Marcin Wyrwał: Bracia Marx w Monachium. Co „osiągnęli” Amerykanie w rozmowach pokojowych

news.5v.pl 1 miesiąc temu

Rosjanie sprowadzili amerykańskich polityków do roli małych komików

Otwierające przemówienie Hegsetha po części było mocnym, szczerym komunikatem dalszych planów USA w stosunku do naszego regionu, kiedy oznajmiał, iż Europa musi ponieść znacznie większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Kiedy jednak wypalił, iż USA nie wierzy w odzyskanie przez Ukrainę utraconych terytoriów i kraj ten nie ma co marzyć o wejściu do NATO, to było to jawne osłabienie wyjściowej pozycji negocjacyjnej Zachodu wobec Rosji.

Nieważne, iż dla wielu rozumnych komentatorów nie była to żadna rewelacja. Ale nie tak się prowadzi negocjacje. Był to po prostu błąd dużego kalibru.

Jeszcze nie ochłonęliśmy po wystąpieniu amerykańskiego sekretarza obrony, a już wiceprezydent J.D. Vance ganił Europę za prześladowania chrześcijan. Próżno było tu szukać śladu rozsądku. Jaki był jego cel, oprócz chęci zrugania europejskich partnerów dla samej przyjemności chełpienia się swoją wyższą pozycją? Na domiar złego J.D. Vance posłużył się słynnym cytatem z Jana Pawła II „Nie lękajcie się”, zupełnie mijając się z jego kontekstem, którym było nawoływanie do odważnej postawy wobec Rosji. Ugodowa postawa Amerykanów wobec Putina z pewnością taka nie jest.

Najmocniej dowodzi tego prezydent Trump, który na każdym kroku przypominał o świetnych relacjach, jakie łączą go z moskiewskim dyktatorem oraz zapowiadał wizytę rosyjskiej delegacji na konferencji, o czym pisałem szerzej w swoim poprzednim tekście. W reakcji na te deklaracje Rosjanie uderzyli dronem z ładunkiem wybuchowym w kopułę chroniącą nieaktywny reaktor w Czarnobylu oraz oświadczyli, iż żadnej ich delegacji w Monachium nie będzie. Znowu amerykańscy politycy zostali sprowadzeni do roli marnych komików.

Co osiągnęli amerykańscy „bracia Marx” w Monachium? Z pewnością zrazili do USA europejskich polityków. Do tych, którzy już mocno stawiali się Amerykanom, dołączyli inni.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Niespodziewany efekt

Wystarczy wsłuchać się w wypowiedzi ważnych europejskich uczestników konferencji w Monachium, którzy jak jeden mąż zaczęli odwracać się od USA i koncentrować na własnych sprawach.

Premier Szwecji Ulf Kristersson: „Żadnych rozmów o Ukrainie bez Ukrainy. Żadnych rozmów o Europie bez Europy” (wcześniej lustrzane słowa wypowiedział ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski).

Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa: „Będziemy przez cały czas stać ramię w ramię z Ukrainą — w negocjacjach, udzielaniu gwarancji bezpieczeństwa, w odbudowie i jako przyszłego członka Unii Europejskiej”.

Przewodniczący CDU Frierdich Merz: „Szanujemy wybory prezydenckie i wybory do Kongresu w USA. Oczekujemy, iż USA zrobią to samo tutaj”.

I w końcu sam Zełenski: „Ten nowy rok zaczyna się teraz i niech będzie rokiem Europy — zjednoczonej, silnej, bezpiecznej i pokojowej”.

Europa pozostaje niezwykle silna gospodarczo, ale dramatycznie osłabiona militarnie po dekadach bezmyślnego rozbrajania się i ślepej wiary w amerykański parasol ochronny. Dlatego Europa, tak czy owak, będzie prowadziła rozmowy z Amerykanami w celu osiągnięcia rozwiązania toczącej się wojny, bo po prostu nie ma innego wyjścia. Jednak wszystko wskazuje na to, iż od dziś Europa będzie rozmawiała z Amerykanami jako mocniej zjednoczony i bardziej jednolity organizm niż było to jeszcze 48 godzin temu.

W tym sensie trójka czołowych amerykańskich polityków poniosła w Monachium klęskę. Zamiast silnych mężów stanu o jasno zakreślonych celach Europejczycy zobaczyli ensemble dość komicznych postaci o wyraźnej skłonności do ustępstw wobec rosyjskiego agresora. To nie pomoże im w dalszych rozmowach z Europą.

CZYTAJ WIĘCEJ: Witold Jurasz: Przemówienie J.D. Vance’a przejdzie do historii. Hannibal u bram

Idź do oryginalnego materiału