
Rosja wysłała okręt podwodny oraz inne jednostki wojenne do eskorty tankowca ściganego przez amerykańską Straż Przybrzeżną na Atlantyku. Jak ocenia The Wall Street Journal, jest to krok bezprecedensowy, który może doprowadzić do eskalacji napięć między Stanami Zjednoczonymi a Rosją.
Według źródeł amerykańskiej administracji, cytowanych przez dziennik, tankowiec należy do tzw. „floty cieni” – sieci jednostek transportujących ropę z pominięciem międzynarodowych sankcji. We wtorek statek znajdował się prawdopodobnie na wodach między Szkocją a Islandią. Choć w tej chwili nie przewozi ładunku, USA nie zaprzestały działań wobec jednostki.
W grudniu załoga tankowca udaremniła próbę amerykańskiego abordażu. Następnie statek wypłynął w morze, zmienił nazwę z Bella 1 na Marinera, przemalował burtę w barwy rosyjskiej flagi i zadeklarował przynależność do Federacji Rosyjskiej.
Jak informuje BBC, zbliżenie się tankowca do Europy zbiegło się z przerzutem na kontynent około dziesięciu amerykańskich samolotów transportowych i śmigłowców. Z kolei CBS News podało, iż Waszyngton rozważa przejęcie jednostki, a nie jej zatopienie.
Południowe Dowództwo Sił Zbrojnych USA oświadczyło, iż pozostaje w gotowości do wspierania działań przeciwko statkom objętym sankcjami. Rosyjskie MSZ przekazało natomiast, iż „z niepokojem monitoruje sytuację”, podkreślając, iż statek porusza się po wodach międzynarodowych i przestrzega prawa morskiego.
Eksperci zwracają uwagę, iż sama zmiana bandery nie musi powstrzymać działań egzekucyjnych USA, ale może prowadzić do poważnych napięć dyplomatycznych.












