Rząd wraca do prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) po kompromisie między premierem Donaldem Tuskiem a liderem Lewicy Włodzimierzem Czarzastym. Na szali leży co najmniej osiem miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, kierowane przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, otrzymało wsparcie resortu sprawiedliwości. Nowa koncepcja reformy ma być gotowa do końca tygodnia.
Głównym celem reformy jest zwalczanie fikcyjnych umów cywilnoprawnych poprzez ich przekształcanie w umowy o pracę. Pierwsze spotkanie przedstawicieli obu ministerstw odbyło się w zeszłym tygodniu.
Spór o decyzje administracyjne
Centralnym punktem spornym pozostaje kwestia, czy PIP ma otrzymać prawo do wydawania decyzji administracyjnych o przekształceniu umów. Tusk dąży do projektu chroniącego pracowników przed nadużyciami elastycznych form zatrudnienia, ale bez przyznawania "arbitralnej władzy urzędnikowi".
Czarzasty zadeklarował, iż sąd byłby ostateczną instancją w takich sprawach. Ministerstwo Dziemianowicz-Bąk chce zachować jakąś formę decyzji administracyjnej.
Na początku roku premier "wyrzucił" niemal ukończony projekt reformy opracowany przez resort pracy.
W Sejmie pojawiły się sugestie posłanki Marceliny Zawiszy z Razem, iż wpływ na tę decyzję mógł mieć przedsiębiorca, który skontaktował się z Tuskiem po tym, jak minister Dziemianowicz-Bąk zleciła kontrole PIP w firmach kurierskich.
Wzory z Europy
Administracyjne przekształcanie fikcyjnych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę funkcjonuje już w Chorwacji, Hiszpanii i we Włoszech. Włoski Inspektorat Narodowy Pracy wydaje decyzje skutkujące uznaniem umowy o pracę od początku, obowiązkiem zapłaty zaległych składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne oraz możliwością kar administracyjnych. Pracodawcy mogą odwołać się do sądu pracy, ale skutki administracyjne obowiązują do rozstrzygnięcia sprawy.
PIP zmieniła ponad 2,6 tysiąca umów w 2023 roku, a w 2024 roku - 3,2 tysiąca umów. Wstępne dane za ubiegły rok wskazują, iż ponad cztery tysiące osób otrzymało umowy o pracę po interwencji inspekcji. Jednocześnie PIP złożyła zaledwie 52 pozwy w 2023 roku (w imieniu 58 osób) i 24 pozwy w 2024 roku.
Rewolucja na rynku pracy
Podczas gdy trwa debata o reformie PIP, rynek pracy przechodzi równolegle głęboką transformację w kierunku pracy projektowej i gig economy - co czyni pytanie o zakres uprawnień inspekcji jeszcze bardziej złożonym. Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy i założyciel Personnel Service, wskazuje na trzy możliwe scenariusze rozwoju.
"Gig Economy nie jest buntem przeciwko etatowi, ale odpowiedzią na rosnącą zmienność biznesu. W dobie powszechnego wykorzystania sztucznej inteligencji firmy coraz rzadziej będą potrzebowały określonych kompetencji w trybie 40 godzin tygodniowo przez cały rok. Zamiast tego wzrośnie zapotrzebowanie na intensywną, ale krótszą pracę przy konkretnych projektach, wdrożeniach czy sytuacjach kryzysowych. Coraz częściej organizacje będą też sięgać po ekspertów na dwa lub trzy dni w tygodniu, zamiast zatrudniać ich na pełen etat", wyjaśnia Inglot.
Model "fractional work" zyskuje na znaczeniu zwłaszcza w IT (technologie informacyjne), marketingu, doradztwie i cyberbezpieczeństwie. "Dla wielu organizacji pełnoetatowy dyrektor marketingu czy IT to dziś koszt, na który nie chcą lub nie mogą sobie pozwolić. Zamiast tego wolą wypożyczyć topowego eksperta na jeden lub dwa dni w tygodniu. Dla specjalistów to większa niezależność i wyższe dochody, a dla firmy większa elastyczność i dostęp do kluczowych kompetencji dokładnie wtedy, gdy są potrzebne", dodaje ekspert.
Etat jako luksus
W prostych usługach gig economy obniża próg wejścia na rynek dla kierowców, kurierów i pracowników serwisowych, ale rodzi ryzyko niestabilności zatrudnienia i braku zabezpieczenia społecznego.
Duże firmy tworzą wewnętrzne platformy projektowe, pozwalające etatowym pracownikom aplikować na dodatkowe zadania w innych działach. "To próba pogodzenia stabilności etatu z elastycznością, jakiej oczekują dziś pracownicy. Firmy, które nie zaoferują takiej możliwości, ryzykują, iż same staną się kuźnią freelancerów, czyli wyszkolą ludzi, którzy po prostu odejdą na własną działalność", ostrzega Inglot.
Ekspert podsumowuje: "Rynek pracy przestaje być jednolity. Wchodzimy w erę wyboru modeli, a nie jednego obowiązującego schematu. I to jest dobra wiadomość zarówno dla firm, jak i dla pracowników, o ile zmiany te nadążą za systemem zabezpieczeń społecznych".
Etat ma przekształcić się z domyślnego rozwiązania w opcję "premium", wybieraną dla długoterminowych relacji, lojalności i specjalistycznej wiedzy. najważniejsze staje się stworzenie systemu zapewniającego minimalne zabezpieczenie dla pracowników projektowych, w tym dostęp do opieki zdrowotnej i systemu emerytalnego.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).



