KREW NA PASTWISKACH PODOLAN. BOHATEROWIE WRZEŚNIA W GMINIE GDÓW

gazetagdowianin.pl 1 tydzień temu

Szczęk gąsienic, ryk silników i dym płonących zabudowań – tak wyglądała środa, 6 września 1939 roku w dolinie Raby. To właśnie tego dnia wojna z całą swoją bezwzględnością uderzyła w rejon dzisiejszej gminy Gdów. Przez te malownicze tereny przetoczyła się potężna niemiecka nawała pancerna, napotykając jednak na zacięty i bohaterski opór polskich żołnierzy, w tym elitarnej formacji płk. Stanisława Maczka. Choć wróg dysponował druzgocącą przewagą techniczną, plan błyskawicznego opanowania dróg w kierunku Bochni legł w gruzach.

Po przełamaniu polskich linii obronnych w rejonie Myślenic, niemieckie dowództwo skierowało w dolinę Raby potężne uderzenie pancerne. Celem 2 Dywizji Pancernej Wehrmachtu było szybkie dotarcie przez Dobczyce i Gdów do Bochni, co pozwoliłoby odciąć drogi odwrotu wycofującej się Armii „Kraków”.

Niemiecka kolumna parła naprzód dwutorowo, wykorzystując obie strony rzeki Raby. 6 września przed południem pancerne kleszcze zacisnęły się na ziemi gdowskiej. Polskie dowództwo zdawało sobie sprawę, iż każdy zyskany tutaj kwadrans jest na wagę złota dla tysięcy polskich żołnierzy maszerujących na wschód.

Południowe skrzydło niemieckich sił pancernych natknęło się w Podolanach na cofające się oddziały polskie. Zgrupowanie składało się z żołnierzy 1 Brygady Górskiej KOP (w tym batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza „Wilejka”) oraz osłaniającej ich legendarnej 10 Brygady Kawalerii płk. Stanisława Maczka.

Starcie, które rozegrało się na tamtejszych polach i pastwiskach, miało charakter niezwykle gwałtowny. Polscy żołnierze zajęli pozycje obronne na zboczach pobliskiej Wólki Zręczyckiej, skąd celnym i gęstym ogniem z broni maszynowej nakryli odpoczywających w dolinie Niemców.

Zaskoczony wróg natychmiast odpowiedział ogniem artyleryjskim, używając m.in. pocisków zapalających. Wokół Podolan i Woli Zręczyckiej w mgnieniu oka wybuchły pożary, a dym ograniczył widoczność walczącym. Mimo zaciętości, przewaga sprzętowa Wehrmachtu zmusiła Polaków do odwrotu w kierunku Nowego Wiśnicza. W bitwie zginęło kilku polskich obrońców, ale straty niemieckie były również dotkliwe – po wojnie w tym miejscu postawiono Pomnik Żołnierzy Września upamiętniający te wydarzenia.

Równolegle, północna kolumna pancerna Wehrmachtu przemieszczała się tzw. „cesarskim” gościńcem w stronę Książnic. Kluczowym punktem na mapie był tamtejszy austriacki most na Rabie – strategiczna przeprawa warunkująca tempo niemieckich żołnierzy. Polscy saperzy przygotowali most do zniszczenia, gęsto go minując. Kiedy jednak niemieckie czołgi w samo południe 6 września stanęły na rozdrożu przy kapliczce w Książnicach, ładunki nie odpaliły. Z powodów logistycznych i chaosu odwrotu most nie został wysadzony, a niemieckie pojazdy pancerne bez przeszkód sforsowały Rabę. Wydawało się, iż droga na Bochnię stoi otworem. Wtedy jednak do akcji wkroczyła polska artyleria stacjonująca w Puszczy Niepołomickiej w rejonie Kłaja. Polscy artylerzyści rozpoczęli huraganowy ostrzał pozycji wokół przeprawy. Choć ogień nie zniszczył samej konstrukcji mostu (pociski niefortunnie trafiały w pobliskie domostwa w Książnicach, paląc 6 budynków mieszkalnych), to skutecznie zaryglował drogę. Niemcy, obawiając się zasadzki i ponownego zaminowania, zostali sparaliżowani. Rozminowywanie i zabezpieczanie terenu zajęło im czas aż do wieczora 7 września.
Choć militarnie bitwy w gminie Gdów zakończyły się wycofaniem polskich sił, ich strategiczne znaczenie było ogromne. Opór pod Podolanami oraz zablokowanie przeprawy w Książnicach opóźniły marsz 2 Dywizji Pancernej na Bochnię o niemal dwa dni. Te kilkadziesiąt godzin pozwoliło wielu polskim jednostkom uniknąć okrążenia i zorganizować nową linię obrony w głębi kraju. Dla mieszkańców dzisiejszej gminy Gdów, 6 września pozostał symbolem niezłomności i dramatycznym świadectwem pierwszych dni globalnego konfliktu.
Idź do oryginalnego materiału