Kolejny rosyjski atak na Ukrainę. Kolejny Alert RCB. Kolejny komunikat o polskim lotnictwie. Mieszkańcy Podkarpacia coraz częściej widzą na telefonach podobne wiadomości. Czy częste ostrzeganie nie sprawi w końcu, iż przestaniemy reagować?
Telefon wibruje. Na ekranie pojawiają się słowa:
„UWAGA! UWAGA! UWAGA!”
Chwilę później czytamy o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę, monitorowaniu sytuacji i operowaniu polskiego lotnictwa w przestrzeni RP.
Jeszcze kilka lat temu taki komunikat mógł mocno zaniepokoić. Dzisiaj reakcja może być zupełnie inna:
„Znowu Alert RCB?”
I właśnie to może być problem.
Kolejny alert. Co adekwatnie mamy zrobić?
W jednym z ostatnich komunikatów mieszkańcy Podkarpacia otrzymali informację:
„Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Śledź komunikaty.”
Tylko co oznacza to dla mieszkańca Jasła, Krosna czy Rzeszowa?
Czy powinien zostać w domu? Przygotować się na ewakuację? Szukać schronienia? A może po prostu czekać na dalsze informacje?
Pisaliśmy już o tym w artykule „Śledź komunikaty i co dalej? Alert zaniepokoił mieszkańców Jasła”. Wtedy pytaliśmy, co adekwatnie powinien zrobić mieszkaniec po otrzymaniu takiej wiadomości.
Dziś pojawia się kolejne pytanie:
Co się stanie, jeżeli podobnych alertów będzie coraz więcej?
Pierwszy alert niepokoi. Kolejny już mniej?
Pierwszy alert przyciąga uwagę. Człowiek od razu sprawdza telefon i zastanawia się, co się dzieje.
Drugi również budzi zainteresowanie.
Ale kiedy pojawiają się kolejne, reakcja może zacząć wyglądać zupełnie inaczej:
„Znowu?”
„Pewnie sytuacja jest monitorowana.”
„Skoro nie ma żadnych instrukcji, to chyba nic się nie dzieje.”
I właśnie tutaj pojawia się problem tzw. „alert fatigue”, czyli zmęczenia ostrzeżeniami.
Jeżeli człowiek wielokrotnie otrzymuje alarmy, które nie wymagają od niego konkretnego działania, może z czasem zacząć traktować je jako coś normalnego.
Ukraina pokazała, iż to nie jest tylko teoria
Podobne zjawisko zaobserwowano podczas wojny w Ukrainie.
Naukowcy przeanalizowali ponad 3000 alarmów oraz dane dotyczące około 17 milionów urządzeń mobilnych. Początkowo mieszkańcy gwałtownie reagowali na ostrzeżenia i przemieszczali się w kierunku schronienia. Jednak wraz z trwaniem wojny reakcja na kolejne alarmy wyraźnie słabła.
Badacze wskazali na zjawisko określane jako „alert fatigue” – zmęczenie alarmami.
Wnioski są szczególnie mocne. Według autorów badania reakcja mieszkańców na ostrzeżenia pozwoliła uniknąć około 35–45 proc. potencjalnych ofiar cywilnych w analizowanym okresie. Jednocześnie oszacowano, iż w późniejszej fazie wojny dodatkowe 8–15 proc. zaobserwowanych ofiar mogło zostać unikniętych, gdyby mieszkańcy przez cały czas reagowali na alarmy tak samo jak na początku konfliktu.
To ważna lekcja również dla Polski.
Alert ma sens tylko wtedy, gdy człowiek przez cały czas traktuje go poważnie.
Nie chodzi o to, żeby przestać ostrzegać
Nikt nie powinien oczekiwać, iż państwo przestanie informować mieszkańców Podkarpacia o sytuacji za wschodnią granicą.
Wojna trwa, rosyjskie ataki są realne, a polskie wojsko musi reagować na zagrożenia w pobliżu polskiej przestrzeni powietrznej.
Problemem może być jednak częstotliwość i forma komunikatów.
Mieszkaniec powinien od razu wiedzieć, czy otrzymuje:
- informację o sytuacji na Ukrainie,
- informację o działaniach polskiego wojska,
- ostrzeżenie o możliwym zagrożeniu,
- czy polecenie natychmiastowego działania.
To nie jest to samo.
Jeżeli nie ma zagrożenia dla terytorium Polski i mieszkańcy nie muszą nic robić, warto powiedzieć to wprost.
Jeżeli mają coś zrobić – powinno być jasno napisane co.
Najgroźniejszy może być nie strach, ale obojętność
Częste alerty nie muszą wywoływać paniki.
Mogą zrobić coś znacznie bardziej niebezpiecznego – spowszednieć.
Po dziesiątym, dwudziestym czy kolejnym podobnym komunikacie może pojawić się przekonanie, iż skoro wcześniej nic się nie wydarzyło, tym razem również nie ma powodów do niepokoju.
A właśnie przed tym ostrzegają doświadczenia Ukrainy.
Bo co, jeżeli po kilkudziesięciu podobnych wiadomościach pewnego dnia przyjdzie Alert RCB, który będzie naprawdę wymagał natychmiastowej reakcji?
Najgorszy scenariusz nie wygląda wcale tak, iż kolejny alert wywoła panikę.
Najgorszy wygląda tak, iż telefon zawibruje, na ekranie pojawi się „UWAGA! UWAGA! UWAGA!”, a odbiorca choćby nie przerwie tego, co właśnie robi.
W systemie ostrzegania najważniejsze nie jest to, ile wiadomości uda się wysłać.
Najważniejsze jest to, czy w chwili prawdziwego zagrożenia ktoś jeszcze na tę wiadomość zareaguje.














