
To wydarzenie jest hołdem dla ostatniego partyzanta RP, Niezłomnych i tych, którzy poświęcili życie w imię wolnej Polski, ale także żywą lekcją historii i patriotyzmu szczególnie dla jego najmłodszych uczestników. Dzisiaj w Marszu Szlakiem Józefa Franczaka ps. Laluś bierze udział ponad 60 osób, między innymi ze Świdnika, Krępca, Lublina, Warszawy, Sandomierza, Kielc, Chęcin, Żukowa, Iłży, Biskupic, Wilanowa, Zawady, Chełma i Białobrzegów.
Spotkanie, którego organizatorami są Stowarzyszenie Lubelska Grupa Historyczna im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny oraz Stowarzyszenie Anthill, rozpoczęło się mszą św. w intencji Józefa Franczaka ps. Laluś i innych żołnierzy II konspiracji, odprawionej w Kościele pw. NMP Matki Kościoła. Po nabożeństwie uczestnicy marszu otrzymali pamiątkowe gadżety, między innymi koszulki, książki, zawieszki, przygotowane przez jego organizatorów. Była też chwila na powitania i rozmowy.
– Przypominam sobie jak przez mgłę wydarzenia z 1963 roku, kiedy zginął „Laluś”. Byłem wtedy nastolatkiem. Dziś mam 80. Jestem tu już 10 raz. Staram się pojawiać się tam, gdzie można uhonorować ludzi walczących o Polskę. Zasłużyli na naszą pamięć – opowiadał pan Janusz z Sandomierza.
– Nie wyobrażam sobie października bez Marszu Szlakiem Józefa Franczaka. Odliczałem dni w kalendarzu. Przez kilka pierwszych godzin jest super, potem zaczyna się robić trochę słabo. Mówią, iż już niedaleko, a tu końca nie widać… Ale to jest fajne – śmiał się 23-letni Olek, który na marsz przyjechał razem z tatą z Warszawy. W wydarzeniu bierze udział po raz trzeci.
„Żołnierze Wyklęci – Niezłomni Żołnierze dla których Ojczyzna, to słowo najświętsze,
tak twardzi, jak skała – Żołnierze Wyklęci. Cześć ich pamięci!” (Forteca „Żołnierze Wyklęci – Niezłomni Żołnierze”)
Spod świątyni przy ul. Wyszyńskiego wyruszono do ronda im. Żołnierzy Wyklętych u zbiegu al. Armii Krajowej i Racławickiej, gdzie znajduje się popiersie Józefa Franczaka.
– 1 marca świętujemy tu Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych. Jako ciekawostkę powiem, iż pod pomnikiem złożona jest urna z ziemią pochodzącą z 76 miejsc walk i męczeństwa polskich patriotów 1939-1984 – wyjaśniał Paweł Skrok ze Stowarzyszenia LGH im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny.
Po złożeniu kwiatów i zapaleniu zniczy kolumna przemaszerowała do Lasu Krępieckiego naznaczonego tragicznymi wydarzeniami II wojny światowej. Pod wzniesionym w latach siedemdziesiątych pomnikiem, do którego w 1997 roku dodano tablicę memoratywną z napisem: „W latach 1941–1944 w lesie krępieckim hitlerowcy wymordowali około 30.000 Polaków, Żydów, Rosjan i obywateli innych narodowości, których przywożono tu z Lublina i obozu zagłady na Majdanku”, uczestnicy uroczystości oddali hołd ofiarom niemieckich zbrodni.
– Znajdujemy się w wyjątkowym miejscu, naznaczonym bólem i krwią. W czasie okupacji Niemcy dokonywali tu strasznych rzeczy. Ustawione były ruszty, na których palili ciała zamordowanych więźniów Majdanka. Szczątki i prochy rozsypywali po okolicznych rowach i dołach. Po wielu latach udało się upamiętnić to miejsce, powstał pomnik – mówił P. Skrok, prosząc zebranych o modlitwę za wszystkie ofiary niemieckiego i sowieckiego terroru.
„Wystawę oto macie dziś, skoro najlepszą bronią pamięć. I groźna tej wystawy myśl – iż wolnych ludzi nic nie złamie” (Leszek Czajkowski „Żołnierzom Wyklętym”)
– Dziękuję organizatorom marszu oraz jego uczestnikom. Swoim wysiłkiem, przejściem tych 30 kilometrów, a są to przecież ludzie w różnym wieku, upamiętniają mojego tatę i Żołnierzy Niezłomnych. Mimo różnej pogody, idą wytrwale, by oddać hołd tym, którzy walczyli o wolną Polskę, oraz zachować pamięć o ich odwadze, poświęceniu i niezłomnej postawie. Wielka cześć i chwała dla uczestników marszu! – podkreślał Marek Franczak, syn „Lalusia”. Dodał: – Oczywiście już dziś zapraszamy na koleją edycję .
Kolejnym etapem wędrówki są miejsca związane z Józefem Franczakiem. Trasa marszu wiedzie przez Majdan Kozic Górnych, gdzie stoi krzyż i tablica upamiętniająca „Lalusia”. Kilkaset metrów dalej znajduje się dom, przy którym 21 października 1963 roku ostatni partyzant RP zginął w zasadzce. Tak tragiczne chwile opisuje Marek Franczak w książce „Mój ojciec – sierżant Laluś”: „Zawsze zastanawiałem się, jakie myśli towarzyszyły mu tego dnia, wreszcie jakie były jego ostatnie myśli. Szczególnie ważna jest dla mnie godzina 15.45 (…) W zasadzce uczestniczyło dwóch funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa oraz trzydziestu pięciu zomowców. Gdy ojciec wychodził z gospodarstwa Beciów, natknął się na milicjantów. Cofną się więc do stodoły i wyszedł z grabiami na ramieniu. Udawał parobka idącego w pole. Ojca usiłował zatrzymać przewodnik psa, bo i psy sprowadzono w celu ujęcia „Lalusia”, ale zaczął uciekać do stodoły. Po dwóch minutach wypadł z niej i zaczęła się strzelanina. Ludzie opowiadali, iż kule świstały wokoło. Ojciec postanowił, iż będzie walczył do końca. Mimo iż strzelało do niego kilku zomowców, kluczył po wsi i się ostrzeliwał. Ponoć granaty, które miał, nie wybuchły, a pistolet się zacinał. Ubiegł około trzystu metrów i został śmiertelnie ranny. W protokole sekcji zwłok na schematycznym rysunku zaznaczone były ślady po kulach. Ojciec został trafiony pięcioma pociskami w klatkę piersiową, brzuch i lewe udo. Śmiertelny okazał się postrzał w serce (…) Po sekcji ojcu odrąbano głowę (…) reszta ciała została zakopana na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie”.
Ostatnim punktem marszu będą Piaski. W 1983 roku rodzina J. Franczaka przeniosła jego prochy na tamtejszy cmentarz. W maju 2007 roku, z inicjatywy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obszaru Wschodniego w Lublinie oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, przy nekropolii odsłonięto pomnik ostatniego partyzanta RP.
Jedenasta edycja wydarzenia to również okazja do wręczenia pamiątkowych medali i legitymacji osobom wspierającym organizację marszu oraz jego wieloletnim uczestnikom.
aw












