Wybory na świecie w ostatnim czasie skupiły się na tym, co działo się w USA. Tam wybory połówkowe przyniosły prognozowaną „niebieską falę”. Demokraci odnieśli spektakularne zwycięstwo i będą mieli większość w obu izbach Kongresu.
Od kilku dni natomiast znamy już ostateczne rezultaty wyborów w Izraelu i w Bułgarii. Jedne i drugie muszą bardziej cieszyć Moskwę niż Brukselę i Kijów.
Wybory na świecie – wyniki w Izraelu i Bułgarii to kłopot nie tylko dla Ukrainy
Korzystne dla Rosji jest już to, iż koalicyjne negocjacje w Izraelu – wobec równocześnie dobrego wyniku i politycznej izolacji partii proarabskich – mogą się ciągnąć tygodniami, a ich wynik dzisiaj jest trudny do przewidzenia.
Unia Europejska liczyła raczej na możliwie wyraźne zwycięstwo opozycji i – w jego rezultacie – większe wsparcie izraelskich władz dla Ukrainy, a także bliższą współpracę Brukseli i Tel Awiwu przy zwalczaniu rosyjsko-irańskiego sojuszu. Obecny powyborczy pat mocno tę perspektywę oddala.
Jeśli u władzy pozostanie Beniamin Netanjahu, będzie pewnie kontynuował pragmatyczną politykę wobec Rosji, nastawioną – wobec wojskowej obecności Kremla w Syrii – bardziej na ochronę regionalnego bezpieczeństwa Izraela niż na militarne wspieranie Ukrainy.
Także wyniki wyborów w Bułgarii bardziej cieszą Moskwę niż Brukselę. Pierwsza kobieta na stanowisku prezydenta tego państwa zdobyła wyborcze zwycięstwo, obiecując bycie prezydentem pokoju i opowiadając się za dyplomatycznym zakończeniem wojny, skoro nie ma widoku na jej zakończenie militarne.
Po dość wyraźnej wygranej zapowiada wstrzymanie dostaw broni dla Ukrainy i obiecuje, iż nie pojedzie tam ani jeden bułgarski żołnierz. Zaś z terytorium Bułgarii znikną wywieszane przez firmy i instytucje – na znak solidarności – ukraińskie flagi.
Jej prozachodni i proukraiński konkurent Andriej Guriew zdobył większość głosów młodego elektoratu, a także mieszkańców Sofii i innych dużych miast. Ale zdecydowało prorosyjskie nastawienie średniego i starszego pokolenia od czterdziestolatków w górę i mieszkańców prowincji. Podsycane zarówno dawnymi sentymentami wynikającymi z historycznej bliskości Bułgarii i Rosji. Jak i lękiem wywoływanym przez ataki dronów na statki na Morzu Czarnym.
Trudna sytuacja przed negocjacjami
Wyjścia Bułgarii z Unii Europejskiej i NATO obawiać się oczywiście nie trzeba. Bułgarzy wiedzą, iż ta przynależność się im opłaca. Ale trzeba się liczyć z tym, iż Bułgaria będzie kolejnym – obok Słowacji i Węgier – krajem hamującym zaostrzenie sankcji wobec Kremla, a choćby dyskretnie lansującym rosyjskie interesy.
Wszystko to nie wzmacnia Ukrainy przed planowanymi w listopadzie w Abu Zabi trójstronnymi negocjacjami Moskwy, Kijowa i Waszyngtonu.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie









