Są gesty, których nie da się wytłumaczyć niezręcznością. Są decyzje, których nie da się przykryć dyplomatycznym komunikatem. Nadanie jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA” to właśnie taki przypadek. Dla części Ukraińców może to być element własnej polityki historycznej. Dla wielu Polaków brzmi to jednak jak policzek wymierzony w pamięć ofiar Rzezi Wołyńskiej.
I właśnie dlatego ta sprawa tak mocno uderzyła w relacje polsko-ukraińskie.
Polska od początku rosyjskiej agresji była jednym z najważniejszych sojuszników Ukrainy. Przyjęliśmy miliony uchodźców, organizowaliśmy pomoc humanitarną, wspieraliśmy Ukrainę politycznie, militarnie i społecznie. Polacy otwierali domy, szkoły, urzędy, serca i portfele. W wielu momentach Polska zachowywała się wobec Ukrainy nie jak chłodny partner polityczny, ale jak najbliższy sąsiad, który rozumie dramat wojny.
Tym bardziej decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego wywołała w Polsce gniew i niedowierzanie. Bo trudno oczekiwać od Polaków, żeby w imię bieżącej geopolityki przestali pamiętać o własnych zamordowanych rodakach.
„To nie było wymierzone w Polaków”. Ale czy to wystarczy?
Ukraińskie MSZ przekonuje, iż decyzja nie była wymierzona w Polaków. Kijów podkreśla, iż na sporach historycznych między Polską a Ukrainą korzysta przede wszystkim Rosja. To argument, który w czasie wojny brzmi racjonalnie. Moskwa rzeczywiście chętnie wykorzystuje każdy konflikt między Warszawą a Kijowem, aby podsycać nieufność, gniew i wzajemne oskarżenia.
Ale jest w tym stanowisku także coś, co w Polsce może budzić sprzeciw.
Bo nie wystarczy powiedzieć: „to nie było przeciwko wam”. jeżeli druga strona czuje się zraniona, jeżeli dotykamy pamięci o ludobójstwie, jeżeli chodzi o temat Wołynia, to dyplomacja powinna wykazywać szczególną wrażliwość. A tej wrażliwości zabrakło.
Ukraińcy mają prawo do własnej pamięci historycznej. Ale Polska ma prawo powiedzieć jasno: nie można budować partnerstwa na przemilczeniu cierpienia ofiar. Nie można oczekiwać wdzięczności i zrozumienia, jednocześnie gloryfikując formacje, które w polskiej pamięci są nierozerwalnie związane z mordami na ludności cywilnej.
Polska klasa polityczna mówi jednym głosem
Rzadko zdarza się, by w Polsce tak różne środowiska polityczne reagowały podobnie. Tym razem krytyka popłynęła z wielu stron. Premier Donald Tusk nazwał decyzję niepokojącą. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, iż jest ona nie do przyjęcia. Polskie MSZ oceniło ją jednoznacznie negatywnie, wskazując, iż rani pamięć o ofiarach. Do sprawy odniósł się także prezydent Karol Nawrocki, który zasugerował odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego.
Można oczywiście powiedzieć, iż polscy politycy grają emocjami. Można uznać, iż część z nich wykorzystuje temat do wewnętrznej walki politycznej. Ale choćby jeżeli tak jest, nie zmienia to istoty problemu.
A problem brzmi następująco: Ukraina nie może oczekiwać od Polski strategicznej lojalności, a jednocześnie ignorować najczulszych punktów polskiej pamięci.
Wołyń nie jest „trudną kartą”. Wołyń jest raną
W debacie publicznej często słyszymy, iż Wołyń to „trudna historia” albo „bolesna karta w relacjach polsko-ukraińskich”. To prawda, ale brzmi zbyt łagodnie. Wołyń to nie abstrakcyjny spór historyków. To konkretne wsie, konkretne rodziny, konkretne nazwiska i konkretne ofiary.
Dla wielu polskich rodzin to nie jest temat z podręcznika. To opowieść przekazywana przez babcie i dziadków. To pamięć o ludziach zamordowanych w sposób okrutny, często bez grobów, bez tablic, bez możliwości godnego pochówku.
Dlatego każda decyzja dotycząca UPA będzie w Polsce oceniana nie tylko politycznie, ale moralnie.
I tu leży sedno sprawy. Możemy wspierać Ukrainę w walce z Rosją. Możemy rozumieć dramat narodu ukraińskiego. Możemy wiedzieć, iż porażka Ukrainy byłaby katastrofą dla bezpieczeństwa całego regionu. Ale żadna z tych rzeczy nie oznacza, iż Polska ma milczeć, gdy dotykana jest pamięć jej ofiar.
Przyjaźń nie polega na udawaniu
Najgorszym błędem byłoby dziś uznać, iż dla dobra relacji polsko-ukraińskich trzeba temat przemilczeć. Przeciwnie. Prawdziwe partnerstwo nie polega na zamiataniu problemów pod dywan. Przyjaźń między państwami nie polega na tym, iż jedna strona ma ciągle rozumieć, wybaczać i zaciskać zęby.
Polska ma prawo oczekiwać od Ukrainy jasnego stanowiska w sprawie ekshumacji, godnego upamiętnienia ofiar i powstrzymania się od gestów, które w Polsce są odbierane jako gloryfikacja sprawców.
Ukraina ma prawo bronić swojej niepodległości i budować własną tożsamość narodową. Ale jeżeli chce iść do Europy razem z Polską, musi zrozumieć, iż europejska pamięć nie może być wybiórcza. Nie można jednocześnie prosić o solidarność i lekceważyć pamięci tych, którzy tej solidarności najmocniej udzielili.
Rosja korzysta? Tak. Ale to nie zamyka dyskusji
Argument, iż na sporze korzysta Rosja, jest prawdziwy. Rosyjska propaganda będzie próbowała wykorzystać każdą emocję, każdy konflikt i każde rozczarowanie. Ale ten argument nie może stać się kneblem zakładanym Polakom na usta.
Bo jeżeli każda polska reakcja na sprawę Wołynia ma być natychmiast opisywana jako prezent dla Moskwy, to oznaczałoby, iż Polska nie ma prawa mówić własnym głosem o własnej historii. A to byłoby nie do przyjęcia.
Nie Polska wywołała ten spór. Polska zareagowała na decyzję, która dla wielu obywateli naszego kraju jest głęboko bolesna. Odpowiedzialność za napięcie nie leży więc wyłącznie po stronie tych, którzy protestują. Leży także po stronie tych, którzy powinni byli przewidzieć skutki takiego gestu.
Czas na dojrzałą rozmowę, nie dyplomatyczne uniki
Polska i Ukraina są dziś skazane na współpracę. Łączy nas geografia, bezpieczeństwo, interes polityczny i wspólne zagrożenie ze strony Rosji. Ale właśnie dlatego potrzebujemy relacji dojrzałej, a nie opartej na przemilczeniach.
Dojrzała relacja polega na tym, iż Polska pomaga Ukrainie, ale nie rezygnuje z pamięci o Wołyniu. Ukraina walczy z rosyjskim imperializmem, ale nie oczekuje od Polaków akceptacji dla symboli, które w Polsce budzą ból i sprzeciw.
Jeżeli Kijów naprawdę chce budować trwałe partnerstwo z Warszawą, musi zrozumieć jedno: nie da się budować przyszłości na cudzej ciszy.
A Polska powinna wreszcie powiedzieć jasno: pomoc Ukrainie tak, wsparcie w walce z Rosją tak, kooperacja strategiczna tak. Ale zgody na relatywizowanie Wołynia nie będzie.
Bo są granice dyplomacji. I są groby, choćby jeżeli przez lata ich nie było, przed którymi polityka powinna zamilknąć.




![Tak wygląda fragment krakowskich Błoń po przejazdach ciężkich pojazdów wojskowych [VIDEO]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/05/wojsko.jpg)





![Patriotyzm oczami uczniów. Rozstrzygnięto gminny konkurs [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/05/konkurs-Korzenie-patriotyzmu-2026.05-21.jpg)