Wybory w Ukrainie już w lipcu? "Rosja może na nie wpływać”

natemat.pl 20 godzin temu
Tygodnik "The Economist" podaje, iż wybory w Ukrainie mogłyby się odbyć już latem tego roku. Na przeszkodzie stoją jednak nierozwiązane poważne problemy.


Wybory mogłyby się odbyć w Ukrainie już w lipcu – niedługo po zniesieniu stanu wojennego, co Waszyngton chce osiągnąć do 20 kwietnia. Poinformował o tym 30 marca tygodnik "The Economist", powołując się na własne źródła.


W związku z tym prezydent Wołodymyr Zełenski – wybrany na stanowisko po raz pierwszy na pięć lat latem 2019 roku – chce ubiegać się o drugą kadencję. "W zeszłym tygodniu" polecił swojemu zespołowi organizację wyborów po wprowadzeniu trwałego zawieszenia broni.

Wąciąż bez przygotowań


W Ukrainie nie są prowadzone przygotowania do wyborów, co 31 marca w ukraińskim kanale Suspilne potwierdził przewodniczący klubu parlamentarnego rządzącej partii Sługa Narodu Dawid Arachamija. "Wszystkie partie i frakcje w parlamencie zgodziły się, iż wybory powinny się odbyć sześć miesięcy po zniesieniu stanu wojennego" – oznajmił poseł.


Pod koniec lutego ukraiński parlament przyjął uchwałę "Wsparcie demokracji w warunkach rosyjskiej agresji". Wzmacnia w niej Zełenskiego i odrzuca oskarżenia prezydenta Rosji Władimira Putina, iż ​​Zełenski nie jest już legalną głową państwa. W uchwale zapewniono, iż wybory prezydenckie odbędą się "po zapewnieniu wszechstronnego, sprawiedliwego i trwałego pokoju".

Zarówno USA, jak i Rosja wielokrotnie wzywały do ​​przeprowadzenia w Ukrainie wyborów. W lutym prezydent USA Donald Trump określił choćby Zełenskiego jako "dyktatora bez wyborów". W Ukrainie w czasie wojny wybory są jednak zakazane.

Jakie są zagrożenia?


Choć wielu Ukraińców przyzwyczaiło się do codziennego ostrzału artyleryjskiego, duże wydarzenia związane z kampanią, debaty czy spotkania kandydatów z wyborcami byłyby w obecnych warunkach niezwykle ryzykowne.

Także dlatego Kijów we wszystkich rozmowach żąda gwarancji bezpieczeństwa. Zawieszenie broni powinno obowiązywać nie tylko tymczasowo na froncie, ale także zapewniać, iż lokale wyborcze nie staną się celem rosyjskich ataków lotniczych lub terrorystycznych.

Nie można wykluczyć, iż coś takiego może się wydarzyć – ostrzega Olha Ajwasowska, szefowa sieci Opora, która monitoruje wybory w Ukrainie. „W obliczu ataków na urzędy poborowe i sabotażu na kolei należy zakładać, iż Rosja zrobi coś podobnego z lokalami wyborczymi”.

Dlatego ordynacja wyborcza na okres powojenny powinna regulować sposób postępowania w takim przypadku podczas wyborów lub liczenia głosów, choćby na wypadek symulowanych ataków terrorystycznych” – przestrzega Ajwasowska w rozmowie z DW.

Rejestracja wyborców


Już pierwszego dnia pełnoskalowej inwazji rosyjskiej Centralna Komisja Wyborcza Ukrainy zablokowała dostęp do rejestru wyborców, aby chronić i sam rejestr, i dane obywateli. W tym czasie zarejestrowanych w nim było około 34,7 mln wyborców.

Urząd jedynie częściowo wznowił prace nad rejestrem w grudniu 2023 r. W tej chwili zajmuje się głównie aktualizacją adresów lokali wyborczych, gdyż Ukraina w toku dekomunizacji i derusyfikacji zmieniła nazwy wielu miejscowości i ulic. Komisja rejestruje także zniszczenia wojenne. Do 2024 r. działania wojenne dotknęły 7500 lokali wyborczych na terytorium kontrolowanym przez Kijów.

Obywatele są wpisani do rejestru wyborców na podstawie miejsca stałego pobytu. Wraz z rozpoczęciem rosyjskiej inwazji w 2022 r. liczba ukraińskich uchodźców wewnętrznych wzrosła wielokrotnie – w grudniu 2024 r. według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) było ich ponad 3,6 mln. Wielu w ogóle nie rejestruje się w nowym miejscu zamieszkania lub robi to z opóźnieniem – oceniają eksperci z kijowskiego think tanku Centrum Razumkowa. "W rezultacie adresy wyborców nie są ani aktualne, ani wiarygodne" – wynika z badania przeprowadzonego przez naukowców.


Co z Ukraińcami za granicą?


Oprócz uchodźców wewnętrznych uchodźcy z Ukrainy przebywają także za granicą – według IOM pod koniec 2024 roku było ich około sześć milionów. Aby wziąć udział w wyborach, muszą zarejestrować się w ukraińskim konsulacie. Jednak według informacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Kijowie większość tego nie robi.


Jednak choćby głosowanie już zarejestrowanych za granicą ukraińskich uchodźców byłoby skomplikowane. Do tej pory lokale wyborcze ustawiano głównie w pomieszczeniach konsulatów – nie są one jednak w stanie pomieścić w ciągu jednego dnia kilkudziesięciu tysięcy obywateli. Trzeba by więc wynajmować inne lokale, przynajmniej w największych miastach, w których dziś mieszkają Ukraińcy. Nie jest jasne, jak postępować z Rosją i Białorusią, gdzie według ONZ do końca 2024 r. osiedlić się miało 1,3 mln Ukraińców.

Z sondażu Centrum Razumkowa wynika, iż ​​około 47 proc. Ukraińców opowiada się za umożliwieniem uchodźcom za granicą głosowania, podczas gdy około 36 proc. jest temu przeciwne. Wydaje się jednak, iż wielu Ukraińców za granicą traci zainteresowanie życiem politycznym w swoim kraju. Anton Hruszecki z Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii (KIIS) wyjaśnił w rozmowie z DW, iż tylko jedna trzecia z 801 uchodźców ankietowanych przez KIIS w Polsce, Niemczech i Czechach w maju ubiegłego roku wyraziła chęć głosowania w następnych wyborach.

Głosowanie zdalne: jakie są wymogi?


Można by pomyśleć, iż wiele problemów logistycznych łatwo rozwiązać poprzez głosowanie zdalne – głosowanie korespondencyjne lub wykorzystanie systemów elektronicznych, jak aplikacja ukraińskiego rządu Diia, z której korzysta już ponad 21 mln Ukraińców w kraju i za granicą. Na przykład w lutym za jej pośrednictwem wybrano ukraińskiego kandydata na tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji. – Ale system się zawiesił, więc nie można go jeszcze nazwać niezawodnym – krytykuje posłanka Alina Sahorujko z rządzącej partii Sługa Narodu.



Głosowanie elektroniczne wymaga także solidnej ochrony serwerów i weryfikacji użytkowników. Żadna internetowa platforma do głosowania nie może tego zagwarantować w obecnych warunkach – twierdzą autorzy badania przeprowadzonego na zlecenie ukraińskiego parlamentu przez Radę Europy pod koniec 2024 roku.

–Rosja może wpływać na wybory nie tylko fizycznie lub poprzez ataki hakerów, ale także przez przekazy za pośrednictwem serwisów i sieci społecznościowych – podkreśla Olha Ajwasowska. Zgadza się z nią przewodniczący Komisji Wolności Słowa w ukraińskim parlamencie Jarosław Jurczyszyn z frakcji Holos (Głos). Jednak ukraińskie media i państwo wypracowały już w ciągu ostatnich trzech lat wojny metody zwalczania rosyjskiej dezinformacji.

Jurczyszyn zwraca także uwagę, iż uczestnicy rozmów pokojowych najprawdopodobniej ustalą datę wyborów. Ponadto Ukraina musi koordynować wybory ze swoimi partnerami, bo po prostu nie ma na nie pieniędzy. – Wiele aspektów przyszłego zawieszenia broni, a tym samym i wyborów, nie da się dziś przewidzieć. Istnieją jednak oczywiste wyzwania i parlament powinien już teraz zreformować ordynację wyborczą, aby im sprostać – mówi poseł.

W związku z tym przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Ołeh Didenko powiedział dziennikowi „Ukraińska Prawda”, iż przygotowania do wyborów po zakończeniu wojny zajmą więcej czasu, niż przewiduje obecne ustawodawstwo. Należałoby zatem dostosować procedury do skutków wojny.


Igor Burdyha, Anna Pszemyska


Idź do oryginalnego materiału