Trzeci dzień września 1939 roku zapisał się w historii gminy Gdów w sposób niezwykle paradoksalny. Podczas gdy część Polski płonęła, a machina wojenna Trzeciej Rzeszy parła na wschód, przez gdowskie drogi przetaczały się tysiące ludzi uciekających przed frontem. Mimo dramatycznych okoliczności, kroniki historyczne odnotowały tego dnia zjawisko, które z dzisiejszej perspektywy wydaje się niemal niewiarygodne – na twarzach uchodźców i mieszkańców malowała się ogromna radość.
Wszystko zaczęło się od wielkiej fali migracji. Już od godzin popołudniowych 2 września mieszkańcy Krakowa oraz zachodnich rejonów dzisiejszego powiatu wielickiego zaczęli masowo opuszczać swoje domy. 3 września przez Gdów zaczęła płynąć ciągła, nieprzerwana „rzeka” ludności cywilnej. Ludzie przemieszczali się pieszo, wozami konnymi i z całym dobytkiem, próbując uciec przed zbliżającymi się wojskami niemieckimi. Atmosfera na drogach powinna być pełna paniki, jednak jedno wydarzenie całkowicie zmieniło nastroje.
Dokładnie 3 września 1939 roku Wielka Brytania i Francja oficjalnie wypowiedziały wojnę hitlerowskim Niemcom. Informacja ta lotem błyskawicy rozeszła się wśród uchodźców i mieszkańców gminy Gdów. W tamtym momencie nikt nie przypuszczał, iż pomoc zachodnich sojuszników okaże się jedynie iluzją. W Gdowie wybuchła euforia. Ludzie witali tę wiadomość z entuzjazmem, głęboko wierząc, iż potężne armie brytyjska i francuska natychmiast uderzą na Niemcy od zachodu. Powszechnie sądzono, iż wojna skończy się w ciągu zaledwie kilku tygodni, a ucieczka z domów jest tylko chwilową niedogodnością.
Ten wyjątkowy moment narodowej nadziei i optymizmu był jednak ostatnim spokojnym dniem w regionie. Już niespełna 24 godziny później wojenny dramat uderzył w dzisiejsze tereny gminy Gdów ze zdwojoną siłą, przynosząc pierwsze naloty i krwawe walki obronne. Dzień 3 września pozostał w pamięci historycznej jako przejmujący symbol niezłomnej wiary i chwilowej ulgi w obliczu nadchodzącej katastrofy.













