Nie inaczej przedstawia się „epicka opowieść o zwycięstwie nauki nad chorobą polio”, będąca fundamentalnym mitem na temat szczepień. „Oficjalna historia polio stwarza pozory wybitnej teorii naukowej, ale kiedy zajrzymy «pod maskę», odkryjemy, iż jej główne założenia w dużej mierze oparto na hipotezach, spekulacjach i słabych dowodach”, jak piszą sami autorzy „Żółwi aż do końca”, którzy bardzo skrupulatnie zajrzeli pod maskę, poświęcając ponad 100 stron tylko historii polio. Historii pełnej niewyjaśnionych tajemnic po dziś dzień. Ten istotny temat zasługuje na osobny artykuł, choćby jeżeli również pozostanie bez echa.

Polio – oficjalna wersja

Ogniska polio zaczęły się pojawiać w świecie zachodnim pod koniec XIX wieku, a rozpędu nabrały w pierwszej połowie XX wieku. Jest to o tyle zastanawiające, iż w tym czasie ludzkość wygrywała z innymi chorobami, podczas gdy polio pozostawało niezwyciężone. Sama choroba towarzyszy nam od wielu lat, jej pierwszy opis medyczny pochodzi z roku 1789. Mimo to przyczyna pozostawała nieznana, a epidemie nie występowały przed końcem XIX w.

To w połowie lat 50. XX w., gdy epidemia polio osiągnęła najwyższy poziom, dr Jonas Salk wynalazł szczepionkę (odtąd nazywaną szczepionką Salka). Miała ona wyeliminować chorobę i doprowadzić wirusa polio do wyginięcia. „W ten sposób szczepionka przeciw polio stała się emblematem zwycięstwa ludzkości w jej walce z potężnymi siłami natury”, a tym samym fundamentem mitologii szczepionkowej, gdyż oczywisty sukces szczepionki Salka utorował drogę kolejnym preparatom. Według autorów omawianej publikacji, ta skrócona historia „bezczelnie pomija wiele wydarzeń i faktów niezgodnych z heroiczną opowieścią o straszliwej chorobie paralitycznej pokonanej przez szczepionkę”.

Tygodnik Spraw Obywatelskich

Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Niewyjaśnione tajemnice, pytania bez odpowiedzi

Sukces szczepionki zahamował zainteresowanie niewyjaśnionymi zagadkami polio. Opinię publiczną przekonano, iż chorobę wszechstronnie zbadano i iż nauka doskonale rozumie jej aspekty: diagnostykę, wzorce epidemii, sposoby przenoszenia, sposób, w jaki wirus powoduje paraliż i wiele innych.

Tymczasem naukowcy już wtedy przyznawali, iż kilka wiedzą o polio, twórca drugiej szczepionki, Albert Sabin, zakończył jeden ze swych artykułów wymownym cytatem Freuda: „Nawet z wykładów zrezygnowałem, aby nie być zmuszonym do opowiadania tego, czego mam tylko nadzieję kiedyś się nauczyć”. Tysiące badaczy bez ustanku pracujących od dziesięcioleci nie zdołało znaleźć rzetelnych odpowiedzi na podstawowe pytania:

  • Dlaczego ogniska zachorowań na polio zaczęły pojawiać się pod koniec XIX wieku?
  • Dlaczego epidemie polio pod koniec XIX i na początku XX wieku były ograniczone do państw uprzemysłowionych?
  • Dlaczego zachorowalność wzrastała w okresie lata i wczesnej jesieni? (Jak wiemy, nie jest to typowy okres zachorowań w wypadku chorób zakaźnych).
  • Dlaczego polio rozprzestrzeniło się i nasiliło w tym samym okresie historycznym, kiedy choroby zakaźne wykazywały gwałtowny spadek?
  • Dlaczego badacze nie mogli zidentyfikować żadnego kontaktu z inną zakażoną osobą dla większości ofiar polio?
  • Dlaczego wirus polio (rzadko) atakuje ośrodkowy układ nerwowy?
  • Dlaczego nie można zarazić zwierząt laboratoryjnych chorobą doustnie, czyli drogą, którą rzekomo zarażają się ludzie?
  • Dlaczego, gdy w krajach nieuprzemysłowionych występowały rzadkie ogniska polio, choroba w większości przypadków ograniczała się do obcokrajowców z państw uprzemysłowionych?
  • Dlaczego zachorowalność na polio u amerykańskich i brytyjskich żołnierzy stacjonujących w różnych częściach świata podczas i po II wojnie światowej była znacznie wyższa niż u ich rodaków służących w krajach ojczystych?
  • Dlaczego zachorowalność na polio wśród brytyjskich oficerów w Indiach, Afryce Północnej i we Włoszech podczas II wojny światowej była od pięciu do dziesięciu razy wyższa niż wśród żołnierzy?

Nikt nie zadawał sobie już tych pytań, gdy wirusa udało się wyeliminować. Polio jednak nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa, gdyż w czasie, gdy odchodziło z państw uprzemysłowionych, zaczęło pojawiać się coraz liczniej w krajach rozwijających się (po II wojnie światowej).

Tymczasem do dziś oficjalna historia tej choroby nie dostarcza zadowalających odpowiedzi na te pytania.

Jedną z prób odpowiedzi na pytanie, czemu polio dotyka państw uprzemysłowionych, miała być teoria o „zbyt dużej higienie”. Teoria, która gwałtownie odwróciła się o 180 stopni, gdy Zachód uporał się z chorobą, a ta przeszła na kraje rozwijające się. Wtedy teorię postawiono na głowie, mówiąc już o braku higieny i złych warunkach sanitarnych. choćby przed tym „zwrotem”, teoria zbyt dużej higieny miała kruche podstawy, gdyż warunki sanitarne nie miały wpływu na zachorowania – polio atakowało wszystkie klasy społeczne.

Marna diagnostyka i choroby podobne do polio

Warto zadać sobie pytanie czy nic innego niż polio nie może wywoływać paraliżu? Okazuje się, iż owszem, wiele chorób i zaburzeń może wywołać paraliż przypominający polio. Dr Ralph Scobey odnalazł doniesienia o przypadkach chorób paralitycznych pod nie mniej niż 200 różnymi nazwami.

Tak wielki asortyment chorób paralitycznych „przypisano licznym i zróżnicowanym rodzajom „zatrucia”, w tym bakteryjnemu skażeniu żywności i wody, opryskiwaniu warzyw i owoców środkami owadobójczymi, (…) skażeniu wody toksycznymi chemikaliami i wielu innym”.

Biorąc pod uwagę mnogość chorób mogących powodować porażenie podobne do polio, nie może dziwić, iż diagnostyka choroby choćby w XX wieku była mało wiarygodna i niespójna.

Do 1955 r. diagnozowano „polio”, gdy po przyjęciu do szpitala stwierdzono u pacjenta paraliż, zaś od 1955 r. pacjentów badano ponownie po 60 dniach i tylko u tych, którzy w tym czasie przez cały czas byli sparaliżowani, rozpoznawano polio paralityczne.

To ważna zmiana, która nastąpiła w ciekawym momencie – w 1955 r., kiedy pierwszy raz użyto szczepionki Salka. Ten spadek zachorowań ewidentnie przypisano jej działaniu, „zapominając” o tak znaczącej zmianie procedur diagnostycznych.

Nikt nie wspomina również o tym, iż spadek zachorowalności odnotowano przed zastosowaniem szczepionki…

Wątpliwa skuteczność szczepionki przeciw polio

Stały, poprzedzający szczepienie spadek zachorowalności na polio odnotowano nie tylko w USA, ale w innych krajach zachodnich. Szczególnie niejasny udział szczepionki był w Izraelu, gdzie zaobserwowano spadek zachorowań przed jej zastosowaniem, a rok po rozpoczęciu jej stosowania, ponowny wzrost.

Profesor Tiberio Swartz z izraelskiego Ministerstwa Zdrowia zauważył, iż „kampania szczepień w 1957 r. prawdopodobnie nie miała związku z niską zachorowalnością odnotowaną w tamtym roku”.

Ponadto, zachorowalność spadała w ogóle, podczas gdy zaszczepiono najpierw tylko pewne grupy. Nie umiano wyjaśnić tego zjawiska. Odporność zbiorowa wystąpiłaby, gdyby zaszczepieni nie mogli przenosić wirusa, natomiast okazało się, iż szczepionka Salka nie zapobiegła rozprzestrzenianiu się polio.

Dr Kleinman uznał, iż szczepionka Salka ma pewien stopień skuteczności, jednak stwierdził, iż nie zna jego zakresu, bo nie może dobrać odpowiednich mianowników. Gdy wykonał badania na podstawie danych z lat 1955 i 1956, wykazał, iż dwie dawki Salki były skuteczne w 83%, zaś gdy zbadał dane z 1957 r. przy użyciu tej samej metody stwierdził, iż dwie dawki były skuteczne tylko w 24%.

Wykazano również (dr Sumner Berkovich ze współpracownikami), iż szczepionka nie spowodowała wytworzenia odpowiedniego poziomu przeciwciał, a zatem „fakt, iż nie zapewniła oczekiwanej ochrony, jest oczywisty”.

Co ciekawe, w spójnych wynikach badań epidemii polio w USA i innych krajach pod koniec lat 50. XX w. wskazano, iż nie znaleziono wirusa polio we krwi ani kale u ponad 20% pacjentów z paraliżem. Co więc spowodowało u tych pacjentów chorobę przypominającą polio?

Dr William Hammon, wybitny ekspert w dziedzinie polio jako jedyny zwrócił uwagę na rzecz oczywistą: „jest mało prawdopodobne, iż szczepionka Salka miała wpływ na chorobę, której nie spowodował wirus polio. jeżeli tak, to jak szczepionki przeciw wirusowi polio (Salka i Sabina) mogły całkowicie wyeliminować polio w Stanach Zjednoczonych, skoro wirus polio nie był przyczyną około 20% przypadków paralitycznych?”. Nie zaproponowano dotąd przekonującej odpowiedzi także na to pytanie.

Władze, choćby gdy publicznie bezwarunkowo popierały szczepionkę, musiały brać pod uwagę liczne badania wskazujące na jej niską skuteczność. W końcu zarówno amerykańskie jak i izraelskie władze musiały uznać porażkę szczepionki Salka – ledwie sześć lat po ogłoszeniu jej cudownym lekiem na polio, w obu krajach zastąpiono ją szczepionką Sabina.

Rzekomy sukces tej szczepionki w eliminowaniu pozostałych zachorowań na polio w krajach uprzemysłowionych kontrastuje z jej znaczącą porażką w krajach rozwijających się na początku XXI wieku:

„Jedną z sugerowanych przyczyn gwałtownego wzrostu zachorowań na paraliż w Indiach jest doustna szczepionka przeciwko polio”. Częste kampanie szczepień w tym kraju spowodowały, iż dzieci w krótkim czasie otrzymały 10 lub 15 dawek – znacznie więcej niż 3 lub 4 dawki w krajach zachodnich!

Wynalazca tej szczepionki, Albert Sabin twierdził, iż celem nie jest wyeliminowanie infekcji, ale paraliżu, będącym istotnym skutkiej tej infekcji.

„Siedemdziesiąt lat później Światowa Organizacja Zdrowia stawia sobie przeciwny cel: wyeliminować wirusa polio za wszelką cenę, choćby jeżeli kosztem tego jest znaczne zwiększenie zachorowań na paraliż. Niezależnie od tego, czy za skokowy wzrost liczby porażeń paralitycznych w krajach rozwijających się można winić samą doustną szczepionkę przeciwko polio, czy też w grę wchodzi inny czynnik, to jest całkiem jasne, iż WHO nie jest zbytnio zaniepokojone tym stanem rzeczy i nie podejmuje żadnych działań, aby odwrócić jego bieg.

To dziwaczne lekceważenie cierpienia stojącego za rosnącymi wskaźnikami porażenia paralitycznego budzi poważne wątpliwości co do wiarygodności zarówno WHO, jak i jej Światowej Inicjatywy na rzecz Eradykacji Polio”.

Podkreślmy, iż od końca XIX w. do połowy XX w. (momentu rozpoczęcia szczepień) porażenie wiotkie domyślnie rozpoznawano jako polio. Po udoskonaleniu metod identyfikacji wirusa, mówiono o pacjentach, u których nie wykryto polio we krwi lub stolcu. Z czasem zidentyfikowano więcej przypadków porażenia niezwiązanego z polio – AFP (acute flaccid paralysis syndrome – zespół ostrego porażenia wiotkiego).

Analiza danych WHO dotycząca zachorowań na AFP jest zdumiewająca: wysiłki WHO w zakresie eradykacji polio nie tylko nie zmniejszyły ogólnoświatowej zachorowalności na porażenie polio, ale w znacznym stopniu ją zwiększyły.

„Podczas gdy zgłoszona zachorowalność na polio spadła prawie do zera w latach 1988-2010, globalna zachorowalność na AFP wzrosła do około 100 000 przypadków w 2010 r., co stanowi trzykrotność globalnego poziomu zachorowań na chorobę paralityczną odnotowanego w 1988 r.”.

Co istotne, pierwsze przypadki paraliżu poszczepiennego odnotowano już w 1955 r. w USA (tzw. incydent Cuttera).

Od tamtego momentu władze zdrowotne USA przejęły odpowiedzialność za szczepienia i szczepionki. Odtąd wszystko, co mogłoby zagrozić wizerunkowi szczepień, leżało w ich interesie. Nic więc dziwnego, iż władze zatajały informacje o niebezpieczeństwach i nieskuteczności szczepionki przed społeczeństwem.

Alternatywne wyjaśnienie enigmy: pestycydy

Od końca XVIII wieku zgłaszano sporadyczne przypadki chorób podobnych do polio, ale to dopiero pod koniec XIX wieku w zachodnim stylu życiu nastąpiła fundamentalna zmiana, która według autorów, doprowadziła do większych i częstszych przypadków paraliżu.

W połowie XVIII wieku wynaleziono barwnik, tzw. zieleń paryską, będącą toksyczną substancją na bazie miedzi i arsenu, stosowaną głównie w przemyśle tekstylnym i tapetowym.

W XIX wieku stała się bardzo popularna w USA i w Europie, a produkował ją niemal każdy producent barwników tego okresu. I mimo tego, iż arszenik znany był jako śmiertelna trucizna, zieleń paryską uważano za bezpieczną.

Wiele produktów (w tym zabawek dla dzieci) barwiono modnym kolorem. Arszenik był także składnikiem wielu leków medycznych (np. „płyn Fowlera”)… Wraz ze wzrostem stosowania związków na bazie arsenu, zaczęły pojawiać się doniesienia lekarzy o zatruciach tym pierwiastkiem.

Ponadto, pod koniec XIX w., oprócz licznych zastosowań w produktach gospodarstwa domowego i lekach, zieleń paryska stała się popularnym pestycydem. Był stosowany powszechnie. Na początku XX w. zieleń paryska została zastąpiona jeszcze silniejszym pestycydem, arszenianem ołowiu, który swoją pozycję utrzymał aż do okresu po II wojnie światowej, gdy zastąpiło go DDT. Był stosowany nie tylko w USA, ale także w Anglii, Nowej Zelandii, Kanadzie, Australii, Francji i wielu innych krajach, gdzie występowała owocówka jabłkóweczka (robak w jabłku).

Rok po wprowadzeniu arsenianu ołowiu, w okolicach Bostonu zgłoszono niewyjaśniony wzrost przypadków paralitycznego polio.

Był to okres letni i wczesnojesienny, pora ta zbiega się z sezonem zbierania jabłek w tamtym rejonie, zaś większość chorych „na polio” pochodziła z obszarów wiejskich otaczających Boston, a nie z samego miasta.

Nawet minimalne ilości toksyn takich jak ołów i arsen mogą powodować objawy, które obejmują paraliż i zgon. W literaturze medycznej z tamtego okresu pojawiały się zgłoszenia dotyczące paraliżu po narażeniu na arsen i ołów. Wspominano o przypadkach paraliżu „polio” w wyniku zatrucia tymi pierwiastkami!

Dr Ornof opisał przypadek malarza używającego farb na bazie ołowiu, który zmarł po doświadczeniu porażenia wiotkiego – sekcja zwłok wykazała typowe dla polio zmiany w istocie szarej jego rdzenia kręgowego…

Podobieństwo między paraliżem powodowanym toksynami a tym, w wyniku polio, dezorientowało lekarzy przez dziesięciolecia.

„Zatrucie ołowiem jest jedną z chorób, które są zwykle błędnie diagnozowane przez lekarzy jako polio” – stwierdził dr Archibald Hoyne.

Zmiana zachorowalności na polio z kilku przypadków rocznie do setek przypadków lub więcej, rozpoczęła się w czasie, kiedy zrezygnowano ze stosowania zieleni paryskiej (zawierającej „tylko” arsen!) na rzecz arsenianiu ołowiu.

Dopiero w 1988 r. zakazano stosowania arsenianiu ołowiu w USA, ale górna warstwa gleby w regionach oprysków zawiera duże ilości arsenu po dziś dzień.

DDT i nasilenie polio po II wojnie światowej

DDT [znany pod handlową nazwą jako Azotoks – przyp. red.] to syntetyczny środek owadobójczy, szeroko stosowany w krajach uprzemysłowionych od lat 40 XX w. Związek ten rozpylano w obozach wojskowych, miliony amerykańskich żołnierzy wposażono w osobiste puszki z proszkiem DDT w celu ochrony przed komarami, wszami i innymi insektami przenoszącymi choroby.

Po spektakularnym sukcesie DDT w zwalczaniu owadów przez wojsko, środek gwałtownie wprowadzono do użytku w sektorze cywilnym. DDT stał się najczęściem wybieranym przez Amerykanów pestycydem…

Odpowiedź na pytanie, czy już wtedy wiedziano, iż jest toksyczny dla ludzi brzmi: tak.

Jednak pomimo wyraźnych znaków ostrzegawczych, jakie pojawiały się w ówczesnych raportach i badaniach, nie zakazno DDT w okresie powojennym ani nie ograniczono jego stosowania. Mimo tego, iż stwierdzono, iż DDT jest toksyczny dla układu nerwowego zwierząt oraz ludzi i może powodować poważne objawy, w tym porażenie wiotkie.

W tym miejscu należy dodać, iż DDT zaczął być powszechnie stosowany w krajach rozwijających się w ciągu niespełna dekady po zakończeniu II wojny światowej. Wtedy to paraliż podobny do polio stał się powszechny w tych krajach.

Co jeszcze ciekawsze, to niedawno utworzona WHO rozpoczęła w latach 50. XX w. globalną inicjatywę walki z malarią, gdzie użyto ogromnych ilości DDT do zabijania przenoszących ją komarów. I to mimo tego, iż niebezpieczeństwa związane z DDT powszechnie znano już w latach 60., WHO zignorowała te ostrzeżenia, przez cały czas stosując środek w XXI w.

Czy polio jest chorobą zakaźną?

Zanim zdogmatyzowano i zabetonowano temat polio, lekarze niechętnie używali określenia „choroba zakaźna”. Uważano, iż chorobę wywołują prędzej „miazmaty”, czyli toksyczne opary, niż bakterie czy wirusy.

Poza tym, w przeciwieństwie do choroby epidemicznej (infekcyjnej i zaraźliwej), przypadki paraliżu dokumentowane przez badaczy pojawiały się w różnych częściach dużego obszaru, a nie w jednej miejscowości…

Nie znaleziono dowodów na bezpośrednie przenoszenie choroby z osoby na osobę (jeśli już to ludzie zapadali na chorobę jednocześnie).

Przy braku dowodów dopuszczano się niekiedy bardzo śmiałych twierdzeń bez pokrycia: dr Wickman stwierdził, iż choćby całkowicie zdrowi ludzie są nosicielami czynnika wywołującego polio (!). A swoją drogą, czy ta śmiała teza czegoś nam nie przypomina?…

Wickman rzecz jasna nie udowodnił, żeby jakakolwiek osoba (chora czy zdrowa) była nosicielem takiego czynnika, wówczas choćby czynnik wywołujący polio nie był zidentyfikowany.

W istocie więc nie podano żadnego wyjaśnienia faktu, iż epidemia potrafiła atakować wiejskie i odizolowane społeczności, gdzie domy znajdowały się daleko od siebie, a oszczędzała duże i gęściej zabudowane obszary miejskie.

„Założenie Wickmana, iż zdrowi ludzie mogą przenosić chorobę, dawało praktycznie nieograniczone możliwości prześledzenia teoretycznego łańcucha zakażenia między przypadkami”…

By udowodnić, iż chodziło o chorobę zakaźną, dokonano wielu kuriozalnych eksperymentów, np. poświęcono ponad 100 000 małp (dr Karl Landsteiner)… Tym zwierzętom wstrzykiwano substancję, która nie była oczyszczonym wirusem, ale fragmentem rdzenia kręgowego pobranego od zmarłej osoby na paralityczną chorobę przypominającą polio, który następnie zmielono i przefiltrowano.

Wszystkie próby zakażenia małp w sposób naturalny kończyły się jednak niepowodzeniem… „Jak dotąd nigdy nie znano małp, które zapadałyby na tę chorobę spontaniczne, choćby jeżeli utrzymuje się je w bliskim kontakcie z zakażonymi małpami”.

Wówczas jeszcze pojawiały się krytyczne głosy, mówiące, iż eksperymenty z małpami są zbyt naciągane, zbyt wygodne, zaś choroby nie powoduje żywy mikroorganizm lub wirus, ale toksyna.

Chociaż nigdy nie zdołano odtworzyć rzekomego sposobu przenoszenia polio i tak naprawdę nie wyizolowano wirusa polio (mowa o eksperymentach dr. Landsteinera i jego następców), „zgodnie z oficjalną wersją eksperymenty te dostarczyły silnych dowodów na to, iż polio jest chorobą zakaźną. Tak właśnie ustalono wirusową teorię polio, mimo braku bezpośrednich i wystarczających dowodów przedstawionych przez Wickmana z jednej strony i Landsteinera z drugiej, co wyznaczyło drogę dla następnych stu lat badań nad tą chorobą”.

Wracając do ludzi: w ciągu 35 lat pracy na oddziałach zakaźnych szpitali w Chicago żaden członek personelu ani hospitalizowany pacjent niechorujący na polio, nigdy nie zarazili się tą chorobą.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

Zignorowanie teorii o szkodliwych pestycydach

Wskazówki łączące pojawienie się polio w USA z rosnącym użyciem toksycznych pestycydów można było znaleźć od samego początku. Łatwo domyślić się, czemu zignorowano ten kierunek badań.

Historyk James Whorton opisał, jak władze aktywnie ukrywały zagrożenia dla zdrowia związane ze spożywaniem żywności spryskiwanej toksynami.

Ewentualne skandale tuszowano, może nie powinno więc tak bardzo dziwić to, iż lekarze nie zdołali powiązać epidemii paraliżu z rosnącym użyciem pestycydów?

Ponadto stosowanie tych toksyn było tak powszechne, iż uznawano je za normalne składniki fizjologiczne, więc choćby jeżeli odnaleziono je w wynikach badań pacjenta z paraliżem, nie budziło to specjalnie zdziwienia…

Nawet kiedy zaczęto ujawniać niebezpieczeństwa związane z tymi toksynami, teoria wirusa polio była już dobrze ugruntowana. Badacz polio niespecjalnie mógł sprzeciwiać się ustalonemu dogmatowi, ryzykowałby ostrą krytykę lub choćby wykluczenie przez Narodową Fundację na rzecz Paraliżu Dziecięcego, która sponsorowała wówczas prawie wszystkie badania nad polio.

Nie wspominając o tym, iż taki hipotetyczny badacz stałby się obiektem brutalnych ataków ze strony lobby rolniczego i wielkich firm chemicznych. Takim odważnym człowiekiem był dr Biskind, który w latach 1949-1953 opublikował serię prac na temat szkodliwości DDT, sugerując, iż to, co brano za polio, było w istocie zatruciem toksynami.

Biskind ujawnił niewyobrażalną porażkę systemową, tj., iż bezpieczeństwo DDT i innych pestycydów zbadano tylko powierzchownie, a stosowanie tych związków było prawdopodobnie odpowiedzialne za wiele ciężkich chorób.

W artykule z „New York Post” z marca 1949 r., za sprawą dr. Biskinda, nie przebierano w słowach: „DDT, wielki zabójca robaków, może okazać się jedną z najbardziej niszczycielskich broni biologicznych, jakich kiedykolwiek ludzie użyli przeciwko sobie. […] DDT powoli zatruwa dużą liczbę Amerykanów, zwłaszcza dzieci”.

Mimo wszystko (mimo braku efektów), brawa za odwagę, zarówno dla tego doktora, jak i dla ówczesnej prasy. Wydaje się, iż w dzisiejszych czasach tego typu głosy byłyby po prostu zmiażdżone (nowoczesna cenzura w imię przeciwdziałania siania dezinformacji…).

Niestety, choćby jeżeli wtedy jeszcze jakimś cudem można było mieć inne zdanie niż to powtarzane przez główny nurt, na kilka to się zdało.

Trucie ludzkości trwało w najlepsze.

Z czasem zarekomendowano Kongresowi USA prawo kontrolujące przenikanie substancji chemicznych do krajowej żywności (1952). Sytuacja stawała się coraz bardziej poważna, nierozsądnym byłoby oczekiwać, iż ludzie unikną obrażeń, jeżeli będą narażeni co roku na działanie środka toksycznego.

W latach 50. XX wieku (1954, 1958) wprowadzono przepisy ustalające maksymalny próg ilości pestycydów dozwolonych w żywności. W 1952 r. Departament Rolnictwa, stanowe i lokalne władze ochrony zdrowia podjęły działania ograniczące ekspozycję na DDT.

Wynika z tego, iż władze (w tym wypadku USA) były świadome niebezpieczeństwa, siłą rzeczy musiały więc w końcu podjąć działania w celu ograniczenia jego stosowania. Zbiegło się to z czasem zastosowania szczepionki oraz z niewyjaśnionym spadkiem zachorowalności na polio…

Czy nie była to wyjątkowo cyniczna polityka pozbawiona skrupułów? Zadziałano wówczas, gdy sytuacja była już zbyt tragiczna, by umywać ręce. Przy okazji „udowodniono” magiczną moc szczepień. Zaś pestycydy „poszły” w stronę państw rozwijających się…

Jak mawiają, „hajs musi się zgadzać”. Zdrowie i życie zwykłych ludzi – nie jest aż tak istotne.

Na zdrowych się nie zarabia, na umarłych też już nie. Wypadałoby więc jakoś to wypośrodkować.

Ta końcowa relfleksja nie płynie bezpośrednio z omawianej tu książki, jest wyłącznie moim spostrzeżeniem. Choć chciałabym zakończyć ten artykuł optymistycznym akcentem, nie jestem w stanie tego zrobić. Biorąc pod uwagę przedstawioną tu historię, po raz kolejny nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż istotnie żyjemy w piekle.

A może naprawdę „l’enfer, c’est nous” – piekło to my.

Źródła:
„Żółwie aż do końca. Czy warto szczepić dzieci? Nauka i mity o szczepionkach” (tytuł oryginału: Turtles all the way down: Vaccine Science and Myth) w przekładzie Agaty Stajudy, Fundacja Ordo Medicus, 2023.
Bibliografia „Żółwi aż do końca” w przekładzie Agaty Stajudy [dostęp: 08.12.2025]

Idź do oryginalnego materiału