Podczas gdy Kim Jong Un spotyka się z Xi Jinpingiem i Władimirem Putinem w pierwszym wielostronnym wydarzeniu dyplomatycznym, wojska Pjongjangu przygotowują się do udziału w manewrach Zapad 2025, co sygnalizuje nową erę sojuszy przeciwko Zachodowi.
Kim Jong Un po raz pierwszy w historii uczestniczy w multilateralnym wydarzeniu dyplomatycznym, co eksperci odczytują jako strategiczny gambit mający wzmocnić jego pozycję negocjacyjną wobec Waszyngtonu.
Spotkanie z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem i rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem podkreśla kształtującą się oś Beijing-Moskwa-Pjongjang jako przeciwwagę dla amerykańskich sojuszy z Koreą Południową i Japonią.
Dyplomatyczne posunięcia Kim Jong Una prawdopodobnie mają na celu wzmocnienie wpływu wobec USA, co wskazuje, iż przyszłe rozmowy mogą odbyć się na warunkach Korei Północnej. Umacniająca się kooperacja trójstronna może prowadzić do zwiększonej polaryzacji regionalnej, a denuklearyzacja pozostaje odległą perspektywą.
Jednocześnie Korea oficjalnie potwierdziła obecność swoich „jednostek inżynieryjnych” na terytorium Rosji.
– Wojska koreańskie mają być dodatkowym elementem, który ma uświadomić Europie Zachodniej, iż Rosja, mimo izolacji i trudności gospodarczych, potrafi angażować kolejne państwa, takie jak Korea Północna, do realizacji swojej polityki w Europie – komentuje Mariusz Marszałkowski, zastępca redaktora naczelnego Defence24.
Technologie za wsparcie militarne
Dla reżimu Kim Jong Una sojusz z Moskwą to czysta kalkulacja. Korea Północna, która nie ma własnych interesów geopolitycznych w Europie, otrzymuje w zamian dostęp do zaawansowanych technologii wojskowych i rosyjskiego sprzętu militarnego.
– Już teraz pojawiają się sygnały o transferach systemów przeciwlotniczych, w tym radarów, oraz o rosyjskim wsparciu w projektach koreańskich firm zbrojeniowych – przekonuje ekspert.
Według południowokoreańskiego wywiadu Rosja aktywnie wspiera północnokoreański program rakietowy, co może przyspieszyć rozwój pocisków balistycznych dalekiego zasięgu i zwiększyć globalne ryzyko nuklearne.
W zamian Pjongjang dostarcza Rosji pociski artyleryjskie i specjalistów wojskowych. Tło tej współpracy jest proste: Rosja ponosi ogromne straty na froncie ukraińskim. Szacunki mówią o od 800 tys. do choćby miliona poległych i ciężko rannych od początku inwazji.
– Reżim Kimów, podobnie jak Moskwa, nie przywiązuje wagi do strat ludzkich, co daje Kremlowi pewność, iż może liczyć na wsparcie dodatkowego „mięsa armatniego” bez oglądania się na konsekwencje humanitarne – dodaje Marszałkowski.
– Zachód interpretuje to jako sygnał eskalacji, iż Rosja choćby w warunkach sankcji znajduje partnerów gotowych ryzykować – podkreśla.
Białoruskie gesty „dobrej woli”
Dobrą twarzą manewrów ma być Białoruś, która ustami szefa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Wojskowej Walerego Rewenkowa podkreśla otwartość manewrów.
„Aby utrzymać bezpieczeństwo regionalne i przywrócić zaufanie oraz dobre relacje sąsiedzkie w Europie”, wskazuje, dodając, iż Białoruś zapewnia „maksymalną otwartość i transparentność prowadzonych działań wojskowych”.
Białoruski generał dodaje, iż „manewry mają być przesunięte głębiej na białoruskie terytorium i ograniczone pod względem skali”, oraz iż „wszystkie 57 państw OBWE zaproszono do obserwacji ćwiczeń”. Żadne z państw członkowskich organizacji nie potwierdziło jednak oficjalnie swojej obecności.
– W poprzednich edycjach dostęp obserwatorów był ściśle reglamentowany, a prezentowane scenariusze wyglądały na inscenizowane – zaznacza Marszałkowski.
– Moskwa chce mieć pewność, iż sygnał o gotowości do reagowania na każde zagrożenie ze strony Zachodu jest jasny. Pokazuje tym samym, iż pomimo zaangażowania w brutalną, krwawą wojnę, przez cały czas potrafi zorganizować manewry na taką skalę – stwierdza ekspert.
Ukraina monitoruje, ale nie panikuje
Rosja od lat wykorzystuje manewry Zapad do testowania zdolności w wojnie elektronicznej i cyberatakach, zakłócając sygnały GPS, radary i łączność satelitarną. W poprzednich edycjach odnotowywano nasilone cyberataki na instytucje w Polsce, na Litwie i Łotwie, a także kampanie dezinformacyjne w mediach społecznościowych.
Ukraina nie bije jednak na alarm. Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy podkreśla, iż nie widzi w tej chwili bezpośredniego zagrożenia militarnego, choć uważnie monitoruje ruchy wojsk.
Naczelny dowódca armii ukraińskiej, generał Ołeksandr Syrski, ostrzega jednak, iż „ćwiczenia mogą posłużyć jako przykrywka do skrytego formowania grup ofensywnych, które w każdej chwili mogą zostać skierowane na front”.
Nowe sojusze i stare gry na geopolitycznej mapie Europy pokazują, iż mimo trwającej wojny na Ukrainie wszystkie strony przez cały czas testują granice swoich możliwości i wpływów.