W okresie przed I wojną światową przy skrzyżowaniu obecnych Wałów Kościuszki i ul. Piłsudskiego (obecnie apteka) w parterowym budynku i sąsiednim piętrowym, mieściła się gospoda „Weisses Ross” („Biały Rumak”). Jej właścicielem był H. Bensch. Trudno powiedzieć, czy była również wydzielona część hotelowa. Na pewno w okresie międzywojennym działał tam hotel „Dworcowy”.
Wówczas restaurację prowadził Franciszek Falkiewicz, istniała również po II wojnie światowej, do połowy lat 80. jako „Bar dworcowy”. Początkowo wchodziło się do niej od strony pomnika Żołnierza Polskiego. Później zamurowano wejście od strony pomnika Żołnierza Polskiego i wchodziło się od obecnej ul. Piłsudskiego. Na wprost wchodziło się do hotelu (działał do lat 60.), po prawej stronie była sala restauracyjna, druga lewej (zamknięto ją mniej więcej w tym samym czasie, co hotel).
Bar w ostatnim okresie istnienia, delikatnie mówiąc, nie był najwyższego standardu. Wyposażenie stanowiły proste stoliki i krzesła. Co ciekawe, przez cały czas działalności przez bywalców określany był mianem „U Fala”, chociaż niewielu z nich wiedziało dlaczego.
Ciekawostki związane z barem „U Fala”
Jeszcze na przełomie lat 50/60 w barze uwijal się kelner „starej daty” o imieniu Ludwik. Ubierał się w czarny garnitur i białą koszulę „pod krawatem”, przez rękę mial przewieszoną białą ściereczkę.
W ostatnim okresie istnienia „Baru dworcowego” o pomstę do nieba wołała ubikacja. Była tylko możliwość zrobienia „jedynki” i to pod tzw. „ścianą płaczu”. Była to osmołowana do wysokości ok. 1,5 m ściana z rowkiem odpływowym na na dole. Zrobienia „dwójki” nie przewidziano, gdyż muszli klozetowej po prostu nie było.
Bar tętnił życiem od wczesnych godzin rannych, otwierano go bowiem o godz. 7.00, a czynny był do Największym powodzeniem cieszyło się piwo kuflowe, dostarczane z bojanowskiego browaru.
W godzinach przedwieczornych był tam jeden wieki „kocioł”. Czynna była tylko sala po prawej stronie od wejścia z ul. Piłsudskiego (wtedy Janka Krasickiego), wewnątrz przelewał się tłum, wszystkie stoliki były okupowane. Czymś normalnym byli piwosze z kuflami w ręce w przedsionku baru, tuż za wejściem.
W zasadzie w barze nie dochodziło do większych awantur, większość bywalców się znała, choćby z widzenia. Jedynie czasem „coś się działo”, szczególnie jak pojawił się ktoś obcy. Traktowano go z wyraźną rezerwą, niekiedy wręcz wrogo.
Kuchni, jako takiej, nie było, dań na gorąco nie serwowano. Jako zakąskę można było wziąć tradycyjne „zestawy:: jajko w majonezie, śledź w śmietanie, czy tzw. „lornetę” (galat), która zdarzała się od czasu do czasu. Rzadko ktoś z tego korzystał, z świeżość tych zakąsek pozostawiała dużo do życzenia.
Nie był to jednak w Rawiczu bar o najgorszym standardzie. Przebijały go tzw. „wysokie stołki” na skrzyżowaniu ulic 17 Stycznia i Scherwentkego (obecnie „Domowe Obiady”). Zwyczajowa nazwa pochodziła od hokerów, które umieszczone były przy bufecie. Po likwidacji baru (przełom lat 60/70), przeniesiono go na skrzyżowanie ulic Scherwentkego i Wazów, tradycyjnie nazywając również „wysokie stołki”. Po likwidacji baru „U Fala” przejął jego klientów. Działał do lat 90. Część budynku wyburzono, w pozostałej części mieściły się biura PSS-u „Społem”, teraz do wynajęcia.
https://rawicz24.pl/kultura/moze-by-tak-na-piwo-do-laszczyna-ale-tylko-w-srody/PRB8coHrKahQaNKH2mGs











![Nowe oblicze Mirosława Szczubełka. Tak powstał utwór „Wciąż Cię mam" [WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/miroslawsz.jpg)
