Podczas okupacji dwaj młodzi ludzie należący do Armii Krajowej w Gdowie, Jan Buda pseudonim „Wilk” oraz jego kolega, postanowili zastrzelić starostę Myślenic – z pochodzenia Niemca. Warto przeczytać o tej krótkiej, historycznej ciekawostce.
Podczas okupacji dwaj młodzi ludzie należący do Armii Krajowej w Gdowie, Jan Buda pseudonim „Wilk” oraz jego kolega, postanowili zastrzelić starostę Myślenic – z pochodzenia Niemca. Starosta ten bardzo często przyjeżdżał do pewnej kobiety z Gdowa, która mieszkała przy ul. Myślenickiej. Młodzi ludzie, posiadający jeden pistolet postanowili zaczaić się koło domu kobiety i zastrzelić starostę, gdy ten będzie wychodził od niej w nocy. Czekali całą noc i ku ich „rozpaczy” starosta nie wyszedł. Musieli zrezygnować, bo zaczął robić się dzień i na ulicy Myślenickiej zaczęli pojawiać się już żołnierze niemieccy mieszkający w pobliskiej szkole.
Zamiar zastrzelenia starosty, który nie został uzgodniony z dowództwem Armii Krajowej, był dużą lekkomyślnością. Żeby unaocznić jak dużą, trzeba zaznaczyć, iż za zabicie Niemca w tamtym czasie Gdów mógłby zostać spalony, ludność rozstrzelana, lub wywieziona do obozów koncentracyjnych.
Jeden z konspiratorów, należący do Armii Krajowej Jan Buda pseudonim „Wilk” podczas okupacji pracował jako sprzedawca w sklepie u Sobczyka. Po wojnie wyjechał z Gdowa do Krakowa, gdzie ukończył studia wyższe i działał do śmierci w zarządzie wojewódzkim AK. Zmarł w latach 90-tych ubiegłego wieku.
O niedoszłym zamachu na niemieckiego starostę Jan Buda opowiedział koledze z Gdowa Janowi Banasiowi a ten historię przekazał dalej.
Wielkie pacyfikacje wsi polskich w czasie niemieckiej okupacji były przeprowadzane w odwecie za między innymi rzekome napady cywilów na żołnierzy Wehrmachtu lub obywateli niemieckich. Historycy oceniają, iż w czasie II wojny światowej Niemcy i ich kolaboranci spacyfikowali ponad 800 wsi znajdujących się w obecnych granicach Polski, jak również wiele wiosek na Kresach Wschodnich. W przeciwieństwie do masakr, które miały miejsce w czeskich Lidicach czy francuskim Oradour-sur-Glane, pacyfikacje polskich wsi pozostają w zasadzie nieobecne w powszechnej świadomości.
Przykładem przeprowadzonej z rozmysłem masakry był los wsi Torzeniec. W nocy z 1 na 2 września doszło tam do niewyjaśnionej strzelaniny, w wyniku której zginęło trzech niemieckich żołnierzy. W odwecie Niemcy częściowo spalili wieś i zamordowali szesnastu jej mieszkańców. Następnego dnia dowódca 41. pułku piechoty (10. D. Piech.), pułkownik Friedrich Gollwitzer, zarządził „radykalną czystkę i akcję odwetową”. Wszystkich mieszkańców wsi, w tym kobiety i dzieci, spędzono na środek wsi. Tam sąd doraźny skazał wszystkich mężczyzn na karę śmierci (ostatecznie rozstrzelano co drugiego, tj. 18 osób). Łącznie w trakcie pacyfikacji zamordowano 34 mieszkańców Torzeńca. Ponadto w tym samym czasie żołnierze tej samej dywizji doszczętnie spalili sąsiedni Wyszanów. Od kul, płomieni oraz wrzucanych do piwnic granatów zginęły tam 22 osoby – w większości starcy, kobiety i dzieci.