Walka z wielką wodą

polska-zbrojna.pl 10 godzin temu

Black Hawki, Mi-2, W-3... Łącznie 19 wojskowych śmigłowców różnych typów, których działania należało skoordynować z maszynami innych służb. W szybkim tempie i w stresie. Za perfekcyjne poradzenie sobie z tym wyzwaniem nagrodę Buzdygan odbiera płk pil. Krzysztof Zwoliński, szef Zarządu Lotnictwa Śmigłowcowego, zastępca inspektora sił powietrznych w Dowództwie Generalnym RSZ.

Wrzesień 2024. Fala powodziowa sunie przez południową Polskę, zagrażając kolejnym miejscowościom. Do akcji wkracza armia. Płk pil. Krzysztof Zwoliński, szef Zarządu Lotnictwa Śmigłowcowego, zastępca inspektora sił powietrznych w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych, zostaje skierowany do Komendy Głównej Policji. Właśnie stamtąd ma kierować działaniami wojskowych śmigłowców. Pobiera przepustkę, wchodzi do budynku i... niemalże traci rachubę czasu. Jak opowiadają jego podwładni, pracuje praktycznie na okrągło. On sam przyznaje, iż budynek po raz pierwszy opuścił dopiero po tygodniu. – Pani w biurze przepustek była trochę zdziwiona. „Pan tutaj?! A ja zastanawiałam się, dlaczego pana przepustka tak długo do mnie nie wracała. Czy ktoś u nas ją zawieruszył, czy może pan wyszedł i zapomniał oddać” – wspomina pułkownik, zaraz jednak zastrzega, iż z komendy nie zniknął na długo. – Wyjechałem o pierwszej w nocy, żeby podpisać ważne dokumenty w Dowództwie Generalnym. O piątej rano byłem z powrotem – mówi.

Łącznie w Centrum Koordynacji Operacji Powietrznych pracował przez dwa tygodnie. – To był dla nas wszystkich wielki sprawdzian. Test naszych zdolności i umiejętności, ale też próba nerwów – przyznaje. W operację wojsko zaangażowało 19 różnego typu śmigłowców. Piloci – przede wszystkim polscy, ale też czescy – latali na okrągło. Zajmowali się ewakuacją mieszkańców zalanych miejscowości, przewozili żywność i leki, pomagali w umacnianiu wałów. Tak było choćby w Nysie i jej okolicach. – Żołnierze uratowali nasze miasto – nie ma wątpliwości burmistrz Kordian Kolbiarz. – Kiedy sposobiliśmy się do przyjęcia fali kulminacyjnej, w zakolu Nysy Kłodzkiej, mniej więcej 200 m od bazyliki, w wałach pojawiła się wyrwa. Gdyby wdarła się przez nią woda, i tak już podtopione wcześniej miasto, zostałoby całkowicie zalane – wyjaśnia. Katastrofy szczęśliwie udało się jednak uniknąć. Załogi dwóch śmigłowców Mi-17 przez całą noc zrzucały w wyrwę tzw. big bagi, czyli ogromne worki wypełnione piaskiem. Luka w ostatniej chwili została załatana.

Akcji o podobnym znaczeniu było o wiele więcej. – Operacja wymagała przede wszystkim ogromnej elastyczności. Zwykle na spływające do nas sygnały musieliśmy reagować w mgnieniu oka. Rozważnie wydzielać i kierować w zagrożone miejsca śmigłowce takich typów, które będą w stanie wykonać określone zadania. Jednocześnie mieliśmy świadomość, iż w każdej chwili okoliczności mogą zmusić nas do przekierowania maszyn w jeszcze inne rejony. Zaplanowanie i skoordynowanie wszystkich działań było nie lada wyzwaniem. Ale dzięki wysiłkowi całej rzeszy wspaniałych i oddanych służbie ludzi, zrobiliśmy to, czego od nas oczekiwano – przyznaje płk pil. Zwoliński.

Walka z powodzią była jednym z ważniejszych epizodów jego służby, która trwa już przeszło 30 lat. Sam płk pil. Zwoliński zapewnia, iż pilotem śmigłowca chciał zostać, od kiedy pamięta. – To zaczęło się w dzieciństwie. W okolicy, z której pochodzę, trwała elektryfikacja. Do dziś pamiętam widok Mi-6, które przenosiły wielkie stalowe słupy. Byłem zafascynowany tym, iż mogły wylądować niemal w każdym miejscu – opowiada. Kilkanaście lat później wstąpił do Szkoły Orląt w Dęblinie. Potem były kolejne szczeble wojskowej kariery – służba w ówczesnym 49 Pułku Śmigłowców Bojowych, misja w Afganistanie, gdzie oficer pełnił funkcję starszego inspektora bezpieczeństwa lotów i wykonywał loty bojowe na śmigłowcu Mi-24, dowodzenie 56 Bazą Lotniczą w Inowrocławiu.

W 2022 roku płk pil. Zwoliński przeszedł do DGRSZ, gdzie objął stanowisko szefa Zarządu Lotnictwa Śmigłowcowego i zastępcy inspektora sił powietrznych. Trafił na czas wielkich zmian w polskiej armii. Resort obrony na niespotykaną wcześniej skalę kupuje nowe uzbrojenie, wzmacniając poszczególne rodzaje sił zbrojnych. Modernizacja dotyczy także wojsk śmigłowcowych, dla których pozyskano S-70i, AW149, AW101 i rozpoczęto proces zakupu AH-64. A zespół płk. pil. Zwolińskiego znajduje się w samym środku tej rewolucji. Członkowie planują zmiany, sygnalizują potrzeby, opracowują dokumenty związane z wdrożeniem nowych śmigłowców do służby, ich operacyjnym użyciem, szkoleniem załóg. – Nigdy choćby nie marzyłem, iż kiedyś będę miał wpływ na tego typu projekty, a ich doprowadzenie do końca jest dla mnie ogromnym, o ile nie najważniejszym, wyzwaniem, z jakim przyszło mi się mierzyć podczas mojej służby – opowiada oficer. Tymczasem gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak, inspektor sił powietrznych, podkreśla: Płk pil. Zwoliński wyciągnął wojska śmigłowcowe z zaścianka. Śmiało mogę powiedzieć, iż to kreator i doświadczony lider. Wiele jego pomysłów zostało wcielonych w życie. Co więcej, zdołał zebrać wokół siebie zespół świetnych ludzi, którzy mają jasną wizję tego, jaką rolę powinny odgrywać w wojsku śmigłowce. Zresztą sam Krzysztof, mówiąc kolokwialnie, zjadł na tym zęby. A swoją postawą podczas powodzi raz jeszcze udowodnił, iż można na niego liczyć w każdej sytuacji.

W podobnym tonie wypowiada się ppłk pil. Piotr Ciechan, dowódca Powietrznej Jednostki Operacji Specjalnych, który z płk. pil. Zwolińskim współdziałał m.in. podczas wrześniowej operacji. – On koordynował nasze działania z Warszawy, ja natomiast pozostawałem na stanowisku dowodzenia we Wrocławiu. kooperacja poszła bardzo gładko. Niczego innego zresztą się nie spodziewałem. Płk. pil. Zwolińskiego znam od ponad 20 lat. Kiedy zaraz po szkole przychodziłem do jednostki w Pruszczu Gdańskim, on już tam był. Potem służyliśmy razem w Afganistanie. Część lotów odbyłem w jego załodze. I nigdy się na nim nie zawiodłem – zapewnia ppłk pil. Ciechan. – A tak po ludzku, jaki to człowiek? – dopytuję. – Bardzo otwarty i przyjazny, chociaż też doskonale potrafi odróżnić koleżeństwo od kolesiostwa. Potrafi wymagać – nie tylko od innych, ale przede wszystkim od siebie. A kto pracuje u niego solidnie, naprawdę nie będzie miał źle – podkreśla ppłk pil. Ciechan.

Łukasz Zalesiński
Idź do oryginalnego materiału