
Siergiej Ławrow, wszedł w ostry spór z Kiriłłem Dmitrijewem
Światowe media rozpisują się o kulisach negocjacji w sprawie pokoju na Ukrainie. Oto ostatnie doniesienia:
Podczas lutowych rozmów amerykańsko-rosyjskich w Rijadzie doszło do napiętej sytuacji w rosyjskiej delegacji. Źródła zbliżone do rozmów donoszą, iż minister spraw zagranicznych Rosji, Siergiej Ławrow, wszedł w ostry spór z Kiriłłem Dmitrijewem, szefem Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich. Powodem kłótni miało być… miejsce przy stole negocjacyjnym.
Początkowo planowano, iż Rosję będą reprezentować jedynie Ławrow oraz doradca Władimira Putina ds. polityki zagranicznej, Jurij Uszakow. Ostatecznie jednak prezydent Putin postanowił rozszerzyć skład delegacji o Dmitrijewa – jednego ze swoich bliskich współpracowników.
Jak relacjonuje „The Moscow Times”, Ławrow był wyraźnie zaskoczony widokiem trzech miejsc po rosyjskiej stronie stołu. Doszło do publicznego spięcia między nim a Dmitrijewem – w obecności amerykańskich dyplomatów.
Ławrow odepchnął krzesło Dmitrijewa
Minister nie dopuścił Dmitrijewa do rozmów, odsuwając krzesło i stwierdzając, iż jeżeli ten ma zasiąść przy stole, musi usłyszeć takie polecenie bezpośrednio od prezydenta. Następnie opuścił salę, by udzielić wypowiedzi mediom. W jego nieobecności Dmitrijew zajął miejsce, co ostatecznie zakończyło spór – Ławrow, widząc go po powrocie przy stole, zrezygnował z kontynuowania kłótni.
Z relacji wynika, iż Dmitrijew próbował przekonać pozostałych członków delegacji, by pozwolono mu zająć miejsce choćby na 15 minut.
Chaos informacyjny na Kremlu
Osoba znająca kulisy sprawy twierdzi, iż w kręgu władzy w Moskwie panuje informacyjny chaos – prezydent Putin przekazuje różne informacje różnym osobom, co znacząco utrudnia skuteczne prowadzenie negocjacji. – Każdy wchodzi do Putina osobno i każdy wychodzi z innym przekazem. To jeden z powodów, dla których Rosja nie potrafi przedstawić spójnych oczekiwań przy stole rozmów – zdradził informator.
USA: Czas na decyzję Moskwy

Marco Rubio
Tymczasem podczas konferencji prasowej w Brukseli po spotkaniu ministrów spraw zagranicznych NATO, Marco Rubio oznajmił, iż Ukraina wyraziła gotowość do pełnego zawieszenia broni, aby stworzyć przestrzeń do rozmów pokojowych.
– Teraz wszystko zależy od Putina. Rosja musi w krótkim czasie, a nie dopiero za pół roku, podjąć decyzję, czy rzeczywiście dąży do pokoju – powiedział amerykański senator.
Podkreślił, iż zakończenie wojny byłoby korzystne dla całego świata i zapewnił, iż USA nie są zainteresowane przeciąganiem negocjacji. – Prezydent Trump nie da się wciągnąć w niekończące się rozmowy o rozmowach – zaznaczył Rubio.
Według niego to konkretne działania, a nie słowa, pokażą, czy Rosja traktuje negocjacje poważnie. – jeżeli naprawdę chcą pokoju, niedługo się o tym przekonamy. A jeżeli nie – również. I podejmiemy odpowiednie kroki – dodał.
Presja Kongresu
Rubio zauważył, iż najpierw powinno dojść do zawieszenia broni, a następnie do faktycznych negocjacji pokojowych. – Nie narzucimy obu stronom, jakie ustępstwa mają poczynić – to musi być wynik porozumienia między Ukrainą a Rosją – powiedział.
Zwrócił uwagę, iż Kongres USA coraz częściej rozważa dalsze zaostrzenie sankcji wobec Moskwy. – jeżeli nie zobaczymy rzeczywistego postępu, presja ze strony Kapitolu będzie rosła, a my nie będziemy w stanie powstrzymać inicjatyw legislacyjnych – zaznaczył.
Dmitrijew w Waszyngtonie
Dodał również, iż wszystkie te sygnały zostały przekazane Kiriłłowi Dmitrijewowi podczas jego wizyty w Waszyngtonie. Tam spotkał się on ze specjalnym wysłannikiem prezydenta USA, Steve’em Witkoffem, który od miesięcy bierze udział w rozmowach dotyczących zawieszenia broni.
– Miejmy nadzieję, iż przekaże te sygnały do Moskwy. Potrzebujemy realnego postępu, bo w przeciwnym razie dojdziemy do wniosku, iż Rosja nie jest zainteresowana zakończeniem wojny – ocenił Rubio.
Na pytanie dziennikarzy o naruszenie rozejmu przez Rosję, Rubio przyznał, iż Moskwa złamała jego warunki, atakując infrastrukturę energetyczną Ukrainy. – To niepokojący sygnał. Ale musimy pamiętać, iż wojna trwa i ataki mają miejsce po obu stronach frontu – skomentował.
Na podst. PAP, Polsat News, AP i Reuters