Rosja odpowiada rakietami. A my wciąż dyskutujemy, czy warto pomagać Ukrainie

wschodni24.pl 12 godzin temu

Komentarz Marcusa Pryszberga

Rosja przeprowadziła w nocy jeden z najpotężniejszych ataków rakietowych od początku pełnoskalowej wojny. W kierunku Ukrainy poleciały pociski balistyczne, manewrujące i dziesiątki dronów. Trafienia odnotowano w wielu miejscach, zginęli i zostali ranni ludzie. To nie była demonstracja siły. To była kolejna próba zastraszenia całego państwa i pokazania Europie, iż Kreml nie zamierza się zatrzymać.

Władysław Kosiniak-Kamysz słusznie zauważył, iż po takim ataku nawoływanie do ograniczenia pomocy Ukrainie jest oderwane od rzeczywistości. Dodałbym jednak coś więcej: jest również politycznie krótkowzroczne.

Można nie lubić Wołodymyra Zełenskiego. Można mieć pretensje do władz Ukrainy. Można domagać się rozwiązania trudnych spraw historycznych, skuteczniejszej ochrony polskiego rynku i większego szacunku dla polskiej pomocy. Polska nie musi rezygnować z własnych interesów, aby jednocześnie rozumieć podstawową prawdę: dziś ukraińscy żołnierze zatrzymują rosyjską armię z dala od naszych granic.

Wsparcie Ukrainy nie jest działalnością charytatywną. Jest elementem polskiej polityki bezpieczeństwa. Im słabsza Ukraina, tym silniejsza Rosja. Im bliżej polskiej granicy znajdzie się rosyjska armia, tym większe będą koszty, które zapłacimy już nie w postaci przekazywanego sprzętu, ale własnych zbrojeń, mobilizacji i nieustannego poczucia zagrożenia.

Nie oznacza to oczywiście, iż każda forma pomocy ma być bezwarunkowa, niekontrolowana i pozbawiona kalkulacji. Państwo poważne pomaga mądrze, pilnuje własnych interesów i oczekuje wzajemności. Czym innym jest jednak dyskusja o warunkach wsparcia, a czym innym nawoływanie do jego radykalnego ograniczenia w chwili, gdy Rosja wysyła nad ukraińskie miasta kolejne fale rakiet.

Kreml nie prowadzi wojny wyłącznie z Ukrainą. Rosja testuje cierpliwość, solidarność i zdolność obronną całego Zachodu. Sprawdza, jak długo będziemy pamiętać o wojnie, kiedy zaczniemy się nią nudzić i kiedy polityczne emocje okażą się silniejsze od zdrowego rozsądku.

W Polsce coraz łatwiej zdobywa się popularność, mówiąc, iż wojna nas nie dotyczy, Ukraina powinna radzić sobie sama, a pieniądze należy zostawić w kraju. Mówił o tym Przemysław Czarnek kandydat na urząd premiera z ramienia PIS . Wiemy jak się kończą historie z kandydatami na premierów, ale nie zmienia to faktu iż jest to głos znaczący.

Brzmi to atrakcyjnie, szczególnie w kilkudziesięciosekundowym filmie publikowanym w mediach społecznościowych. Problem w tym, iż geografia nie zmienia się pod wpływem internetowych zasięgów.

Rosja nie stanie się mniej agresywna tylko dlatego, iż przestaniemy pomagać Ukrainie. Przeciwnie. Odczyta to jako słabość i zachętę do dalszego działania.

Dlatego modernizacja polskiej armii, rozbudowa obrony przeciwlotniczej i wspieranie Ukrainy nie są konkurencyjnymi pomysłami. To elementy tej samej strategii. Rakiety najlepiej zatrzymywać jak najdalej od własnego domu.

Możemy spierać się o szczegóły, rozliczać błędy i stawiać Ukrainie konkretne wymagania. Nie wolno nam jednak udawać, iż rosyjska agresja jest odległym konfliktem, który nie ma wpływu na Polskę.

Ma. I to znacznie większy, niż chcieliby przyznać ci, którzy bezpieczeństwo państwa próbują sprowadzić do efektownego hasła wyborczego.

Marcus Pryszberg

Idź do oryginalnego materiału