TRACISZ POŁOWĘ NASZYCH FILMÓW! Zostań członkiem, aby odblokować wszystkie nasze reportaże i wesprzeć naszą pracę:https://www.youtube.com/channel/UC-Q1gV2g_ck4LZG8axhAeVg/join
Dziś nagrania z najnowszej ukraińskiej operacji w rejonie Wowczańska ujawniły rzeczywistość kryjącą się za szeroko nagłaśnianymi rosyjskimi twierdzeniami o postępach w obwodzie charkowskim. Rosyjskie grupy szturmowe próbują przenikać na ukraińskie pozycje, licząc na zajęcie symbolicznego miejsca, podniesienie rosyjskiej flagi, wykonanie zdjęcia i zameldowanie o kolejnym rzekomym sukcesie na polu walki. Zamiast tego, jak pokazuje nagranie z jednego z takich wydarzeń, żołnierze ukraińskiej Brygady Forpost odpowiednio wcześnie wykryli ruch przeciwnika i udaremnili całą misję, zanim Rosjanie zdołali choćby wykonać zdjęcia, których potrzebowali. Ukraińskie nagrania z dronów pokazały, jak operatorzy bez przerwy przeszukują pasy leśne i opuszczone tereny w poszukiwaniu subtelnych oznak rosyjskiej obecności, w tym porzuconych śmieci, które często zdradzają ukryte grupy infiltracyjne. Po wykryciu przeciwnika ukraińskie grupy szturmowe ruszają do działania, aby odizolować pozycje, podczas gdy drony obserwują każdą możliwą drogę odwrotu. Rosyjscy żołnierze ukrywający się w ziemiankach wielokrotnie otrzymują możliwość poddania się. Głośniki zamontowane na dronach nadają komunikaty po rosyjsku, ostrzegając, iż porzucone grupy szturmowe czeka wyłącznie śmierć, jeżeli nie złożą broni. Ci, którzy odmawiają kapitulacji, są wypierani granatami albo eliminowani kolejnymi uderzeniami dronów, aż wszystkie pozycje zostaną całkowicie oczyszczone.
Ta ukraińska operacja oczyszczania terenu potwierdza szerszy obraz sytuacji wokół Wowczańska, gdzie małe grupy infiltracyjne próbujące dotrzeć do odizolowanych pozycji pokazują jedynie, iż Rosji brakuje siły żywej, wsparcia pojazdów opancerzonych, odpowiedniej koncentracji artylerii oraz logistyki potrzebnej do przeprowadzenia trwałego przełamania. Ponad dwa lata po tym, jak ciężkie walki po raz pierwszy ogarnęły Wowczańsk, rosyjskie siły przez cały czas nie są w stanie całkowicie zdobyć miasta, nie mówiąc już o dalszym marszu w kierunku Charkowa. Zamiast prowadzić skoordynowane natarcia siłami wielkości batalionu, dowódcy coraz częściej polegają na niewielkich grupach przedzierających się przez zniszczone dzielnice lub tereny leśne, licząc na wykorzystanie chwilowych luk i stworzenie pozorów symbolicznych zwycięstw. Taka taktyka może tworzyć dramatyczne nagłówki w samej Rosji, ale nie oznacza rzeczywistych zdobyczy terytorialnych ani prawdziwego tempa operacyjnego. To oderwanie od rzeczywistości sięga aż do samego Kremla, ponieważ obraz sytuacji, jaki otrzymuje Putin, opiera się na sfałszowanych mapach operacyjnych przygotowywanych przez rosyjskich dowódców. Mapy te przedstawiają rosyjskie siły jako posuwające się choćby dziesięć kilometrów poza Wowczańsk, kontrolujące do trzystu kilometrów kwadratowych terenu, którego w rzeczywistości nie kontrolują, oraz rzekomo zagrażające okrążeniem ukraińskich formacji położonych dalej na wschód.
Takie raporty tworzą iluzję skutecznej ofensywy i zachęcają do publicznych oświadczeń przewidujących przyszłe postępy w kierunku Charkowa. Ten sam schemat stał się wyraźnie widoczny, gdy rosyjskie Ministerstwo Obrony oficjalnie ogłosiło zdobycie Szczerbakiwki w obwodzie charkowskim, mimo iż miejscowość ta oficjalnie przestała istnieć prawie trzydzieści lat temu, po wyludnieniu i usunięciu z rejestrów administracyjnych w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym siódmym roku. Podczas gdy oficjalne komunikaty opisują szeroko zakrojone postępy, nagrania z pola walki przez cały czas pokazują rosyjskie grupy szturmowe ścigane i eliminowane w rejonie Wowczańska. Najmocniejsze zaprzeczenie rosyjskiej narracji pochodzi jednak od samych rosyjskich żołnierzy, ponieważ jeden z wziętych do niewoli wojskowych zwrócił się bezpośrednio do innych Rosjan i do Putina, oskarżając dowódców z siedemdziesiątej pierwszej Dywizji oraz rosyjskiego Północnego Zgrupowania Wojsk o systematyczne fabrykowanie sukcesów na polu walki.
Według jego relacji dowódcy wielokrotnie twierdzili, iż zdobyli kilka miejscowości, w tym Biłyj Kołodiaź. Żołnierz wyjaśnił jednak, iż poddał się po spędzeniu około dwóch tygodni w opuszczonej ziemiance położonej znacznie na północ od Biłego Kołodziazia, co dowodziło, iż rosyjskie siły nigdy nie dotarły do miejsc, nad którymi ich dowódcy rzekomo mieli sprawować kontrolę. Opisał odizolowane grupy składające się z jednego albo dwóch żołnierzy, pozostawione bez zaopatrzenia, bez posiłków oraz bez jakiegokolwiek realistycznego planu dalszego natarcia. Wielu z tych żołnierzy ostatecznie się poddawało, ponieważ po prostu zdawali sobie sprawę, iż nikt nie zamierza ich ratować ani wspierać zajmowanych przez nich pozycji.
Źródło: Raporty z Ukrainy










