Szeregowy z Białej Podlaskiej uniewinniony po strzałach na granicy

slowopodlasia.pl 2 godzin temu
Wydarzenia, które stały się podstawą aktu oskarżenia, rozegrały się w marcu 2024 r. około godziny 13:00 w rejonie miejscowości Dubicze Cerkiewne w woj. podlaskim. Grupa około dziesięciu migrantów zdołała wówczas rozgiąć przęsła stalowej bariery granicznej dzięki lewarka samochodowego i przedostała się na stronę polską. Cudzoziemcy nieśli ze sobą drabiny, by pokonać kolejną przeszkodę – zwoje drutu ostrzowego. Na incydent natychmiast zareagowały polskie patrole, podejmując pościg i oddając strzały alarmowe w powietrze. Słysząc huk, w kierunku wyłomu pobiegł również szeregowy Karol S. wraz z innym żołnierzami.Oddał 12 strzałówBędąc w odległości od 164 do 210 m od miejsca nielegalnego przejścia, Karol S. oddał łącznie 12 strzałów z broni służbowej MSBS Grot wzdłuż drogi granicznej. Trzy pociski rykoszetowały od betonowego słupa, ziemi i drutu, natomiast pozostałe dziewięć przeszło obok wycofujących się migrantów oraz znajdujących się na tej samej linii dwóch strażników granicznych i dwóch polskich żołnierzy. Gdy migranci zaczęli rzucać w stronę Polaków kamieniami i konarami, mundurowi odpowiedzieli rozpyleniem gazu łzawiącego, a Karol S. oddał jeszcze cztery strzały w ziemię. Zgodnie z opiniami biegłych z zakresu badań broni i balistyki, pociski, które nie rykoszetowały, miały energię wystarczającą do spowodowania śmierci człowieka.Po powrocie do obozowiska po trzech żołnierzy z bialskiej jednostki przyjechali funkcjonariusze Żandarmerii Wojskowej. Kapral oraz dwóch szeregowych, w tym Karol S., zostali zakuci w kajdanki, przeprowadzeni na oczach kolegów przez całe obozowisko i rozsadzeni do osobnych pojazdów interwencyjnych, by uniemożliwić im kontakt. Choć jeden z szeregowych opuścił celę po nocy, Karol S. i kapral spędzili w areszcie znacznie więcej czasu. Żołnierz nie przyznał się do winy, tłumacząc, iż przed użyciem broni krzyczał: „Wojsko Polskie, stój, bo strzelam!”, a ogień prowadził pod lekkim kątem w powietrze i w dół, realizując procedury alarmowe.Żołnierze zostali zawieszeni w czynnościach służbowych i potrącono im uposażenie w wysokości 50 proc. Wojsko Polskie nie zapewniło im wsparcia prawnego, ponieważ nie istniały przepisy pozwalające przełożonym na opłacenie adwokata. Wobec braku reakcji dowództwa, bialscy wojskowi zorganizowali oddolną zbiórkę pieniędzy na prawników dla swoich kolegów. Ostatecznie kapral został uniewinniony jeszcze na etapie śledztwa, gdy rekonstrukcja 3D wykazała, iż sam znajdował się na linii strzałów Karola S. i formalnie stał się pokrzywdzonym.O sprawie szczegółowo pisaliśmy tutaj:Wojna na argumentySprawa wywołała ogromne poruszenie społeczne, gdy ujrzała światło dzienne w czerwcu 2024 r., stając się zarzewiem debaty politycznej o prawach mundurowych do obrony granic. Atmosferę podgrzał fakt, iż informacja o zatrzymaniu wyszła na jaw dzień przed tragiczną śmiercią 21-letniego sierżanta Mateusza Sitka, który zmarł po ugodzeniu nożem przez migranta w tej samej okolicy. Oburzenia sposobem traktowania żołnierzy przez Żandarmerię nie krył wówczas minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, co doprowadziło do późniejszej nowelizacji przepisów i rozszerzenia ochrony prawnej dla żołnierzy używających broni.Proces Karola S. ruszył we wrześniu 2025 r. przed Wojskowym Sądem Garnizonowym w Lublinie. Podczas rozprawy końcowej prokurator Piotr Smoliński opierał się na kompilacji nagrań z kamer perymetrycznych oraz rekonstrukcji toru lotu pocisków 3D. Uznał on wyjaśnienia Karola S. za niewiarygodną linię obrony i zażądał kary sześciu miesięcy ograniczenia wolności, publicznego odczytania wyroku na zbiórce brygady w Wesołej oraz zasądzenia po 500 zł nawiązki na rzecz każdej z osób wymienionych jako poszkodowane. W akcie oskarżenia prokuratura wskazała łącznie aż 14 pokrzywdzonych: dziesięciu nieznanych z tożsamości migrantów, dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej oraz dwóch żołnierzy Wojska Polskiego. Obrona konsekwentnie domagała się uniewinnienia, argumentując, iż sprawę próbowano sztucznie rozdmuchać, podczas gdy nadawała się ona co najwyżej na rozmowę dyscyplinarną. Adwokat Krzysztof Rogalski podkreślał, iż oskarżony działał w granicach prawa i pod wpływem gigantycznego stresu wywołanego agresją migrantów. Z kolei mecenas Edyta Skwira ujawniła najważniejszy fakt: przesłuchani w sprawie polscy strażnicy graniczni i żołnierze jednoznacznie zeznali, iż w żadnym momencie nie czuli się zagrożeni działaniami Karola S. Obrona podkreśliła, iż oskarżony od dziecka kształcił się na żołnierza i kochał swój zawód, jednak z powodu traumatycznych doświadczeń związanych z procesem i traktowaniem przez państwo, zdecydował się złożyć wypowiedzenie i opuścić armię.Czytaj też: Czekał w BMW w Piszczacu. Kurier imigrantów usłyszał wyrokPrawo nie ustąpi przed bezprawiem27 maja przewodniczący składu orzekającego ppłk Radosław Hunek ogłosił wyrok w pełni oczyszczający 25-latka z zarzutów, argumentując, iż w zachowaniu szeregowego sąd nie stwierdził żadnych znamion czynu zabronionego. Sędzia podkreślił, iż podstawowym, konstytucyjnym zadaniem żołnierza wysłanego na granicę jest obrona jej nienaruszalności i to właśnie Karol S. czynił w obliczu realnego zagrożenia.– Trzeba sobie powiedzieć to, co oskarżony: co by było, gdyby nie zaczął strzelać? Zamiast jedenastu, przekroczyłoby tę granicę trzydziestu pięciu, a koło nich stanęłoby tych sześciu: czterech żołnierzy i dwóch funkcjonariuszy. Jaka byłaby ich szansa na przeżycie? Należy powiedzieć to jednoznacznie, iż prawo nie może ustępować przed bezprawiem. Nie jest tak, iż człowiek broniący swojego kraju ma w takiej sytuacji salwować się ucieczką – uzasadniał sędzia ppłk Radosław Hunek, krytycznie oceniając wnioski prokuratury.Sąd w pełni podzielił argumentację obrony, a w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia bezpośrednio przywołał słowa samego oskarżonego. Wskazał, iż Karol S. jest żołnierzem doskonale wyszkolonym w strzelaniu i dał wiarę jego wcześniejszym deklaracjom, w których mundurowy zapewniał: „gdyby chciał, żeby ktoś zginął, toby zginął”. Tezę tę podczas procesu mocno akcentowała również mec. Edyta Skwira, dowodząc, iż gdyby jej klient rzeczywiście zamierzał kogoś zabić lub zranić, z całą pewnością by to zrobił, podczas gdy jego intencją było wyłącznie zaalarmowanie sąsiednich jednostek. Sędzia przypomniał, iż po strzałach oddanych przez oskarżonego w ziemię, agresorzy ostatecznie się wycofali, co zapobiegło eskalacji niebezpieczeństwa.Do tej argumentacji nie zamierza się jednak stosować oskarżyciel publiczny. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prokurator Piotr Skiba, poinformował o skierowaniu zapowiedzi apelacji. Prokuratura stoi na stanowisku, iż uniewinnienie jest niezasadne, ponieważ Karol S. strzelał wzdłuż linii granicznej w stronę grupy, która w tamtym momencie rzekomo już się cofała, co w ocenie śledczych stanowiło bezpośrednie zagrożenie dla życia osób postronnych.
Idź do oryginalnego materiału